Relacjonując uroczystość otwarcia, „Nowiny Rzeszowskie” pisały:
„W uroczystości, która odbyła się z tej okazji, wzięli m. in. udział: I sekretarz Komitetu Miejskiego PZPR – tow. Piotr Bik, przedstawiciel Komitetu Wojewódzkiego PZPR – tow. Jan Skuza, sekretarz KM PZPR – tow. Józef Krajnik, sekretarz Prezydium MRN – tow. Włodzimierz Kara, dyrektor Wojewódzkiego Przedsiębiorstwa PKS – tow. Zbigniew Grabowski oraz przedstawiciele rzeszowskich oddziałów PKS.”
Nowy obiekt kosztował ponad 3 miliony złotych i oferował – jak na ówczesne standardy – nowoczesne zaplecze: hall, izby dla matek z dziećmi, pomieszczenia służbowe oraz większą liczbę kas biletowych. Pierwszy pasażer obsłużony na nowym dworcu otrzymał symboliczny prezent – bezpłatny bilet do Warszawy i z powrotem.
Entuzjazm szybko jednak ustąpił miejsca bardziej krytycznym oceną. Już kilka dni po otwarciu redakcja „Nowin” opublikowała obszerną relację z funkcjonowania nowego dworca, zwracając uwagę na liczne niedociągnięcia. Dziennikarze i pasażerowie podkreślali przede wszystkim tłok i brak miejsca w poczekalni:
„Wprawdzie panuje tu ciągle tłok, bo tak ‘na oko’ na placu przed dworcem podróżnych jest 3–4 razy więcej. Po prostu wszyscy nie mieszczą się w poczekalni dworcowej.”
Szczególnie dotkliwy był brak informacji o opóźnieniach i odwołanych kursach, zwłaszcza w czasie intensywnych opadów śniegu:
„Autobusy przyjeżdżają ze znacznymi opóźnieniami, niektóre kursy odwołano. Niestety, nie wiedzą o tym podróżni. Nikt ich o tym nie informuje – choć wokół dworca umieszczono na słupach kilkunastowatowe głośniki.”
Krytycznie oceniano również organizację przestrzeni na placu dworcowym, która w praktyce okazała się niebezpieczna zarówno dla pieszych, jak i kierowców:
„Zbyt wąskie chodniki nie pomieszczą przecież wszystkich oczekujących. Nie zdają również egzaminu przejścia dla autobusów. Wąskie przesmyki między palikami a chodnikiem uniemożliwiają kierowcom swobodne manewrowanie.”
Dodatkowym problemem były niskie, słabo widoczne paliki oddzielające jezdnię od chodników:
„Paliki są ponadto bardzo niskie, tak że nawet kilkudziesięciocentymetrowa warstwa śniegu doskonale je chowa. Wówczas zamiast ostrzegać kierowców, są ukrytą i tym bardziej niebezpieczną przeszkodą.”
Autor artykułu zwracał także uwagę na niezrozumiałe rozmieszczenie stanowisk odjazdowych, zauważając w post scriptum:
„Nie wiem, czym wytłumaczyć, że stanowisko, z którego odjeżdżają autobusy do Przemyśla, Leżajska i Łańcuta, umieszczono na samym końcu placu dworcowego, mimo że w tym kierunku odjeżdża najwięcej samochodów i podróżnych.”
Otwarcie nowego dworca PKS w Rzeszowie okazało się więc wydarzeniem ważnym, ale dalekim od idealnego. Prasa szybko odnotowała rozdźwięk między oficjalnym tonem uroczystości a codziennymi doświadczeniami pasażerów. Te pierwsze krytyczne głosy pokazują, że już od początku nowy dworzec był miejscem nie tylko symbolizującym rozwój miasta, lecz także ujawniającym realne problemy komunikacji w Rzeszowie lat 60.













Napisz komentarz
Komentarze