Wrzesień 1939. Działania lotnicze na Rzeszowszczyźnie.

  • 01.09.2020, 08:52
Wrzesień 1939. Działania lotnicze na Rzeszowszczyźnie. Zbombardowany we wrześniu 1939 rzeszowski dworzec.

Nad Rzeszowszczyznę złowrogie odgłosy II wojny światowej nadciągnęły już 1 września 1939 roku. W podrzeszowskim Zaczerniu, nieopodal Jasionki, na pustym terenie niedługo wcześniej włączonym w skład cmentarza, wieczorem tego dnia wylądowały 3 samoloty RWD-8 z 5. plutonu łączności armii Karpaty, której zadaniem była obrona południowej części kraju przed spodziewanym atakiem od strony pasma karpackiego i osłona lewego skrzydła armii Kraków.

W pierwszych dniach wojny sztab armii Karpaty stacjonował w Rzeszowie, zaś w nocy z 6 na 7 września przeniósł się do Dynowa. Stosunkowo blisko miasta zlokalizowano co najmniej dwa inne lotniska polowe: w Mrowli i podkolbuszowskiej Weryni. W tej ostatniej stacjonowały „Karasie” z 31. Eskadry Rozpoznawczej, które 3 lub 4 września przerzucono na polowe lotnisko Rękawek (część wsi Budy Głogowskie) koło Głogowa Małopolskiego. 6 września eskadra w składzie 5 „Karasi” oraz 3 RWD została przekierowana na lotnisko Nowe Sioło koło Cieszanowa.

Dowódcą 5. plutonu, zorganizowanego z rezerw 3. pułku lotniczego w Poznaniu, który korzystał z polowego lądowiska w Zaczerniu, był ppor. rez. pilot Jerzy Gerlicz. W jego skład wchodzili sierż. Stanisław Michalak i kpr. Bernard Kozłowski. Na wyposażeniu plutonu były 3 RWD-8. Początkowo stacjonował on na lotnisku Lublinek koło Łodzi. Jerzy Pawlak w książce „Polskie eskadry w wojnie obronnej 1939 r.” tak opisuje losy jednostki:

- W dniu 1 września pluton odleciał do Lwowa, skąd w godzinach popołudniowych został przerzucony na lądowisko Zaczernie k. Rzeszowa. Rzeszów był miejscem postoju armii „Karpaty”. W dniach 2 do 5 września wykonano szereg lotów łącznościowych tracąc 1 RWD-8. W dniu 6 września ppor. Gerlicz odleciał wraz z oficerem łącznikowym do Warszawy, gdzie nazajutrz otrzymał polecenie lotu z rozkazami do Dowódcy armii „Poznań”. Do Warszawy powrócił 9 września. Z kolei podczas przelotu do Zaczernia został zestrzelony w rejonie Zamościa przez Me-109. W tym okresie pozostali piloci plutonu wykonywali zlecone zadania, aż do czasu utraty wszystkich samolotów.

Mimo opisywanego przez Jerzego Pawlaka zestrzelenia w czasie powrotu do Zaczernia, ppor. Jerzy Gerlicz przeżył. Brał później udział w ewakuacji dęblińskiej „szkoły orląt” przez Rumunię i Węgry do Francji, walczył jako pilot bombowców w szeregach RAF - brytyjskich sił powietrznych, dochodząc do stopnia kapitana. W 1956 roku powrócił do Polski. Zmarł w Warszawie 24 czerwca 1996 r. Na Zachodzie znaleźli się także dwaj pozostali „zaczerniańscy” piloci. Stanisław Michalak służył najprawdopodobniej w 301. Dywizjonie Ziemi Pomorskiej, zaś Bernard Kozłowski zginął 3 lutego 1943 roku zestrzelony w czasie nalotu na Hamburg w okolicach miejscowości Oostrmeer w Holandii i spoczywa na cmentarzu w Bredzie.

Niemieckie samoloty nad samym Rzeszowem pojawiły się już pierwszego dnia wojny. Jak się okazało, swoje zadania dobrze spełniała ówczesna obrona cywilna, przed wojną przygotowywana przez Ligę Obrony Powietrznej i Przeciwgazowej. Jeszcze latem 1939 roku, w obliczu nadciągającej burzy wojennej, zorganizowany został system biernej obrony przeciwlotniczej, obejmujący nawet poszczególne domy i obiekty. OPL koordynowany był przez władze cywilne, wojsko sprawowało jedynie nadzór. Komendantem rzeszowskiej OPL był prezydent miasta Jarosław Barwicz, zaś jej komenda mieściła się w ratuszu.

W celu minimalizowania skutków ewentualnych nalotów miasto podzielono na trzy dzielnice obrony przeciwlotniczej: wschodnią, zachodnią i południową. W jej ramach funkcjonowały wyspecjalizowane służby: przeciwgazowa i przeciwpożarowa (ulokowana w siedzibie straży pożarnej przy ul. Mickiewicza) oraz sanitarna i techniczna (w budynku Zarządu Miejskiego przy Lwowskiej). Do przyjmowania ofiar wojny przygotowane były trzy szpitale: powszechny, żydowski i garnizonowy. W szeregu gmachów zainstalowane zostały syreny alarmowe, zaś na wieży więzienia i sądu (zamek Lubomirskich) usadowiono posterunek obserwacyjny.

Miasto dysponowało – jak na ówczesne warunki – niezłą czynną obroną przeciwlotniczą ze względu na umiejscowienie ważnych tu ze względów militarnych zakładów Cegielskiego i PZL. Dwa dwudziałowe plutony armat przeciwlotniczych znajdowały się w rejonie dzisiejszych ulic Dominikańskiej i Pola, dwudziałowy pluton robotników Cegielskiego zlokalizowany był na Baranówce. Łącznie w Rzeszowie znajdowało się 6 dział do zwalczania wrogich samolotów. Nie było to mało. Dla porównania, Lwów początkowo dysponował dwoma, a Przemyśl i Jarosław ani jednym. Obronę przeciwlotniczą wzmacniały stanowiska ciężkich karabinów maszynowych zlokalizowanych na Lisiej Górze przy wartowni PZL oraz na podoficerskim bloku przy Langiewicza.

W ciągu dwóch pierwszych dni wojny lotnictwo niemieckie nad Rzeszowem ograniczało się do lotów zwiadowczych i sporadycznego ostrzeliwania zakładów przemysłowych. Było jednak przepędzane skutecznie przez obronę przeciwlotniczą. Nie udało się niestety uniknąć bombardowań i ich tragicznych skutków w kolejnych dniach. Samoloty Luftwaffe atakowały między 3 a 6 września m.in. dworzec kolejowy i tory wykorzystywane do transportu żołnierzy 24. Dywizji Piechoty. 4 bomby spadły w okolice Państwowych Zakładów Lotniczych, ale zrzucane z dużego pułapu nie spowodowały większych szkód. Jedna tylko sięgnęła celu, uszkadzając narożnik zakładowej hali.

4 września koło odległej kilka kilometrów od Rzeszowa stacji Rudna Wielka zbombardowany został pociąg ewakuacyjny. Rannych umieszczono w rzeszowskich szpitalach, zabitych pogrzebano na cmentarzu na Staromieściu. W czasie tego ataku ranny został podróżujący pociągiem w kierunku wschodnim przywódca ludowców i trzykrotny premier II Rzeczypospolitej Wincenty Witos. 5 i 6 września znów bomby spadły na dworzec i kilka ulic, niszcząc parę domów i powodując straty w ludziach. Bezpośrednim świadkiem nalotów był m.in. przebywający wtedy w Rzeszowie gen. Kazimierz Sosnkowski, wówczas dowódca Frontu Południowego, zaś w późniejszym okresie – na emigracji – m.in. Naczelny Wódz Wojska Polskiego walczącego u boku zachodnich aliantów.

Szczególne nasilenie nalotów miało miejsce 7 i 8 września. Zbiegło się w czasie z ewakuowaniem z miasta straży pożarnej i artylerii przeciwlotniczej, co niestety sparaliżowało miejscowy system OPL i sprawiło, że miasto stało się praktycznie bezbronne wobec ataków z powietrza. Zginęło kilkadziesiąt osób, gdy bomby trafiły m.in. w dworzec, kilka sąsiednich kamienic oraz pobliską ulicę Batorego. Jedna z bomb przebiła aż do piwnic gmach hotelu „Bristol”. 8 września w wyniku nalotu zniszczona została górna kondygnacja rzeszowskiej Szkoły Powszechnej im. Mickiewicza. Kolejne kilkadziesiąt ofiar przyniosła eksplozja bomby zrzuconej na ulicę Skarbową, gdzie tłum mieszkańców widząc, że lokalne władze ewakuowały się z miasta, rzucił się do szabrowania magazynu Monopolu Tytoniowego.

 Szczególnie tragicznym epizodem wojennym na Rzeszowszczyźnie było zbombardowanie przez niemieckie lotnictwo 2 września podtarnobrzeskiej wsi Chmielów. To zdarzenie jest często porównywanie do bestialskiego zniszczenia przez Niemców 1 września Wielunia czy wręcz hiszpańskiej Guerniki, startej z powierzchni ziemi w 1937 roku przez niemieckie lotnictwo walczące po stronie generała Franco. Bomby obróciły w perzynę całą zabudowę, zabijając ponad 50 osób i raniąc kilkaset. Nie do końca jest jasne, jaki był cel zniszczenia przez hitlerowców tej niewielkiej miejscowości. Najprawdopodobniej niemieccy lotnicy otrzymali zadanie zbombardowania stacji w Tarnobrzegu i Chmielowie oraz okolicznych torów. Atak był jednak niecelny, infrastruktura kolejowa pozostała nietknięta, zaś zniszczeniu uległy zabudowania wsi, grzebiąc w ruinach wielu mieszkańców.

 Krótkotrwałą obronę Rzeszowa, mającą na celu przede wszystkim opóźnienie marszu wojsk niemieckich, prowadziła 8 września 10. Brygada Kawalerii Zmotoryzowanej płk. Stanisława Maczka, późniejszego generała i dowódcy legendarnej 1. Dywizji Pancernej na Zachodzie. Miało to pewne znaczenie symboliczne. Żołnierze bronili bowiem „swojego” miasta, w którym ich jednostka stacjonowała przed wojną. W nocy ostatnie polskie jednostki, uszkadzając most na Wisłoku, opuściły Rzeszów. 9 września nad ranem do miasta wkroczyły pierwsze oddziały niemieckie. Rozpoczęła się hitlerowska okupacja, mająca potrwać niemal pięć długich lat.

Szymon Jakubowski

_

Podziel się:

Oceń:


Komentarze (0)

Dodanie komentarza oznacza akceptację regulaminu. Treści wulgarne, obraźliwe, naruszające regulamin będą usuwane.


Pozostałe