Klasztor sióstr nazaretanek w Komańczy był czwartym z kolei i, jak się okazało, ostatnim miejscem internowania prymasa Stefana Wyszyńskiego. Warunki pobytu były tutaj znacznie lepsze niż w poprzednich ośrodkach odosobnienia. Władze, w obliczu postępującej „odwilży” i coraz wyraźniejszego odchodzenia od najbardziej brutalnych metod okresu stalinowskiego, łagodziły również politykę wobec Kościoła. Prymas trafił do Komańczy w październiku 1955 roku i przebywał tutaj do końca października następnego roku.
Klasztor na górskiej polanie
Historia domu nazaretanek w Komańczy zaczęła się na kilka dekad przed przyjazdem prymasa. Na początku 1927 roku w wynajętym budynku zamieszkało tu pięć sióstr ze Zgromadzenia Sióstr Najświętszej Rodziny z Nazaretu, które początkowo zajmowały się przede wszystkim miejscowym kościołem parafialnym i zakrystią. Dwa lata później budowniczowie z Rymanowa rozpoczęli na położonej około 520 metrów nad poziomem morza górskiej polanie budowę charakterystycznego drewnianego domu z murowanym parterem, utrzymanego w stylu szwajcarskim. Budynek, posiadający półpubliczną kaplicę pod wezwaniem św. Teresy od Dzieciątka Jezus, został poświęcony 12 sierpnia 1931 roku. Połowę domu objęto klauzurą i przeznaczono dla zakonnic, często przyjeżdżających do Komańczy z innych placówek zgromadzenia dla poratowania zdrowia, między innymi w związku z chorobami płuc. Druga część służyła przyjezdnym gościom, którzy mogli odpłatnie zatrzymywać się tutaj na wypoczynek.
W czasie okupacji niemieckiej w klasztorze kwaterowali Niemcy. Jednocześnie siostry ukrywały poszukiwanych duchownych i osoby pochodzenia żydowskiego, pomagały w przedostawaniu się przez granicę oraz utrzymywały kontakty z kurierami. Niespełna dziesięć lat po zakończeniu wojny spokojny dom położony na zboczu nad Komańczą miał stać się miejscem wydarzeń o znaczeniu ogólnopolskim – ostatnim miejscem internowania prymasa Stefana Wyszyńskiego.
Spór o obsadzanie stanowisk kościelnych
Cofnijmy się jednak kilka lat wcześniej. Wraz z umacnianiem się „władzy ludowej” i zaostrzaniem jej polityki wobec społeczeństwa coraz bardziej napięte stawały się stosunki między państwem a Kościołem. Jednym z najważniejszych punktów spornych stał się dekret z lutego 1953 roku dotyczący obsadzania stanowisk kościelnych. Przewidywał daleko idącą ingerencję władz państwowych w nominacje kościelne, co Episkopat uznał za naruszenie zawartego trzy lata wcześniej porozumienia między państwem i Kościołem.
Stanowisko biskupów nie pozostawiało większych wątpliwości. W skierowanym do władz memoriale pisali: „A gdyby zdarzyć się miało, że czynniki zewnętrzne będą nam uniemożliwiały powoływanie na stanowiska duchowne ludzi właściwych i kompetentnych, jesteśmy zdecydowani nie obsadzać ich raczej wcale, niż oddawać religijne rządy dusz w ręce niegodne”. Konflikt narastał i kilka miesięcy później władze zdecydowały się na fizyczne odizolowanie głowy Kościoła katolickiego w Polsce.
Aresztowanie
Wieczorem 25 września 1953 roku pod Pałac Prymasowski w Warszawie przyjechali funkcjonariusze aparatu bezpieczeństwa. Pół roku wcześniej zmarł Józef Stalin, ale niewiele jeszcze zapowiadało zasadniczą zmianę sytuacji w Polsce i całym bloku wschodnim. W więzieniach nadal przebywały tysiące ludzi represjonowanych za rzeczywistą lub domniemaną działalność przeciw systemowi, a polityka władz wobec Kościoła pozostawała niezwykle ostra. Prymasowi nakazano natychmiastowe opuszczenie siedziby. Zabrał ze sobą niewielką walizkę z rzeczami osobistymi, brewiarz i różaniec. Kilka godzin później samochód z internowanym zatrzymał się w Rywałdzie.
Pobyt w Rywałdzie trwał niewiele ponad dwa tygodnie. 12 października Stefan Wyszyński został przewieziony do Stoczka Klasztornego na Warmii, gdzie warunki były bardzo ciężkie. W „Zapiskach więziennych” opisywał wilgoć, zimne pomieszczenia i mokre kamienne posadzki. Niemal rok później, 6 października 1954 roku, nastąpiła kolejna „przeprowadzka” – tym razem do Prudnika Śląskiego. Tam warunki bytowe były już znacznie lepsze: prymas miał więcej przestrzeni, pomieszczenia były suche i jasne. Ostatnim etapem trzyletniego odosobnienia miała zostać Komańcza.
Komańcza
Przyjazd kardynała do Komańczy w październiku 1955 roku był ogromnym zaskoczeniem dla mieszkających w klasztorze nazaretanek. O tym, że mają przyjąć tak niezwykłego gościa – czy też „pacjenta”, jak określali go funkcjonariusze aparatu bezpieczeństwa – dowiedziały się praktycznie w ostatniej chwili. Nie poprzedzały tego większe przygotowania ani szczegółowe uzgodnienia dotyczące warunków pobytu, wyżywienia czy opieki lekarskiej. Szybko jednak okazało się, że ze wszystkich miejsc internowania właśnie Komańcza będzie dla prymasa najmniej uciążliwa.
O przeniesienie Wyszyńskiego zabiegali przedstawiciele Episkopatu. Pobyt w poprzednich miejscach nadwyrężył jego zdrowie, pojawiały się między innymi problemy z płucami, a Komańcza ze względu na swój klimat wydawała się odpowiednim miejscem odosobnienia. Złagodzono również rygor. Władze nakazały wprawdzie opuszczenie klasztoru przez część osób postronnych i utrudniały odwiedziny, ale sam kardynał uzyskał znacznie większą swobodę. Już po pierwszej nocy miał powiedzieć siostrom, że po raz pierwszy podczas internowania nie czuł za drzwiami obecności swojego „anioła stróża”.
Komańcza znajdowała się wówczas w strefie przygranicznej, co dodatkowo utrudniało dotarcie do miejscowości i klasztoru. Potrzebne były przepustki, a po przyjeździe prymasa zwiększono kontrolę ruchu w okolicy. Już w Rzepedzi zaczynały się szczegółowe kontrole dokumentów podróżnych. Kardynał mógł jednak spacerować i poruszać się po najbliższym terenie, choć nie oznaczało to zaprzestania inwigilacji. Wiosną 1956 roku aparat bezpieczeństwa miał dysponować w samym klasztorze i jego otoczeniu kilkunastoma informatorami. Jedną z najcenniejszych miała być siostra Bogumiła, czuwająca nad zdrowiem internowanego i towarzysząca mu podczas spacerów. W pokoju prymasa po latach odnaleziono również aparaturę podsłuchową.
Siostra Edyta Krawczyk, która przyjechała do Komańczy dwa miesiące przed prymasem, wspominała później jego codzienny rytm. Wyszyński wstawał około piątej rano, modlił się, odprawiał mszę, pracował i wychodził na spacery. Normalnie kończył dzień około godziny 22, choć gdy przyjeżdżali goście z Warszawy, przywożący lub odbierający korespondencję, praca przeciągała się nieraz do pierwszej czy drugiej w nocy.
Jasnogórskie Śluby Narodu
Jednym z najważniejszych wydarzeń związanych z pobytem prymasa w Komańczy było napisanie tekstu Jasnogórskich Ślubów Narodu. Wyszyński wspominał później, że jadąc tutaj z Prudnika uświadomił sobie, iż podobną drogę niemal trzy stulecia wcześniej przemierzał król Jan Kazimierz. Wtedy pojawiła się myśl o odnowieniu ślubów w trzechsetną rocznicę wydarzeń z czasów potopu szwedzkiego.
Pisanie tekstu nie przychodziło jednak łatwo. Maria Okońska wspominała, że kardynał długo nie chciał podjąć pracy, odpowiadając na ponaglenia: „Gdyby Matka Boża chciała, abym Śluby napisał, byłbym wolny, a ja jestem więźniem i nie uczynię dobrowolnie niczego, co mogłoby się Jej nie podobać”. Przekonał go dopiero argument, że św. Paweł swoje najpiękniejsze listy do wiernych pisał właśnie z więzienia. Tekst przygotowany w Komańczy został następnie potajemnie przewieziony na Jasną Górę i 26 sierpnia 1956 roku odczytany podczas uroczystości z udziałem ogromnych rzesz wiernych. Sam prymas nie mógł w nich uczestniczyć.
Uwolnienie
Jesienią 1956 roku sytuacja polityczna w Polsce zmieniała się bardzo szybko. Poznański Czerwiec, ujawnianie zbrodni i nadużyć okresu stalinowskiego, referat Nikity Chruszczowa oraz wydarzenia na Węgrzech były częścią głębokiego kryzysu dotychczasowego systemu. Po VIII Plenum KC PZPR do władzy powrócił Władysław Gomułka, a jednym z problemów wymagających szybkiego rozwiązania pozostawało dalsze internowanie prymasa.
Do Komańczy przybyli wysłannicy nowych władz, którzy chcieli szybkiego powrotu Wyszyńskiego do Warszawy i ponownego objęcia przez niego obowiązków. Prymas postawił jednak warunki dotyczące sytuacji całego Kościoła. Domagał się między innymi powrotu usuniętych biskupów na ich stanowiska, zmiany zasad obsadzania stanowisk kościelnych, przywrócenia kościelnej kontroli nad seminariami, nauczania religii w szkołach oraz możliwości wydawania niezależnej prasy katolickiej.
Po otrzymaniu zapewnienia, że najważniejsze postulaty zostaną zaakceptowane, Stefan Wyszyński zdecydował się wrócić do Warszawy. 28 października 1956 roku opuścił Komańczę po ponad trzech latach odosobnienia. Informacja o jego powrocie szybko rozeszła się po stolicy, a pod Pałacem Prymasowskim zgromadziły się tłumy witające kardynała. Tym samym zakończył się ostatni etap internowania prymasa, a klasztor w Komańczy na trwałe zapisał się w historii nie tylko Bieszczadów, lecz także powojennej Polski.




Napisz komentarz
Komentarze