Milion złotych, który obiegł Rzeszów w kilka minut
Popularna śląska gazeta codzienna „Siedem groszy” donosiła w wydaniu z 28 stycznia:
- „Fortuna, ta kapryśna bogini, choć podobno jest ślepa, dojrzała i oceniła w całej pełni znaczenie tego okręgu. W ostatnim dniu ciągnienia czwartej klasy czterdziestej trzeciej Loterii Klasowej główna wygrana milion złotych padła na numer 98.632, zakupiony w jednej z kolektur w Rzeszowie, i właścicielami poszczególnych części tego losu są mieszkańcy C.O.P. W najbliższym czasie podamy szczegóły dotyczące szczęśliwych posiadaczy losu nr 98.632, na razie wiadomo tylko, że milion obudził w Rzeszowie niezwykłe poruszenie w całym mieście. W przeciągu kilku kwadransów pantoflowa poczta rozniosła na wszystkie strony tę radosną nowinę. Mimo że w tej zapomnianej do niedawna miejscowości dzieją się od dwóch lat różne dziwy, świadczące o potężnym rozwoju naszego gospodarstwa, a mieszkańcy tych okręgów przyzwyczajeni są do różnych niespodzianek, zjawienie się miliona wśród nich wznieciło ogromną sensację”.
Jak działała Loteria Klasowa i dlaczego milion podzielono na części
Zasady loterii były dość skomplikowane. Każda edycja była podzielona na cztery etapy (klasy), w których odbywały się losowania. Z kolejnymi klasami rosła pula nagród. O ile w 43. edycji w I klasie najwyższa wygrana wynosiła 100 tysięcy złotych, w II klasie 125 tysięcy, a w III klasie 150 tysięcy, to w IV klasie było to już milion złotych. Łączna pula wygranych w tej edycji sięgała 25 milionów złotych.
Kupony sprzedawano w częściach po 1/5 losu. Taki fragment kosztował 10 złotych w przypadku gry w kolejnej klasie danej edycji i 20 złotych w przypadku pierwszej gry. Były to bardzo wysokie ceny jak na warunki międzywojenne. Pod koniec lat 30. dniówka robotnika rolnego nierzadko wynosiła złotówkę, a niższa pensja nauczyciela nieco przekraczała 100 złotych. Nic więc dziwnego, że do wykupienia nawet kawałka losu tworzono swoiste „spółki”. Do gry zachęcała wysoka wygrywalność sięgająca nawet 50 procent losów. Mimo to była to rozrywka dla osób zamożniejszych.
W lutym 1939 roku, po ostatnim losowaniu, w wielu czasopismach ukazały się niemal identyczne notki prasowe dotyczące zwycięzców 43. loterii. Poniżej cały tekst opublikowany w tygodniku „COP” z 12 lutego:
„Kto się podzielił milionem? Jak wiadomo, milion złotych padł w ostatnim dniu ciągnienia czwartej klasy czterdziestej trzeciej Loterii Klasowej na nr 98.632, będący własnością mieszkańców Centralnego Okręgu Przemysłowego. Nowi milionerzy pochodzą przeważnie ze sfer kupieckich, toteż wygrane pieniądze zamierzają poświęcić na rozwinięcie swych interesów handlowych. Pan Franciszek Moskwa jest z zawodu eksporterem artykułów hodowlanych. Wierzył on stale w swoje szczęście i grał na Loterii Klasowej bez przerwy od 1926 roku, nabywając większą ilość części losów rozmaitych numerów do spółki z sześcioma kolegami. Wygrana pozwoli panu Moskwie na przeprowadzenie pewnych planów, które znacznie rozszerzą zakres jego działalności. Pani Szarlota Gruenspan grała do spółki z czterema innymi osobami. W ten sposób każdy ze współwłaścicieli „piątki” otrzymał po 32 000 zł. Jest to już dość poważna suma i bardzo przyda się jej właścicielom, zwłaszcza wobec specjalnych warunków, w jakich znajdują się mieszkańcy C.O.P. Aż osiemnastu wspólników do swej „piątki” posiada p. I. Adler, wskutek czego każdy z nich otrzymał po 8 800 złotych; p. Adler jest z zawodu garbarzem. Czwartą piątką los obdarzył Minę Diamand, Rebekę Szyndler, Abrahama Brauna, Ajzyka Regenbogena i Jankiela Kleina. Łączy ich tylko luźna znajomość, gdyż każda z wymienionych osób pracuje gdzie indziej i w innym zawodzie”.
Kim były osoby, które wygrały milion?
Z grona właścicieli szczęśliwego kuponu szczególnie wyeksponowano trzy osoby, których zdjęcia zamieszczono w licznych tytułach prasowych, m.in. w wysoknakładowych tygodnikach „Na szerokim świecie” i „As”, wydawanych przez koncern Mariana Dąbrowskiego (urodoznego w Mielcu wydawcy m.in. największego przedwojennego dziennika "Ilustrowany Kuryer Codzienny"). Byli to Franciszek Moskwa, Szarlota Grünspan i J. Adler (podawano jedynie pierwszą literę imienia).
Zdecydowanie najwięcej wiemy o Franciszku Moskwie — postaci w międzywojennym Rzeszowie bardzo znanej i zasłużonej, dziś niestety niesłusznie zapomnianej. Był zamożnym kupcem, a jednocześnie bibliofilem i niezwykle hojnym mecenasem sztuki. Rzeszowskie Muzeum Okręgowe zawdzięcza mu kilka tysięcy tomów unikatowych publikacji. Więcej na jego temat przeczytasz tu: Franciszek Moskwa – rzeszowski bibliofil, kupiec i mecenas kultury
Nieco informacji udało się ustalić o Szarlocie Grünspan (z domu Schneiweiss, w dokumentach jej imię jest zapisywane też jako Charlotte). Urodziła się w Samborze 8 maja 1903 roku. W 1928 roku wyszła za mąż za rzeszowskiego kupca Izaaka Jakuba Grünspana (ur. 1901). Mieli córkę Stellę, urodzoną w 1930 roku. Mieszkali przy ulicy 3 Maja w Rzeszowie. Izaak został najprawdopodobniej zamordowany w Stanisławowie we wrześniu 1941 roku, a Szarlota ze Stellą podczas likwidacji getta rzeszowskiego w lipcu 1942 roku zostały wywiezione do obozu zagłady w Bełżcu i tam zamordowane w komorze gazowej. Szarlota była siostrą Michaela Schneiweissa, rzeszowskiego prawnika, który przeżył Holokaust i opisał swoje wojenne losy.
Brak imienia Adlera w relacjach prasowych utrudnia odnalezienie jego śladów. W kartotekach meldunkowych przedwojennego Rzeszowa figuruje jeden J. Adler — Jakub. W 1937 roku przeprowadził się on jednak do Lwowa. W dokumentach podano, że był nauczycielem gimnazjalnym, tymczasem z notki prasowej wynika, że szczęśliwiec od loteryjnego kuponu był garbarzem. Na Adlera o imieniu na J. trafiliśmy natomaistach w aktach instytu Yad Vashem. Figuruje tam mieszkaniec Rzeszowa Josef Adler, syn Marcusa, urodzony 1885. Jest adnotacja, że przebywał w obozie koncentrował i żył po wojnie. Może to zwycieżca loterii z 1939 roku?













Napisz komentarz
Komentarze