31.12.1933. Słynna ucieczka Byka i Maczugi z rzeszowskiego więzienia.

  • 31.12.2020, 07:20 (aktualizacja 01.01.2021, 09:01)
31.12.1933. Słynna ucieczka Byka i Maczugi z rzeszowskiego więzienia.

Ta brawurowa ucieczka groźnych przestępców dokonana w ostatni dzień 1933 roku stała się ogólnopolską sensacją. 31 grudnia z więzienia w Rzeszowie wydostali się na wolność oczekujący na osądzenie za wcześniejsze zbrodnie Antoni Byk i Władysław Maczuga. Przez kolejne miesiące terroryzowali Rzeszowszczyznę dokonując zuchwałych napadów i zabójstw oraz umykając kolejnym obławom. Pościg za bandytami był na bieżąco relacjonowany przez ówczesną prasę.

Obydwaj złoczyńcy mieli już wcześniej za sobą wyroki więzienia za rozmaite przestępstwa. Gdy w grudniu 1933 roku los zetknął ich w rzeszowskim więzieniu, obydwaj mogli spodziewać się najsurowszej kary. Maczuga był oskarżony o udział w napadzie na plebanię w podrzeszowskiej Przybyszówce i zamordowanie proboszcza Józefa Chmurowicza. Z kolei wobec Byka prowadzono intensywne śledztwo w sprawie trzech tajemniczych zabójstw w Trzcianie koło Świlczy.

Bandyci wiedzieli, że nie mają wiele do stracenia. Postanowili uciekać, czekając tylko na dogodną okazję. Odpowiedni moment nastąpił 31 grudnia 1933, gdy sędziwy, 70-letni strażnik więzienny wyprowadził 12 osadzonych na spacer po zamkowym podwórzu. W ucieczkę zapewne wtajemniczeni byli inni więźniowie. Byk i Maczuga szli korytarzem w pierwszej parze, przyspieszając w pewnej chwili kroku, pozostali złoczyńcy w tym czasie zwalniali, zasłaniając kamratów przed wzrokiem strażnika. W odpowiednim  momencie, po przekroczeni bramy podwórza uciekinierzy rzucili się w stronę muru, błyskawicznie go przeskakując i uciekając w kierunku pobliskiego Wisłoka. Gdy strażnik zorientował się, że brakuje dwóch więźniów, ci byli już na drugim brzegu. Zarządzony pościg nie przyniósł efektu, zaś strażnik swą nieuwagę przypłacił utratą posady na rok przed emeryturą.

Okolicę opanowała prawdziwa psychoza, zwłaszcza, że dobrany duet nic nie robił sobie z faktu, że w ich poszukiwania zaprzęgnięto cały aparat policyjny i w najlepsze dokonywał kolejnych zbrodni. Sensacyjny tygodnik "Tajny Detektyw” donosił:

    - Na murach miasta Rzeszowa, murach okolicznych wsi i miasteczek, ukazały się ogłoszenia przyznające wysokie nagrody temu, co przyczyni się do schwytania bandytów. Rabunki w okolicy, ofiary z mienia i życia szerzyły się z zatrważającą szybkością. Ludzie po wsiach i miasteczkach kładli się spać w niepewności czy rano obudzą się żywi; mienie zakopywano w ziemi, by nie padło ono ofiarą bandytyzmu.

Pościg za bandytami trwał wiele miesięcy. Szerzej piszemy o tym tutaj: Byk i Maczuga - postrach przedwojennej Rzeszowszczyzny

_

Podziel się:

Oceń:


Komentarze (0)

Dodanie komentarza oznacza akceptację regulaminu. Treści wulgarne, obraźliwe, naruszające regulamin będą usuwane.


Pozostałe