Mój ojciec Leo Humeniuk - zbrodniarz i sadysta. Po prawie 80 latach poznajemy losy krwawego gestapowca.

  • 09.08.2020, 10:08
Mój ojciec Leo Humeniuk - zbrodniarz i sadysta. Po prawie 80 latach poznajemy losy krwawego gestapowca. Leo Humeniuk pierwszy z prawej w grupie umundurowanych Niemców. Zdjęcie wykonane w Sanoku prawdopodobnie w 1943 roku.

Leo (Lew) Humeniuk to jedna z najbardziej upiornych postaci okresu okupacji na terenie obecnego Podkarpacia, zwłaszcza ziemi sanockiej i Bieszczad. Wpisany na listę poszukiwanych zbrodniarzy wojennych Centrum Szymona Wiesenthala, podoficer sanockiego Gestapo słynął z wyjątkowego - nawet na tamte warunki i tę formację - sadyzmu. Brał udział w niezliczonych egzekucjach, wiele ofiar mordował własnoręcznie. Jego syn straszliwą prawdę o ojcu poznał po prawie 80 latach. Wspólnie odkrywamy prawdziwe losy zbrodniarza wojennego, który uniknął kary. Większe teksty o Humeniuku ukazały się w nr 7-8/ 2020 „Podkarpackiej Historii” i „Tygodniku Sanockim” z 7 sierpnia 2020. Poniżej publikujemy niewielkie fragmenty

Humeniuk przez trzy lata był jednym z najgorliwszych funkcjonariuszy sanockiej placówki Policji Bezpieczeństwa. Osobiście dokonywał wielu masowych egzekucji m.in. w Sanoku i okolicach oraz Bieszczadach. Brał czynny udział w eksterminacji społeczności żydowskiej z tych terenów. Dokonał wielu pojedynczych mordów, bestialsko torturował przesłuchiwanych, urządzał krwawe polowania na ludzi na ulicach. Kierowana przez Humeniuka siatka konfidentów doprowadziła do licznych aresztowań, które najczęściej kończyły się śmiercią więźniów.

Mieszkający w Niemczech 76-letni Peter Habit przez lata nie miał pojęcia co jego ojciec robił w czasach hitlerowskich. Wiedział, że pod koniec wojny zmienił on nazwisko z Leo Humeniuk na Johann Habit, nie wiedział jednak dlaczego. Nie wiedział skąd rodzina wzięła się w maleńkiej miejscowości Marktschorgast w Bawarii, skoro oboje rodzice pochodzili z innych, odległych stron. W domu temat II wojny światowej był zbywany milczeniem. Od ojca słyszał jedynie, że ten pracował jako tłumacz w Generalnym Gubernatorstwie.

Temat przeszłości powrócił niespodziewanie w 2018 roku, gdy wraz z partnerką Elizabeth, pojechał na wczasy do Izraela. Gdy wracali, w czasie kontroli na lotnisku, młody oficer miejscowych służb zwrócił uwagę na jego nazwisko. - To nie jest niemieckie nazwisko. Skąd jesteś? Gdzie się urodziłeś? Kim był twój ojciec? - pogranicznik dość agresywnym tonem zadawał coraz szczegółowsze pytania, na które Peter sam nie znał odpowiedzi.

W Wielkanoc 2019 roku do Petera i jego partnerki przyjechała córka Elizabeth - Katharina z mężem Friederem i dziećmi.  Gospodarze dzielili się wrażeniami z pobytu w Izraelu, zaś partnerka Petera wtrąciła słowo o dziwnej przygodzie na lotnisku. Goście zasugerowali, że to nie mógł być przypadek, że Izraelczycy mogą coś wiedzieć o rodzinie Petera, o czym on sam nie ma pojęcia. Frieder zapytał o prawdziwe nazwisko ojca, siadł do laptopa i zaczął szukać. Wkrótce trafił na numer „Tygodnika Sanockiego” sprzed kilku lat, z moim tekstem o okupacyjnej historii ziemi sanockiej, ilustrowanym zdjęciem miejscowych gestapowców. W podpisie zidentyfikowany był jeden z nich: Leo Humeniuk. 

- To może być twój ojciec? - zapytał Frieder wskazując na jednego z funkcjonariuszy Gestapo. Zszokowany Peter Habit wpatrywał się w postać hitlerowca. Podobieństwo było uderzające, syn nie miał wątpliwości. - Ale co on robi w mundurze SS? Przecież był tylko tłumaczem? - zaczął się gorączkowo zastanawiać. Dawno rodzące się wątpliwości i emocje związane z rodzinną przeszłością sięgnęły zenitu. Zdecydował się na rozwikłanie mrocznej zagadki. Szukał w archiwach, przeglądał książki i internetowe publikacje.

W Sanoku szukał informacji m.in. w miejskiej bibliotece (wydającej „Tygodnik Sanocki”) i miejscowym Muzeum Historycznym. Nazwisko Humeniuk zelektryzowało spotykające się z nim osoby, znające okupacyjną historię tych terenów. Trudno im było wręcz uwierzyć, że mają przed sobą syna kata Sanoka, którego powojenne losy pozostawały nieznane.

- To był sadysta, jeden z najgorszych gestapowców na tym terenie - usłyszał Peter Habit od sanockiego historyka Andrzeja Romaniaka. Słowo „sadysta” utkwiło Habitowi w pamięci, parokrotnie powtarza je w swych wspomnieniach. Nagle, w 76 roku życia, dowiedział się, że jego ojciec był zbrodniarzem wojennym, wyróżniającym się szczególnym okrucieństwem. Sadystą! Inspiratorem, uczestnikiem i wykonawcą niezliczonych egzekucji na tym terenie, odpowiedzialnym pośrednio i bezpośrednio za wiele istnień ludzkich. Po wojnie wyliczono, że w powiecie sanockim w wyniku egzekucji i doraźnych mordów zginęło prawie pięć tysięcy osób.  Duża cześć z nich to ofiary Leo Humeniuka vel Johanna Habita…

Dzięki solidnej kwerendzie archiwalnej przeprowadzonej przez Petera Habita dowiadujemy się wielu, zupełnie nieznanych rzeczy z życiorysu Humeniuka i prostujemy pojawiające się w różnych publikacjach domysły, czasem nieprawdziwe plotki. Jego ojciec Michał, urodzony w 1866 roku w Słobódce, był rolnikiem, wyznania grekokatolickiego. Matka Maria, z domu Buczyńska była rzymską katoliczką. Późniejsza żona Leo Humeniuka - Lieselotte - urodziła się w 1917 roku w Beuthen (Bytomiu), pochodziła z rodziny o polskobrzmiącym nazwisku Wojdak, zmienionym w 1938 roku na Waldau.

Humeniuk skończył gimnazjum w pobliskim Tłumaczu. Wiosną 1932 roku Leo Humeniuk wyjechał do Niemiec i został przyjęty do ewangelickiego seminarium nauczycielskiego w Neuendettelsau. Na okres od 1 lipca 1935 do 30 czerwca 1937 przerwał studia, by wrócić do Polski i odbyć zasadniczą służbę wojskową. Służył w Łodzi, w 4. pułku artylerii ciężkiej, zachowało się jego zdjęcie w mundurze kanoniera (szeregowego) WP.

Po studiach wrócił do rodzinnej Słobódki. W drugiej połowie 1939 roku miał pracować jako nauczyciel w pobliskiej wsi Nadorożna. Po zajęciu tych terenów przez wojska radzieckie, transportem niemieckich przesiedleńców w grudniu 1939 roku, trafił do obozu przesiedleńców w Rabenstein koło Chemnitz, później do Gunsenhausen w Saksonii. W lutym 1941 został wyświęcony na pastora.  Z Neuendettelsau dostał zalecenie, by szukać zatrudnienia w którymś z urzędów w Generalnym Gubernatorstwie. Ostatecznie przez krakowski Arbeitsamt dostał skierowanie do pracy w charakterze funkcjonariusza kryminalnego - tłumacza w placówce Policji Bezpieczeństwa i SS w Sanoku.

 Rzeczywisty obraz SS-Unterscharführera Humeniuka zdecydowanie odbiega od tego jaki usiłował kreować po wojnie. Był bestią w ludzkiej skórze, zwyrodnialcem widywanym niemal zawsze z nieodłącznym bykowcem, którym bił aresztowanych. Jego aktywność dalece wykraczała poza funkcję tłumacza. Brał aktywny udział w torturach i egzekucjach, był funkcjonariuszem prowadzącym co najmniej kilkuosobową siatkę lokalnych konfidentów, którzy doprowadzili do wielu aresztowań.

Rudolf Probst, żołnierz ZWZ/AK, który wykorzystując swoje niemieckie pochodzenie, na polecenie konspiracyjnych zwierzchników zatrudnił się w 1943 roku w sanockim Gestapo, by inwigilować tę instytucję od środka, wspominał, że dla niego wcieleniem najgorszego zła byli tacy gestapowcy jak Hoenecke, Humeniuk, Johann Lipski-Linde (zwany był przez więźniów „Słoneczkiem” - ponoć nigdy nie schodził mu z twarzy szyderczy uśmiech) i Johann Bäcker. Zdolni do największych okrucieństw, nie mający ludzkich odczuć.

Niejasne są okoliczności w jakich Humeniuk wydostał się z Sanoka w obliczu ofensywy radzieckiej. W kilku źródłach pojawia się informacja, że Leo Humeniuk został schwytany przez polskich partyzantów i przekazany żołnierzom radzieckim, ale zdołał uciec. Sam Humeniuk nie wspomina ani słowem o schwytaniu i ucieczce.

Według informacji syna Humeniuk 1 sierpnia 1944 roku został skierowany do armii generała Własowa, później zaś Ukraińskiego Legionu Samoobrony. Po klęsce Niemiec nalazł się najpierw w niewoli brytyjskiej (skąd miał uciec), później w amerykańskim obozie jenieckim w Ansbach w Bawarii. Został zwolniony niezwykle szybko, bo już 2 lipca 1945.  30 lipca zarejestrował swój pobyt w urzędzie policji w małym, trzytysięcznym bawarskim miasteczku Marktleugast, później przebywał w nieodległym Wirsbergu. Nie wiadomo czym się zajmował między lipcem 1945 roku a majem 1946, gdy połączył się z rodziną.

Peter Habit wspomina, że jego ojciec najpierw pracował jako księgowy, później wspólnie z kilkoma kolegami założył małą firmę metalurgiczną. Udzielał się aktywnie w życiu lokalnej społeczności. Do wojennej przeszłości w ogóle nie wracał, zniknęła też jego dawna religijność. Tylko w święta wielkanocne pojawiały się w ich domu elementy wschodniej tradycji. Syn zapamiętał go jako człowieka spokojnego, ale skrytego, rzadko pozwalającego sobie na nawiązywanie bliższych kontaktów z innymi ludźmi.

Dzisiaj Peter Habit już wie, że nazwisko jego ojca jeszcze w 1947 roku znalazło się na liście zbrodniarzy wojennych sporządzonej przez Jewish Historical Documentation Center - Żydowskie Centrum Dokumentacji Historycznej słynnego „łowcy nazistów” Szymona Wiesenthala. W latach 70. i 80. XX wieku przeciwko Humeniukowi toczyły się w Niemczech najprawdopodobniej trzy postępowania. Wszystkie umorzono. Zbrodniarz zmarł 1 czerwca 1993 roku w Marktschorgast, jego żona Lieselotte Maria 15 lutego 2011 w Monachium.  Humeniuk do końca życia nie przyznał się do zbrodni, nie wykazał skruchy. Dzisiaj rozliczenia z jego ponurą przeszłością dokonuje syn…

Szymon Jakubowski

Więcej w numerze lipcowo-sierpniowym „Podkarpackiej Historii” z 2020 roku i „Tygodniku Sanockim” z 7 sierpnia 2020.

 

_

Podziel się:

Oceń:


Komentarze (0)

Dodanie komentarza oznacza akceptację regulaminu. Treści wulgarne, obraźliwe, naruszające regulamin będą usuwane.


Pozostałe