Władysław Jasiński "Jędruś" - partyzancka legenda

  • 04.01.2021, 11:22 (aktualizacja 09.01.2021, 13:54)
Władysław Jasiński "Jędruś" - partyzancka legenda

9 stycznia 1943 roku grupa żandarmów otoczyła kryjówkę Władysława Jasińskiego „Jędrusia” i jego dwóch towarzyszy w Trzciance po informacji uzyskanej od sterroryzowanego mieszkańca wsi Tursko Wielkie - niejakiego Wołoszyna. Legendarny za życia partyzant zginął w nierównej walce.

   Na czele żandarmów z posterunku w Rytwianach stał postrach okolicy Andrzej Resler. Przed wojną prowadził gospodarstwo rolne w Sielcu niedaleko Staszowa, wsi zamieszkałej przez osiadłych tu jeszcze w XVIII wieku kolonistów niemieckich. W czasie okupacji stał się gorliwym funkcjonariuszem Gestapo. Własnoręcznie zamordował kilkudziesięciu Polaków i Żydów.

    „Jędruś” nie miał przy sobie nawet pistoletu, tylko jeden granat, Cała trójka nie miała żadnych szans na ocalenie. Usiłowali wydostać się z pułapki. Beskutecznie. Dosięgły ich kule. Niemcy zdając sobie sprawę z tego kogo zastrzelili i obawiając się nadejścia większej grupy partyzantów szybko odjechali, nakazując chłopom pilnowania zwłok. Gdy w większej sile przyjechali później, ciał już nie było, zostały zabrane przez kolegów z oddziału.

   Tragedia

   Tak wejście do Trzcianki opisuje w swojej książce „Szlakiem Jędrusiów” Eugeniusz Dąbrowski:

   – „W połowie drogi, miedzy zabudowaniami a grzbietem wzgórza, na bielejącym śniegu czerniała jakaś plama – tam leżał człowiek. Padliśmy obok na kolana. Przez wiele minut płakaliśmy jak dzieci. W chwilę później dowiedzieliśmy się, że w pobliżu na tym samym wzgórzu leża zabici Antek”- Antoni Toś i Polikier – Marian Gorycki. (…) Przy zwłokach Szefa znaleźliśmy strzępy porwanych dokumentów, co wskazywało, że wpierw został ranny. W kieszeni ubrania znajdował się strzaskany kula zegarek wraz ze spłaszczonym pociskiem, a w portfelu metalowy ryngraf. Wynikało stad, że Niemcy nie przeprowadzilinawet rewizji przy zabitym, lecz poleciwszy pilnować zwłoki chłopcom zTrzcianki, sami szybko opuścili niebezpieczny dla nich teren. Na razie nie było czasu analizować wydarzeń i dopytywać się o ich szczegóły.Zachodziła konieczność szybkiej ewakuacji rodziny i mienia Wiącków, a także natychmiastowego zabrania i chociaż tymczasowego przechowania w bezpiecznym przed Niemcami miejscu zwłok Szefa i kolegów”.

    Zwłoki poległych przewożono na bryczce. W okolicach Osieka partyzanci natknęli się na granatowych policjantów prowadzących przymusowo zarekwirowane podwody z Połańca. „Granatowi” nie mieli ochoty na walkę. Obie grupy minęły się bez strzału, chociaż pałający rządzą zemsty partyzanci gotowi byli na najbardziej desperackie działania. Oddział dotarł do Suchowoli, gdzie zamówiono trumny. 11 stycznia „Jędrusia”, „Antka” i „Polikiera” pochowano z honorami na cmentarzu w Sulisławicach.

„Jędruś”

    Władysław Jan Jasiński, późniejszy partyzancki dowódca urodził się 18 sierpnia 1909 r. w Sadkowej Górze koło Mielca. Był uczniem gimnazjum w Mielcu, z którego wywodziła się później część „Jędrusiów”. Jeszcze w gimnazjum aktywnie zaczął działać w harcerstwie. Maturę zdał w 1929 roku, później pracował jakiś czas w szkole w Albinówce na Wileńszczyźnie, następnie podjął studia – początkowo historyczne na Uniwersytecie Jagiellońskim, potem prawnicze na Uniwersytecie Warszawskim. Dyplom magistra praw uzyskał w 1938. W 1938 został nauczycielem gimnazjum w Tarnobrzegu. Był jednocześnie komendantem Związku Młodej Polski na terenie Centralnego Okręgu Przemysłowego. W czasie Kampanii Wrześniowej brał udział w obronie Tarnobrzega.

  Niemal od początku okupacji zaangażował się w działalność konspiracyjną. Stworzył młodzieżową Polską Organizację Powstańczą, zrzeszającą uczniów gimnazjum, harcerzy, członków Związku Młodej Polski, a także działaczy wiejskich. Od grudnia 1939 wydawał konspiracyjne pismo „Wiadomości Radiowe”, wydawane następnie jako tygodnik pod tytułem „Odwet”. Nazwa gazety stała się później nazwą organizacji kierowanej przez Jasińskiego, który przybrał pseudonim „Jędruś” (zdrobniale od imienia swego syna Andrzeja).

  Pierwsze działania miały charakter informacyjno-wywiadowczy. Rozpowszechniano wiadomości z nasłuchu radiowego, zabezpieczano broń porzuconą we Wrześniu, dokumentowano zbrodnie okupanta, sporządzano mapy rozlokowanych w okolicy jednostek i urzedów hitlerowskich, wspierano materialnie rodziny aresztowanych, wysyłano paczki do więzień i obozów jenieckich.

   Gdy w marcu 1941 roku Niemcy wpadli na trop organizacji i rozpoczęły się masowe aresztowania Jasiński wraz z grupą ocalałych członków przeniósł się na Sandomierszczyznę. Tu resztki „Odwetu” przeistoczyły się w grupę dywersyjną która przyjęła nazwę „Jędrusie”. Ta nazwa stała się wkrótce dla okolicznych mieszkańców synonimem partyzantów niezależnie od przynależności organizacyjnej. Była to na tych terenach pierwsza grupa partyzancka od czasu rozbicia oddziału majora „Hubala” wiosną 1940 roku.

    Grupa zajmowała się m.in. kolportażem prasy konspiracyjnej, wspieraniem aresztowanych i ich rodzin, wykonywaniem wyroków na konfidentach i karaniem zbyt gorliwie wykonujących zalecenia okupanta, wreszcie akcjami eksprioracyjnymi z których dochód szedł na cele organizacji, w tym wydawanie „Odwetu”, którego nakład osiągnął w pewnej chwili kilka tysięcy egzemplarzy. „Jędrusie” dokonali serii udanych „skoków” w wyniku których zdobywali zarówno gotówkę, jak i żywność zabieraną przez Niemców chłopom w ramach przymusowych kontyngentów. Dokonano udanych napadów m.in. na Komunalną Kasę Oszczędności w Staszowie czy Bank Rolny w Mielcu. Zwalczano bandy rabunkowe.

  Organizacja pozostawała, mimo współpracy z ZWZ, później AK, niezależna zarówno organizacyjnie jak i finansowo. Sprawa współpracy „Jędrusiów” z „oficjalnym” podziemiem zresztą wymaga dokładniejszych badań. Są pewne poszlaki, że za życia Jasińskiego stosunki między ZWZ/AK a „Jędrusiami” były wręcz złe. Prawdopodobnie Komenda sandomierskiego obwodu AK uznając organizację za „dziką” grupę wydała w 1942 roku wyrok śmierci na „Jędrusia.

  Przełomowym momentem stał się 9 stycznia 1943, gdy w Trzciance zginął założyciel i dowódca grupy. Najprawdopodobniej doszło do tego dość przypadkowo. Tego dnia w Trzciance wieczorem miało dojść do koncentracji oddziału. Pech chciał, że wcześniej do pobliskiej wsi Tursko Wielkie wpadli żandarmi z Reslerem na czele. Mieli wykonać wyrok śmierci na chłopie oskarżonym o nielegalny ubój świni. Ten chcąc ratować życie wskazał miejsce, gdzie przebywa tak bardzo poszukiwany przez Niemców „Jędruś”.

Zemsta

    Śmierć Jasińskiego nie przerwała działalności organizacji. Przeciwnie, jej szeregi rosły, zaś akcje stawały się coraz bardziej spektakularne. Nowym dowódcą został dotychczasowy zastępca Józef Wiącek „Sowa”. Jednym z celów „Jędrusiów” stała się zemsta na Reslerze, którzy coraz bardziej dawał się we znaki okolicznej ludności dokonując rajdów po wsiach i mordując kolejne osoby. Gestapowca udało się dopaść 24 marca 1943 roku na drodze z Rytwian do Staszowa. Akcji na hitlerowskich zbrodniarzy „Jędrusie” wykonali znacznie więcej. Czasami samodzielnie, czasami we współpracy z AK. Do udanych wyroków zalicza się m.in.zastrzelenie szefa posterunku żandarmerii w Klimontowie Leschera, odpowiedzialnego za utrzymywanie siatki agentów gestapowca von Paula, szefa staszowskiej żandarmerii Rittera, czy też wyrok na Eriku Schütze, inspektorze Komendy Sipo i SD dystryktu Radom odpowiedzialnym m.in. za likwidację getta w Staszowie. Likwidowano konfidentów i udzielano „lekcji wychowania obywatelskiego” w postaci chłosty zbyt gorliwym wykonawcom okupacyjnych poleceń. Funkcjonowała też „jędrusiowa” podchorążówka.

  Do najsłynniejszych akcji „Jędrusiów” należały odbicia więźniów. 12 marca uwolniono 80 więźniów z kazamatów więzienia w Opatowie. Jeszcze bardziej niebezpieczną była akcja rozbicia więzienia w Mielcu, której wcześniej nie sprostały oddziały AK. Tu uwolniono 180 aresztowanych, niektórych w bardzo ciężkim stanie, po torturach, m.in. prof. Zygmunta Szewerę, przedwojennego nauczyciela gimnazjalnego kilku „Jędrusiów”.

  W listopadzie 1943 roku zapadła decyzja o scaleniu oddziału z Armią Krajową. „Jędrusie” postawili jednak twarde warunki. Domagali się m.in. rehabilitacji „Jędrusia” (chodziło o ów AK-owski wyrok śmierci na Jasińskiego) i całej grupy, zachowanie dowództwa, prawo do zachowania zdobyczy wojennych, prawo do wydawania „Odwetu” bez cenzury Biura Informacji i Propagandy i szereg jeszcze innych spraw.

  Aktywność „Jędrusiów” byłą solą w oku Niemców, którzy wszelkimi siłami starali się zniszczyć oddział bezskutecznie. Zazwyczaj to oddział wychodził zwycięsko z opresji. Do historii przeszło uniemożliwienie przez kilkuosobową grupę „Jędrusiów” pacyfikacji wsi Strużki, potyczka pod Dziabałtowem czy też dwudniowa obrona Radoszyc, która ocaliła mieszkańców przed niechybną śmiercią.

  W ramach reorganizacji podziemia zbrojnego 250-osobowy oddział „Jędrusiów” stał się 4 kompanią 2 Pułku Legionów Piechoty AK. Jednostka dostała rozkaz wymarszu na pomoc walczącej Warszawie, który po pewnym czasie został jednak odwołany. „Jędrusie” wrócili w Góry Świętokrzyskie, gdzie doczekali ofensywy styczniowej 1945 i zajęcia tych terenów przez wojska radzieckie.

Szymon Jakubowski

Tekst ukazał się w nr. 1-2/2015 „Podkarpackiej Historii”

_

Podziel się:

Oceń:


Komentarze (0)

Dodanie komentarza oznacza akceptację regulaminu. Treści wulgarne, obraźliwe, naruszające regulamin będą usuwane.


Pozostałe