6.05.1940. Łapanka w jarosławskiej "budowlance"

  • 06.05.2020, 09:19
6.05.1940. Łapanka w jarosławskiej "budowlance" Jarosławska szkoła w okresie przedwojennym

6 maja 1940 roku o ósmej rano pod budynek jarosławskiej szkoły budowlanej podjechały dwa ciężarowe samochody z żandarmami i gestapowcami. Niemcy wkroczyli do środka aresztując uczniów podejrzewanych o udział w ruchu oporu. Polowanie na młodych ludzi trwało też w następnych dniach. 24 schwytanych jarosławian znalazło się później w pierwszym transporcie do Auschwitz.

Rok szkolny 1939/1940 rozpoczął się z opóźnieniem. Okupant wydał pozwolenie na otwarcie „budowlanki” i innych podobnych placówek dopiero pod koniec października. Jednak już w rocznicę odzyskania niepodległości przez Polskę 11 listopada 1939 roku szkoła została zamknięta. Dopiero w pierwszych miesiącach 1940 roku wznowiono naukę.

W czasie okupacji

Na podstawie zezwolenia, jakie otrzymał dyrektor Tadeusz Broniewski, szkoła nosiła niemiecką nazwę, była dwuletnią Państwową Zawodową Szkołą Budownictwa z polskim językiem wykładowym, ale z ograniczonym programem nauczania, z dużą ilością przedmiotów zawodowych. Kształciła techników budownictwa.

Mimo pewnej autonomii szkoły niedługo doszło do represji i aresztowań młodzieży szkolnej, która działała w podziemnej organizacji do walki z okupantem (Służba  Zwycięstwu Polsce, kierowana przez tutaj przez dr. Jana Rogackiego). Uczniowie „budowlanki”, a także innych szkół średnich zamkniętych przez okupanta, aktywnie uczestniczyli w działalności konspiracyjnej, biorąc udział w tajnych zebraniach i szkoleniach.

Dobrze strukturę organizacji i jej członków znał Franz Schmidt, nazywany „katem Jarosławia”. Ten przedwojenny mieszkaniec miasta (a w czasie wojny  oficer gestapo) był wykonawcą akcji aresztowania uczniów szkoły budowlanej wiosną 1940 roku w Jarosławiu i ich wysyłki do Tarnowa i Oświęcimia. 

Gestapo w szkole

O godzinie ósmej rano 6 maja 1940 roku w czasie pierwszej lekcji pod budynek szkoły budowlanej na ulicy Poniatowskiego podjechały dwa obudowane samochody ciężarowe z żandarmami i gestapowcami. Ci ostatni wtargnęli do budynku.

Dyrektor Broniewski prowadził właśnie wykład z historii architektury. Zajęcia zostały przerwane. Część uczniów, chcąc uniknąć aresztowania, skierowała się do sal, z których wyskoczyli przez okno lub spuścili się z rur spustowych i ukryli się w pobliskich ogrodach lub domach. Po kilku dniach wrócili do domów, obawiając się jednak nadal aresztowania.

Stanisław Fudali, uczeń II klasy, który zaczynał lekcje o 8.45, mimo ostrzeżeń przechodniów wszedł do budynku. Gestapowiec skierował go do sali  nr 4 na parterze, gdzie byli ci, którym nie udało się uciec. Po okrzykach gestapowców: Raus! Los! wszystkich uczniów pod eskortą załadowano do samochodów i wywieziono do Sądu Grodzkiego przy ul. Dietziusa (dziś Jana Pawła II). Fudali, zwolniony po przesłuchaniu pierwszego dnia, został 9 maja ponownie aresztowany przez Schmidta.

Młodym ludziom nie pozwolono kontaktować się z rodzicami. Jedynie przez strażników można było w tajemnicy doręczyć im żywność, ciepłą odzież i list. Stanisław Ryniak wspominał:

- W więzieniu podczas przesłuchania maltretowano nas i bito do utraty przytomności. Pytano, gdzie są ulotki, kto je posiada, skąd pochodzą. Ponieważ gestapowcy nie otrzymali żadnej konkretnej odpowiedzi, a ulotki zostały zniszczone, prześladowcy nieco się uspokoili. Gestapo zwolniło po dwóch dniach pobytu w więzieniu w Jarosławiu prawie wszystkich uczniów, z wyjątkiem nas trzech: Bieleckiego z drugiego roku Liceum Budowlanego, Ciepłego i mnie z czwartego roku budowlanego. Po kilku dniach pobytu w więzieniu w Jarosławiu przetransportowano nas do więzienia w Tarnowie. I tu rozpoczęła się moja gehenna.

Przez Tarnów do Auschwitz

8 maja 1940 roku pierwsi aresztowani zostali ciężarówkami wywiezieni do Tarnowa, gdzie byli trzymani w ciężkich warunkach więziennych i do 13 czerwca nie wyprowadzano ich z cel. W tym dniu zaprowadzono ich do łaźni. Po kąpieli całą noc spędzili pod strażą w ogrodzie, a następnego dnia zostali wywiezieni zbiorczym transportem do obozu w Oświęcimiu (Konzentrationslager Auschwitz). Był to pierwszy transport, który zapoczątkował tragiczną historię tego obozu.

Wielu młodych ludzi trafiło do obozu w późniejszym terminie, część z nich zginęła śmiercią męczeńską, część przetrwała obóz, przekazując nam wiele wiadomości o swoich losach. Niektórzy z nich przekazywanie wiedzy o tych przejściach uznali za swoją życiową misję. Wierzyli, że przekazywanie porażającej prawdy o czasach ludobójstwa to jedna z form przeciwstawienia się powtórzeniu historii z czasów okupacji. Wybitny później aktor August Kowalczyk (więzień nr 6804 KL Auschwitz, z którego uciekł) powiedział, że w życiu pozostało mu tylko dawanie świadectwa. Siebie i takich jak on nazwał świadkami pamięci lub strażnikami czasu. 

„Kamienie za nas będą mówić”

Na tablicy odsłoniętej w 1966 roku znaleźli się uczniowie, którzy zginęli w obozie: Stanisław Żurawski, Tadeusz Motowidełko, Mieczysław Ciepły,  Wojciech Bielecki.  Stanisławowi Ryniakowi oraz Stanisławowi Fudalemu udało się przetrwać, by dać świadectwo. Warto poznać bliżej ich obozową i powojenną historię.

Stanisław Ryniak jest najbardziej znanym, pierwszym politycznym  więźniem KL Auschwitz. Otrzymał tam nr 31 (niższe numery mieli niemieccy kryminaliści, pełniący funkcję nadzorców).

- Być może nazwisko moje figurowało jako pierwsze na liście transportowej, a może był to po prostu przypadek - wspominał po latach Ryniak. Żartobliwie dodawał, że koledzy mówili mu, iż on zawsze pierwszy pchał się do gazu. Swoje przejścia obozowe - od 1944 r.  do 8 maja 1945 r. w obozie Leitmeritz (Litomierzyce) przedstawił w monografii szkoły („Wspomnienia oświęcimskie więźnia nr 31).  W chwili wyzwolenia ważył czterdzieści kilogramów. Dwa lata po wojnie ukończył politechnikę we Wrocławiu i został inżynierem architektem. Utrzymywał kontakt z jarosławską szkołą, co roku uczestniczył w rocznicowych obchodach wyzwolenia  Oświęcimia, do końca wspomagał Państwowe Muzeum Auschwitz-Birkenau.

- Uważam, że wszystkie ocalałe obozowe obiekty należy zachować i pieczołowicie konserwować, aby dawały świadectwo prawdzie. Gdy nas zabraknie, to kamienie za nas będą mówić – mówił. Zmarł w 89. roku życia we Wrocławiu, pochowany został na Cmentarzu Osobowickim.

Stanisław Fudali (1922 – 2015) był jednym z ostatnich oświęcimiaków z Jarosławia. Po powtórnym aresztowaniu w 1940 r. przebywał w więzieniu w Tarnowie, w Auschwitz otrzymał nr 9151, pracując fizycznie w różnych komandach.  W 1943 r. został przeniesiony do Buchenwaldu. Uwolniony przez armię amerykańską 11 kwietnia 1945 r. dotarł do Jarosławia w sierpniu. Ukończył naukę w Liceum Budowlanym, pracował w powiecie tarnobrzeskim, później był nauczycielem w jarosławskiej „budowlance” (1953 - 1975). Od 1964 do 1983 r. jako inspektor nadzoru inwestorskiego nad akcją ratunkową zespołu staromiejskiego wykazał się nieprzeciętną wiedzą zawodową oraz ogromnym zaangażowaniem w dzieło ratowania jarosławskich zabytków.

Był niezwykłym człowiekiem - spełnił prośbę obozowego kolegi, by po jego śmierci zaopiekował się żoną i córką. Stanisław Fudali ożenił się z wdową po koledze i stał się troskliwym ojcem jego dziecka. Losy młodzieży z Jarosławia przejmująco ukazują wspomnienia Stanisława Ryniaka oraz Kazimierza Tokarza (ksiązka „Nie tracić nadziei”) i Wiesława Kielara („Anus mundi”). Skoro odeszli już świadkowie zbrodni przeciw ludzkości, niech nie tylko „kamienie” obozów koncentracyjnych i muzea przypominają oraz ostrzegają przed powtórzeniem się totalitaryzmów i ich zbrodni.

Jan Domka

Tekst ukazał się w nr 5-6/2016 "Podkarpackiej Historii"

_

Podziel się:

Oceń:


Komentarze (0)

Dodanie komentarza oznacza akceptację regulaminu. Treści wulgarne, obraźliwe, naruszające regulamin będą usuwane.


Pozostałe