Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
środa, 30 września 2026 22:31
Reklama
Materiał powstały we współpracy z Urzędem Miasta Rzeszowa

Wielka ucieczka z rzeszowskiego więzienia. Klucz z łyżki, strzelaniny i krwawy finał

W nocy z 10 na 11 lipca 1937 roku z rzeszowskiego więzienia uciekło 11 skazańców. Przygotowania trwały co najmniej dwa tygodnie, do środka przemycono piłkę do metalu, a jeden z potrzebnych kluczy wykonano z łyżki. Część zbiegów szybko schwytano, inni sami wrócili za kraty. Dwaj ludzie wskazywani później jako główni organizatorzy ucieczki – Stanisław Żelazny i Aron Schwarz – pozostali jednak na wolności. Niespełna dwa miesiące później ich losy ponownie splotły się w Krakowie, gdzie doszło do dwóch głośnych strzelanin i policyjnych pościgów. Schwarz zginął od policyjnej kuli, a Żelazny został skazany na śmierć.
Wielka ucieczka z rzeszowskiego więzienia. Klucz z łyżki, strzelaniny i krwawy finał
Zamek - siedziba sądu i więzienie na pocztówce z 1937 roku.

Źródło: archiwum

Ucieczka z więzienia Sądu Okręgowego w Rzeszowie odbiła się szerokim echem w ówczesnej prasie. Początkowo wiadomo było niewiele. Informowano przede wszystkim, że z zakładu karnego wydostało się 11 więźniów, wśród nich ludzie skazani za zabójstwa, napady, włamania i kradzieże. Znacznie więcej szczegółów wyszło na jaw dopiero kilka tygodni później, gdy 5 sierpnia przed rzeszowskim sądem rozpoczął się proces pięciu schwytanych uczestników ucieczki. Na ławie oskarżonych zasiedli Adam Tyburczy, Józef Malak, Józef Siupik, Henryk Czyż i Władysław Borowiec. Relacjonująca rozprawę prasa podkreślała, że dopiero akt oskarżenia i przewód sądowy pozwoliły poznać kulisy wydarzeń, których wcześniej nie ujawniano ze względu na prowadzone dochodzenie.

Więźniowie przebywali w dwóch celach położonych w suterenach budynku. W jednej z nich siedzieli m.in. Tyburczy, Schwarz, Welc, Żelazny, Małys, Borowiec i Czyż, w drugiej m.in. Malak, Ursicz, Książek, Delikat, Siupik i Jankowski. Przygotowania do ucieczki rozpoczęły się mniej więcej dwa tygodnie wcześniej. Ważną rolę odegrał Welc, który podczas pobytu w więziennym szpitalu zdobył niewielką piłkę do metalu. Przekazał ją Schwarzowi podczas przejścia na więzienny spacer. Narzędzie było ukrywane najpierw w sienniku, później w podeszwie. Z jego pomocą przygotowano wytrych, a dzień przed planowaną ucieczką Schwarz, Żelazny i Welc zaczęli także manipulować przy drzwiach celi. Odgięli blachy przy futrynie i odkręcali mocujące je nakrętki, posługując się m.in. kluczem wykonanym z łyżki. Ponieważ nie zdołali ukończyć pracy, wszystko ponownie skręcili, aby nie wzbudzić podejrzeń strażników.

Do właściwej akcji przystąpiono 10 lipca po wieczornym apelu, około godziny 21. Schwarz i Welc ponownie zabrali się za mocowania drzwi. Po kilku próbach puścił górny hak, a następnie kawałkiem drewna oderwanym od więziennej ławki udało się drzwi podważyć. Po upewnieniu się, że na korytarzu nie ma strażnika, Żelazny, Schwarz i Welc otworzyli również sąsiednią celę. Nie wszyscy więźniowie chcieli jednak korzystać z okazji – Małys odmówił i pozostał na miejscu. Pozostali dostali się do magazynu odzieżowego, gdzie zdobyli cywilne ubrania, a następnie przez więzienny ogród wydostali się na zewnątrz. Ruszyli w stronę Wisłoka i dopiero nad rzeką podzielili się na kilka grup, które rozeszły się w różnych kierunkach.

Dla części uciekinierów odzyskana wolność trwała bardzo krótko. Borowiec został schwytany jeszcze na więziennym murze. Tyburczy podczas skoku złamał nogę, ale mimo urazu zdołał przejść przez Wisłok i dotrzeć do Drabinianki, gdzie ukrył się w stodole. Gospodarz, wiedząc już o ucieczce, zawiadomił straż więzienną. Siupik ruszył w stronę Przeworska, lecz po jednym dniu sam zgłosił się do tamtejszego sądu. Czyż dotarł natomiast do Bzianki, gdzie spotkał brata. Ten miał przekonać go, by zrezygnował z dalszej ucieczki. Czyż wrócił do Rzeszowa i dobrowolnie zgłosił się do więzienia. Malaka policja zatrzymała po około tygodniu w Hermanowej. Jeszcze w sierpniu na wolności pozostawali natomiast Schwarz, Welc, Żelazny i Ursicz.

Jedną z najważniejszych postaci całej historii był Stanisław Żelazny. Odbywał pięcioletni wyrok za włamanie dokonane wspólnie z Piotrem Książkiem i Michałem Ursiczem w nocy z 17 na 18 marca 1937 roku w Łańcucie. Celem włamywaczy był gmach Tymczasowego Wydziału Powiatowego. Dostali się do środka przez zakratowane okno na pierwszym piętrze, następnie rozpruli kasę ogniotrwałą i zabrali z niej 10 617 złotych. Próbowali dostać się również do skrytki zawierającej kolejne 6 tysięcy złotych oraz do drugiej kasy, w której znajdowały się papiery wartościowe oceniane na około pół miliona złotych. Nad ranem spłoszył ich przychodzący do pracy woźny. Policja zatrzymała całą trójkę i odzyskała skradzioną gotówkę, znajdując przy włamywaczach także wytrychy, świdry, „raki” i żelazne łomy. Żelazny został skazany na pięć lat więzienia, natomiast Książek i Ursicz na kary po sześć lat.

Podczas sierpniowego procesu schwytani uczestnicy ucieczki starali się umniejszać własną rolę. Twierdzili, że byli terroryzowani przez Schwarza i Żelaznego, którzy mieli grozić im pobiciem. Naczelnik więzienia Kwiatkowski, przebywający w chwili ucieczki na urlopie, zeznał natomiast, że całe przedsięwzięcie było wcześniej zaplanowane, a uczestnicy znali jego szczegóły. Tyburczy został za ucieczkę skazany na dodatkowe dwa i pół roku więzienia, Czyż i Borowiec otrzymali po dwa lata, a Malak i Siupik po półtora roku. Dwaj ludzie, którym podczas procesu przypisywano najważniejszą rolę w przygotowaniach – Stanisław Żelazny i Aron Schwarz – nadal pozostawali na wolności.

Kolejny akt tej historii rozegrał się 31 sierpnia 1937 roku w Krakowie. Żelazny i jego kompan usiłowali dokonać napadu na warsztat 87-letniego parasolnika Jana Kozierowskiego przy ulicy Andrzeja Potockiego. Napadnięty zaczął wzywać pomocy, a sprawcy rzucili się do ucieczki. Za nimi ruszyli policjanci i przypadkowi przechodnie. Doszło do gwałtownej strzelaniny. Jeden z uciekających został postrzelony w stopę, a do pościgu włączył się urzędnik Tadeusz Jaworski, który laską powalił zbiega i pomógł policjantom go obezwładnić. Zatrzymanym okazał się Stanisław Żelazny. W czasie strzelaniny zginął młody kelner Marcin Gądek, a policjant Stefan Szczucki został ranny. Drugi napastnik wykorzystał zamieszanie, wskoczył na wóz, zagroził woźnicy bronią i uciekł. Był nim Aron Schwarz, współuczestnik lipcowej ucieczki z Rzeszowa.

Schwarz zdołał ukrywać się przez ponad dwa tygodnie. 18 września policjanci pojawili się w mieszkaniu przy ulicy Czarnowiejskiej 5 w Krakowie w poszukiwaniu innego człowieka. Zastali tam jednak mężczyznę bez dokumentów, który podał się za Ryszarda Brennera. Funkcjonariusze postanowili doprowadzić go do komendy przy ulicy Siemiradzkiego, aby ustalić jego tożsamość. Tuż przed budynkiem zatrzymany nagle otworzył ogień. Posterunkowy Stanisław Kopaczyński został śmiertelnie postrzelony, drugi funkcjonariusz odniósł rany, a napastnik rzucił się do ucieczki. Rozpoczął się kolejny pościg przez Kraków. Uciekinier ostrzeliwał ścigających go policjantów, zranił również motocyklistę Bronisława Demkowskiego i kierował się w stronę Sikornika. Tam został otoczony. Podczas wymiany ognia odniósł ciężkie rany i wkrótce zmarł. Dopiero później ustalono jego prawdziwą tożsamość. Zabitym był Aron Schwarz.

Żelazny tymczasem ponownie znajdował się już za kratami. 19 listopada 1937 roku rozpoczął się jego proces przed sądem przysięgłych w Krakowie. Odpowiadał przede wszystkim za wydarzenia z 31 sierpnia i śmierć Marcina Gądka. Jedną z kluczowych kwestii było ustalenie, z czyjej broni padł śmiertelny strzał. Obrona próbowała wykazać, że w zamieszaniu Gądek mógł zostać przypadkowo trafiony przez policjanta, jednak przeprowadzona ekspertyza balistyczna obciążyła Żelaznego. Proces wznowiono 4 grudnia. Sąd skazał go na karę śmierci przez powieszenie. Obrońca podjął jeszcze starania o ułaskawienie, jednak prezydent Ignacy Mościcki nie skorzystał z prawa łaski. Wyrok wykonano 15 marca 1938 roku.

Więcej o autorze / autorach:
Podziel się
Oceń

Napisz komentarz

Komentarze

Reklama
Reklama
Reklama