Bieszczadzkiego żubra "Pulpita" przygody niezwykłe

  • 04.01.2021, 07:38 (aktualizacja 04.01.2021, 08:34)
Bieszczadzkiego żubra "Pulpita" przygody niezwykłe Fotografia "Pulpita" zamieszczona w "Dzienniku Polskim" autorstwa J. Salamona.

Żubr - przez setki lat powszechnie obecny w polskich puszczach, początkiem XIX wieku praktycznie wyginął. Dzięki działaniom wielu ludzi, powoli udaje się go przywrócić, jako żyjącego na wolności mieszkańca naszych pól i lasów.

Dzisiaj - także dzięki otwarciu w Mucznem w Bieszczadach - „pokazowej Zagrody Żubrów”, każdy może praktycznie z bliska zobaczyć naszego Króla puszczy. Można więc śmiało sparafrazować znane przez wielu powiedzenie, którego użył ks. Benedykt Chmielewski w swoim dziele „Nowe Ateny”, czyli wydanej w 1745 roku - jak się powszechnie uznaje - pierwszej polskiej encyklopedii „Żubr jaki jest, każdy widzi”.

 „Pulpit” rozpoczyna wędrówkę

W latach 60-ych minionego wieku, gdy rozpoczęto działania związane z reintrodukcją tego zwierzęcia w Bieszczady było inaczej. Starano się ograniczać kontakt żubrów z postronnymi obserwatorami. Chuchano na zimne - bojąc się, by ludzka ciekawość i związane z nią niekiedy niestosowne zachowania, nie przeszkodziły w mozolnych działaniach zmierzających do obranego celu - powrotu żubrów do bieszczadzkiego matecznika.

 Przywiezione tutaj zwierzęta, mając zapewnione w okolicznych lasach dobre warunki bytowania, zasadniczo nie szukały przygód i raczej unikały kontaktu z człowiekiem. Można by rzec: „Chroniły swoją prywatność”. Ale nie wszystkie. Jeden z nich - byk „Pulpit”, który jesienią przegrał walkę o dominację w stadzie z innym bykiem „Pulonem” postanowił zakosztować „światowego życia” i oddalając się od stada, wyruszył na wędrówkę w nieznane. Stała się ona wdzięcznym materiałem dla dziennikarzy, którzy opisywali ją w swoich prasowych relacjach. I to na ich podstawie powstała kolejna wesoła historia.

Pierwsza wzmianka dotycząca naszego bohatera pojawiła się w gazecie „Nowiny Rzeszowskie” 18.11.1964 - nr 274 (4792):

- Niecodzienną przygodę przeżył leśniczy z Widełek. Pewnego dnia wracając z obchodu lasu spostrzegł wystający z drzwi obory zad potężnego zwierzęcia. Tak wielkiej krowy leśniczy nie posiadał, przyspieszył więc kroku, by wyjaśnić zagadkę. Jakież było jego zdumienie i strach, gdy spostrzegł, że intruzem jest żubr. Widocznie chciał on dostać się do wnętrza obory, lecz nie pozwoliła mu na to tusza. Leśniczy bojąc się spłoszyć żubra, by ten w przypływie strachu lub gniewu nie rozwalił mu budynku i nie poranił krów, zakradł się od drugiej strony i przez okienka, za pomocą długiej tyczki zmusił żubra, którego leśnicy nazywają Plutonem [!!], do wycofania się na dwór.

Główny bohater naszej opowieści, wszedł więc do historii „od zadka” i do tego z przekręconym imieniem. Niestety piszący relację nie wykazał się zbytnią rzetelnością dziennikarską, podając błędnie imię zwierzęcia. Nie zadał sobie trudu, żeby zaznajomić się z „Księgami Rodowodowymi Żubrów”, prowadzonymi i wydawanymi od 1932 roku.

Według obowiązujących zasad:  - W Polsce żubry nizinne (białowieskie) otrzymują imiona zaczynające się od sylaby „Po”, Natomiast żubry odłowione ze stada wolnego i włączone do hodowli zamkniętej otrzymują imiona zaczynające się na sylaby „Ka”. Osobnikom z linii żubrów białowiesko-kaukaskich nadaje się imiona zaczynające się od sylaby „Pu”, a żubrom wywodzącym się z rezerwatu w Pszczynie – od liter „Pl”. Żubry bytujące na wolności nie otrzymują numerów rodowodowych, a jedynie rejestrowana jest ogólna liczba zwierząt według stanu na koniec roku.

A więc „Pulpit” w ogóle nie miał szans zaistnieć w żubrzej rodzinie…

„Lubi samotność i dalekie wyprawy”

„Pulpit” został potraktowany dosyć obcesowo, ale że był zwierzęciem raczej łagodnym, nie odpowiedział na tyczkową zaczepkę i… ruszył dalej przed siebie. W grudniu, podkreślając stadne zachowanie 14 bieszczadzkich żubrów, podano: - Tylko jeden gruby zwierz lubi samotność i dalekie wyprawy. W swej wędrówce «turystycznej» przemierzył ostępami spory szmat drogi. Zawędrował aż w okolice Ustrzyk Dolnych – zauważono go w lasach nadleśnictwa Jasień - 01.12.1964, nr 285 (4803).

Podczas wędrówki coraz częściej spotykał ludzi. Ale ci nie traktowali go już tyczkami. Korzystał więc chętnie z ludzkich zasobów pokarmowych i traktował człowieka z obojętnością: - „Pulpit” nadal żyje z dala od stada w okolicach Sokolego. Oprócz obejścia pałacyku, w którym mieści się stacja PTTK, żubr odwiedza też obejście gospodarstw w Teleśnicy Sannej, żywiąc się sianem ze stogów. Na widok ludzi nie reaguje - 16.12.1964 nr 298 (4816).  

Oczywiście zdarzały się chwile grozy, gdy ktoś nagle na niego natrafił, jednak raczej wzbudzał sympatię i zrozumiałe zaciekawienie, pozwalając nawet się do siebie zbliżać: - […] nocą 14 na 15 bm. [I.1965] przeszedł do miejscowości Stefkowa, gdzie «nastraszył» nocnego stróża […] Lubi nawet w biały dzień zachodzić w obejścia zagród chłopskich i pożywiać się sianem ze stogów. Budzi on też niemałą sensację wśród mieszkańców okolicznych wiosek, gdyż pozwala podejść do siebie nawet na 20 m i nie było wypadku, aby kogoś z ciekawskich zaatakował lub poranił – 21.01.1965 nr 17 (4844).

Smakołyk dla żubra

Kolejny etap Pulpitowej wędrówki to Bezmiechowa Dolna - gdzie: - […] od trzech tygodni niemal codziennie gości żubr- samotnik. W pobliskim lesie ma swoje legowisko. Mieszkańcy tej wioski karmią go sianem, koniczyną, owsem i burakami[…]”. Udało się nawet sfotografować sytuację, gdy Aleksander Oryszczak podaje żubrowi smaczny burak (publikujemy tę ciekawą fotografię, mimo marnej jej jakości) 12.02.1965 nr 36 (4863).

Przysłowiowa polska gościnność okazała się jednak w tym wypadku problemem dla leśników: - „Pulpit” […] przebywa na gościnnych występach u mieszkańców Tarnawy (pow. Lesko). Mieszkańcy widząc jego przyjazne zamiary, dostarczają mu wiele smakołyków, o które tak trudno obecnie w leśnej kniei. Te «wojaże» żubra spędzają sen z powiek leśnikom. Chodzi im o dobór pożywienia dla gościa. Mieszkańcy wsi, które odwiedza żubr, dają mu do jedzenia wszystko co jest pod ręka. A to może skończyć się dla niego tragicznie. Dlatego też w ślad za „Pulpitem” wędrują leśnicy, którzy udzielają na miejscu fachowego instruktażu żywieniowego - 05.03.1965 nr 54 (4881)

Przy okazji wizyty w Sanoku, gdzie: - [..] chodził nawet po torach kolejowych, odwiedził także sanoczan mieszkających obok nowo wybudowanego Szpitala Powiatowego zauważono, że bliskie kontakty z dokarmiaczami i cała ta wędrówka: […] na nim samym odbija się ujemnie. Z pięknego okazu tego rzadkiego gatunku, Pulpit przemienił się w chuderlawego (szacowanego nie więcej jak na 400 kg) przedstawiciela swojego rodu [średnia waga samca to ok 700 kg! - przypis AW].

 Cała sytuacja  wzbudzała coraz większy niepokój prasy, która wnioskowała: - Miłośnicy zwierząt ubolewają nad jego losem. Tułaczka na pewno nie sprzyja właściwemu rozwojowi. Dziwić się więc należy, że ludzie, którym powierzono opiekę nad stadkiem żubrów nie przejmują się jego losem. Chyba należałoby go przetransportować z powrotem do rezerwatu i roztoczyć nad nim solidną opiekę. W przeciwnym razie zwierzę może zmarnieć – 30.03.1965 nr 75 (4902).

Gwiazda mediów

Już wtedy można było podziwiać skuteczność mediów. Kilkanaście dni po wspomnianej notatce, 06.04.1965 nr 81 (4908) czytamy: - Żubr-wędrownik „Pulpit”, który w okresie ostatniej zimy przemierzył prawie całe Bieszczady i dotarł aż do Sanoka, został z powrotem osadzony w rezerwacie. Wkrótce po naszej notatce postulującej zaopiekowanie się nim, leśnicy schwytali go i w specjalnej klatce samochodem ciężarowym przetransportowali na miejsce przeznaczenia. Fakt ten, być może, raz na zawsze zamknął rozdział żubrzych wojaży.

Tutaj uwidoczniła się nie tylko skuteczność opiniotwórczego dziennika, ale także… dziennikarska przenikliwość. Delikatne wtrącenie słów „być może”, okazało się prorocze. Kilka miesięcy żubrzej ciszy, zostało przerwane we wrześniu 1965 roku. „Pulpit” początkiem sierpnia znowu ruszył na wędrówkę, lecz jego obecność odnotowano dopiero po kilku tygodniach pod Przemyślem. Tutaj w niedzielę 22.08 „[…] w godzinach popołudniowych przepłynął wezbrany San, odwiedził park i ośrodek wypoczynkowy ZPP w Dubiecku. Ponad pół godziny pasł się w ogrodzie i wylegiwał na boisku miejscowego stadionu. Żubr zachował się bardzo spokojnie, nie reagował na obecność ludzi, którzy podchodzili do niego, a nawet robili na jego tle zdjęcia. Wreszcie znudzony ludzkim towarzystwem przepłynął ponownie San w okolicy Nienadowej i zagłębił się w lasy” – 02.09.1965 nr 208 (5035).

W lasach raczej nie bytował na stałe, bo już 10.09.1965 nr 215 (5042) na tytułowej stronie „Nowin” pojawił się znaczący tytuł: „Żubr w… Rzeszowie”:

- Niespokojny duch bieszczadzkiego stada żubrów, potężny samiec Pulpit, wyruszył w na dłuższą wycieczkę krajoznawczą… pod Rzeszów, gdy dotychczas w okolice Przemyśla (nie licząc dwu «spacerów» na teren ZSRR). W czwartek wielu mieszkańców wsi podrzeszowskich (m.in. w Łukawcu i Łące) ze zdziwieniem zobaczyło krążącego koło domostw olbrzymiego żubra. W Łące np. nie poprzestał jedynie na przedefilowaniu przez wieś, ale skorzystał również z miejscowego pastwiska. Pulpit zachowuje się spokojnie, nie reagując zupełnie na otaczające go tłumy ludzi, a nawet na dotknięcia. W południe 9 bm. widziano go już wędrującego polną drogą – we wsi Trzebownisko tuż pod Rzeszowem. W godzinach wieczornych żubr przybył do Staromieścia – dzielnicy Rzeszowa. Ostatnio widziano go w jednym z ogrodów przy ul. Bolesława Prusa. Wiadomość o pojawieniu się żubra wzbudziła zrozumiałe zainteresowanie mieszkańców Rzeszowa.

Ucieczka żubra

Kolejny numer informuje, że z miasta wojewódzkiego poszedł on w kierunku Sędziszowa – 13.09.1965 nr 217 (5044). Aż w końcu stało się… „Pulpit” opuścił Podkarpacie: - Jak nas poinformował Okręgowy zarząd Lasów Państwowych w Przemyślu […] żubr przekroczył (w okolicy nadleśnictwa Żdżary) granicę terytorialną między OZLP w Przemyślu a Zarządem Lasów Państwowych w Krakowie. Od tego momentu opiekę nad bieszczadzkim „turystą” przejęli pracownicy tamtejszej administracji leśnej. Czytelników naszej gazety, którzy śledzili trasę Pulpita nie przestaje interesować pytanie – czy żubr-turysta faktycznie zmierza do ośrodka hodowlanego w Puszczy Niepołomickiej, w którym się wychował. Ano, zobaczymy, a raczej poczytamy w krakowskiej prasie – 20.09.1965 nr 223 (5050).

Kierunek wędrówki został niezwłocznie „odpowiednio” zinterpretowany, przez czujnych czytelników. Mieszkanki Krosna nad Wisłokiem wystosowały nawet list do gazety „Nowiny”, zatytułowany „O amnestię dla żubra”, w którym znaleźć możemy m.in. takie sformułowania: - […] w imieniu miłośników zwierząt prosimy o wyjednanie amnestii dla tego indywidualnego turysty o niepodległym charakterze. Być może słyszał biedak, że władze skazały go na odstrzelenie i chce schronić się do ostępów niepołomickich przed niezasłużoną karą. Prosimy o interwencję w nadziei, że znalazłszy się w puszczy nie będzie więcej straszył mieszkańców i turystów – 29.09.1965 nr 231 (5058).

„Nowiny” - skoro przeszedł na inny teren - zasadniczo przestały się interesować losem „Pulpita”. Temat został „przejęty” przez m.in. Dziennik Polski, gazetę ukazująca się w Krakowie. Tutaj 25.09.1965 nr 228 (6729) czytamy: - Od czwartku wędrownik-żubr Pulpit znajduje się już w rezerwacie w Puszczy Niepołomickiej. Do żubrowiska Pulpit został przewieziony samochodem, zboczył bowiem ze swojego kursy, spłoszony przez towarzyszącą straży ludność. Ostatnio przebywał na terenie PGR Konary i stąd udał się do Żabna, przechodząc obok stadniny wszedł do bramy i tu został złapany. Pulpit lubił w czasie swojego marszu odwiedzać cmentarze, gdzie mógł się paść. Obecnie Pulpit odpoczywa odizolowany od reszty żubrów w zagrodzie weterynaryjnej na terenie żubrowiska w Niepołomicach, a jego kwarantanna potrwa około miesiąca. Potem pojedzie do ogrodu zoologicznego w Katowicach. Żubr-turysta czuje się dobrze i jest pod obserwacją.

Kilka dni później 30.09.1965 nr 230 (6731), na pierwszej stronie Dziennika ukazało się zdjęcie naszego bohatera i notatka zatytułowana „Wizyta u Pulpita”, gdzie sprostowano powtarzaną powszechnie informację o miejscu jego urodzenia. - […] Urodził się 6 czerwca 1960 r. w Pszczynie. Ojciec jego Pumeks i matka Pumianka znajdują się w Niepołomicach.

 Ponieważ jednak wychowywał się w Niepołomicach, nadal podtrzymywano nośną tezę o wędrówce do swojego matecznika. Uziemiony w Niepołomickiej Puszczy „Pulpit” stracił na popularności. Zwykła żubrza codzienność, nie była już powodem do ekscytacji dla opinii publicznej, a więc i zainteresowania lokalnej prasy.

Kult „Pulpita”

Jednak ludzie o nim pamiętali. W Ustrzykach Górnych otwarto bar o nazwie „Pulpit”, który stał się kultową  knajpą na tamtych terenach. A i w świadomości wielu nadal tkwiła epopeja żubra-wędrownika, który wywieziony w Bieszczady, samotnie pokonał wiele kilometrów, by wrócić w rodzinne strony. W grudniu - nawiązując do historii „Pulpita” - podano w „Nowinach” informację o… krowie ze wsi Rybocice w zielonogórskim, która sprzedana przez swojego gospodarza na ubój i wywieziona do rzeźni, nazajutrz… wróciła do domu

- […] Gospodarz zamienił się w przysłowiowy słup soli, a krowa dojadała nagromadzone na podwórku ziemniaki. Ustalono, że krowa dotarła pod osłoną nocy do byłego właściciela pokonując 15 kilometrową odległość, mimo skomplikowanej sieci ulic w Słubicach oraz wielu rozstajnych dróg na szlaku. Ucieczka krowy uszła uwadze pracowników punktu skupu. Niestety, w odróżnieniu do Pulpita, los nie oszczędził wiernej „krasuli”  - musiała powrócić do swego miejsca przeznaczenia - 01.12.1965 nr 284 (5111).

Rok później - 02.11.1966 nr 260 (5396), w rozmowie z kierownikiem bieszczadzkiego ośrodka hodowlanego jeleni karpackich inż. Władysławem Peperą, ponownie wrócono do wędrownika. Na pytanie dziennikarza - A jak się czuje nasz dobry znajomy Pulpit? – padła odpowiedź: Przebywa w rezerwacie w Puszczy Niepołomickiej, uspokoił się i radykalnie zmienił tryb życia. Niemniej Pulpit nigdy już nie będzie wolny – swoich dni dożyje w zamknięciu.

I tak się stało. Wg informacji zawartych w wydawnictwie „Żubr przywrócony górom”, „Pulpit” został przekazany do krakowskiego (a nie jak wcześniej pisano katowickiego) ZOO, gdzie zdechł ponoć w roku 1970.

Tę informację udało się potwierdzić w krakowskim ZOO. W starej „Księdze Ewidencyjnej Zwierząt Okazowych”, w tabeli zwierząt: żubr (bison bonasus)  pojawia się nasz bohater. Pod pozycją 35/III, został zaewidencjonowany osobnik o imieniu Pulpit i numerze 1287 (nr w ogólnopolskiej Księdze Rodowodowej Żubrów). Jako datę urodzenia podano tylko rok - 1960. W dniu 13.05.1968, na podstawie Rap.[ortu nr] 134, został przekazany do tutejszego ogrodu zoologicznego z Rezerwatu Niepołomice. Na kolejnej stronie odnotowano, że w dniu 11.04.1970 „padł na posocznicę”.

PS.

Już po napisaniu tego artykułu, sięgnąłem do książki „Bieszczady w PRL-u 3”, autorstwa Krzysztofa Potaczały, Wydawnictwo BOSZ 2015. W jednym z reportaży autor także pisze o „Pulpicie”. Polecam lekturę artykułu (a może starczy czasu i ochoty na całą książkę), gdyż oprócz prasowych artykułów, źródłem do niego były także relacje osób, które spotkały się z „Pulpitem” oko w oko, lub … oko w zadek, bo chyba tak wypada napisać, gdy widziały go od tyłu… \

 

Andrzej Wesół

Tekst ukazał się w nr.9-10/2016 "Podkarpackiej Historii" 

 

WYKORZYSTANE ŹRÓDŁA:

  • NOWINY RZESZOWSKIE – organ Komitetu Wojewódzkiego PZPR, Rzeszów, roczniki 1964-1966; wersja elektroniczna: Podkarpacka Biblioteka Cyfrowa;
  • DZIENNIK POLSKI, gazeta codzienna, Kraków, roczniki 1965-1966; wersja elektroniczna: Federacja Bibliotek Cyfrowych;
  • Księga Ewidencyjna Zwierząt Okazowych Krakowskiego Ogrodu Zoologicznego, Kraków;
  • Perzanowski Kajetan, Marszałek Edward; Żubr przywrócony górom; Rzeszów 2008;
  • Raczyński Jan; Księga Rodowodowa Żubrów – od początków do chwili obecnej; w: European Bison Conservation Newsletter vol 1 (2008), s. 87-104

 

 

_

Podziel się:

Oceń:


Komentarze (0)

Dodanie komentarza oznacza akceptację regulaminu. Treści wulgarne, obraźliwe, naruszające regulamin będą usuwane.


Pozostałe