Z pacholęcych lat Hugona Steinhausa, kiedy jego ojciec oddawał do użytku gmach jasielskiej poczty, pochodzi historia o pierwszym – i zarazem ostatnim – zauroczeniu młodego Hugona alkoholem. Tak wspominał to wydarzenie sam uczony:
Ojciec zaprosił na poświęcenie znajomych, przyjaciół i znaczniejszych jaślan. Wina i wódki stały a discretion na stołach. Krążyłem między gośćmi i moje siedmioletnie oczy, na wysokości stołu, widziały dokładniej każdy zapomniany kieliszek niż oczy dorosłych. Wypijałem je po kolei. W domu matka stwierdziła u mnie gorączkę, a doktor Józef Kadyi łatwo rozpoznał „ostre zatrucie spirytusem”. Tym sposobem wcześnie poznałem podstępnego przyjaciela, jakim jest alkohol.
Hugo miał szczęśliwe dzieciństwo. Kupiono mu kucyka, na którym niemal codziennie jeździł do rodzinnej cegielni „za koleją”. Lubił też obserwować życie miasta z okna domu. Pewnego razu był świadkiem spektakularnego wypadku – wóz załadowany ponad setką syfonów z wodą sodową przewrócił się na Rynku, a eksplodujące butelki wywołały niesłychany huk.
Nauka, filatelistyka i gimnazjalne fascynacje
Już jako chłopiec Hugo wykazywał ogromną ciekawość świata. Jedną z jego pasji była filatelistyka – znaczki zdobywał na wiele sposobów, m.in. od hrabiego Załuskiego, austriackiego konsula w Egipcie, poznanego podczas wakacji w Iwoniczu-Zdroju.
Początkowo uczył się prywatnie, a po ukończeniu dziewięciu lat trafił do IV klasy szkoły ludowej. Z tego okresu zapamiętał surowego katechetę, hrabiego Wiśniewskiego, który stosował cielesne kary wobec uczniów.
W czasie nauki w jasielskim gimnazjum, podczas trzymiesięcznej choroby, samodzielnie nauczył się języka niemieckiego, czytając „Przygody Tomka Sawyera” Marka Twaina – bez słownika i formalnej nauki.
W 1900 roku, podczas wielkich manewrów wojskowych, Hugo był świadkiem wizyty cesarza Franciszka Józefa I w Jaśle. W domu Steinhausów zakwaterowany był inspektor armii c.k., a wydarzenia te głęboko zapadły w pamięć przyszłego uczonego – także te mniej oficjalne, pokazujące kontrast pomiędzy cesarskim ceremoniałem a codziennym życiem prowincji.
Studia i fascynacja matematyką
Gimnazjum w Jaśle ukończył w 1905 roku z odznaczeniem. Po maturze wędrował po Tatrach, a następnie rozpoczął studia na Uniwersytecie Jana Kazimierza we Lwowie. Już wtedy matematyka stała się jego największą pasją. Rok później wyjechał na studia do Getyngi – jednego z najważniejszych ośrodków naukowych Europy.
W 1911 roku uzyskał doktorat. Wkrótce potem został powołany do wojska, jednak szybko zdołał wrócić do cywila. Po latach z przekąsem wspominał, że „nabycie choroby serca kosztuje znacznie więcej niż wyleczenie się z niej”.
Latem 1916 roku, na krakowskich Plantach, doszło do przełomowego spotkania Hugona Steinhausa ze Stefanem Banachem i Ottonem Nikodymem. To wydarzenie dało początek lwowskiej szkole matematycznej – jednemu z najważniejszych zjawisk w dziejach światowej matematyki.
Steinhaus był mentorem Banacha i uważał odkrycie jego talentu za swoje największe naukowe osiągnięcie. Wspólnie stworzyli środowisko, które wydało dzieła o fundamentalnym znaczeniu dla analizy matematycznej, topologii i teorii prawdopodobieństwa.
Wojna, Zagłada i ocalenie
Podczas II wojny światowej Steinhaus, jako Żyd, znalazł się w śmiertelnym niebezpieczeństwie. Ukrywał się wraz z żoną pod fałszywym nazwiskiem Grzegorz Krochmalny. Przeżyli dzięki korepetycjom i sporządzaniu map gruntowych.
W 1944 roku dotarła do niego wiadomość o całkowitym zniszczeniu Jasła. Stracił rodzinny dom i cały majątek. Po wojnie wrócił do ruin miasta, które zapamiętał z dzieciństwa.
Od 1945 roku Wrocław stał się jego stałym miejscem życia. Steinhaus był dziekanem, profesorem, współtwórcą Wrocławskiego Towarzystwa Naukowego i jednym z najwybitniejszych popularyzatorów matematyki w Polsce. Jego książka „Kalejdoskop matematyczny” została przetłumaczona na dziesięć języków.
Był znany z błyskotliwego humoru, celnych aforyzmów i ogromnego dystansu do władzy. Pozostał niezależnym intelektualistą, krytycznym wobec realiów PRL.
Hugo Steinhaus zmarł w 1972 roku we Wrocławiu. Na jego nagrobku widnieją słowa:
„Między duchem a materią pośredniczy matematyka.”
Jasło pamięta o swoim wybitnym rodaku – jego imię nosi rondo w centrum miasta, w I LO znajduje się tablica pamiątkowa, a coroczny konkurs matematyczny przypomina kolejnym pokoleniom o genialnym uczonym z Podkarpacia.













Napisz komentarz
Komentarze