Bolesław Zieliński. Prezydent Łucka z sanockim rodowodem.

  • 10.04.2020, 18:30 (aktualizacja 10.04.2020, 18:40)
Bolesław Zieliński. Prezydent Łucka z sanockim rodowodem.

Bolesław Zieliński to postać we współczesnej Polsce niesłusznie zapomniana. Nie doczekał się nawet wzmianki na Wikipedii. A był w okresie międzywojennym postacią nietuzinkową. Pierwszym prezydentem stolicy Wołynia - Łucka, poczytnym pisarzem, wziętym publicystą. A pochodził z ziemi sanockiej. W mieście którym rządził - mimo zmiany jego przynależności państwowej - jest do dzisiaj wspominany z sentymentem jako doskonały gospodarz.

Przyszły samorządowiec i polityk urodził się 2 lutego 1877 roku w Szczawnem koło Sanoka. Jego rodzicami byli Władysław i Zofia z Csatów. Studiował prawo na uniwersytecie we Lwowie i tu zaczął współpracę z miejscowymi periodykami: „Przeglądem we Lwowie” i opiniotwórczej „Gazecie Lwowskiej”.

Za oceanem

Po studiach, na przełomie XIX i XX wieku wyjechał do Stanów Zjednoczonych, gdzie związał się z tamtejszą prasą polonijną, jednocześnie będąc ławnikiem we władzach miejskich Chicago. Znalazł się w składzie redakcji najstarszej i największej polskiej gazety codziennej w USA, chicagowskiego „Dziennika Związkowego” oraz pisma „Rekord” w Detroit.

Zieliński był mocno zaangażowany w życie społeczne i polityczne emigracji. Udzielał się w organizacji polskich teatrów. Po wybuchu I wojny światowej poświęcił się tworzeniu w Stanach Zjednoczonych oddziałów ochotników do walczącej po stronie Ententy wojsk polskich. Był inspektorem werbunkowym Armii Polskiej w Nowym Jorku, autorem propagandowej broszury zachęcającej do wstępowania do niej.  Zieliński tak później wspominał rekrutację młodych Polaków:

- Napływają! - Obok kombinezonów i niebieskich koszul robotniczych białe ubrania tenisowe, obok ubogich, w warsztatach zniszczonych ubrań starannie wyprasowane okrycia. - Najwięcej jednak spracowanych rąk sękatych i twarzy napiętnowanych zażartą walką o byt. Przeróżna gwara polska. Mazurzenie spod Płocka i śpiewny akcent spod Białowieży pomieszały się z polsko-amerykańskim żargonem.  Wszystko jednak w swej treści szczere, potężne i wiarą w zwycięstwo tchnące! Na słowa: Proszę mnie zapisać! – otwierały się serca dla tej ukochanej braci, która porzuciła kraj rodzinny, by z dala od rosyjskich knutów, pruskich „kultrurkampfów” i austriackiej nędzy zdobyć niezależność za morzem - a teraz - na pierwszy zew rzuca popłatne warsztaty, własne domy i rodziny, rzuca ciężkim znojem wykarczowane i uprawiane fermy, by po latach trudów i wyrzeczeń złożyć wszystko na ołtarzu Wolnej i Niepodległej!

Po zakończeniu Wielkiej Wojny Bolesław Zieliński zdecydował się wrócić do kraju. Wracał w polskim mundurze - w stopniu kapitana - z wieloma mu podobnymi żołnierzami armii gen. Józefa Hallera. I niemal natychmiast po powrocie, z ogromną energią rzucił się w wir działalności publicznej w odbudowującym się państwie polskim. Możliwe, że wraz z hallerczykami brał udział w walkach polsko-ukraińskich w 1919 roku. Szybko odnalazł się w służbie publicznej. W 1920 roku na krótko objął stanowisko burmistrza Torunia, inicjując tu m.in. budowę pierwszego kraju Obelisku Niepodległości i współorganizując w tym mieście I Zjazd Polaków z Ameryki z honorowym udziałem samego gen. Hallera.

Włodarz wołyńskiej stolicy

Początkiem grudnia 1923 Zieliński objął władzę w Łucku. Był pierwszym prezydentem tego miasta w niepodległej Polsce (jego trzech poprzedników pełniło funkcję burmistrzów). Ta historyczna stolica Wołynia, której początki sięgają XI wieku (pierwsza wzmianka pochodzi z 1085 roku), była miastem mocno podupadłym, w latach 1918-20 kilkakroć przechodzącym z rak do rąk, zajmowanym na przemian przez Ukraińców, Polaków i bolszewików.  Według spisu powszechnego z 1931 roku liczył prawie 36 tysięcy mieszkańców, z czego 17 tysięcy Żydów, 11 tysięcy Polaków oraz kilka tysięcy Rusinów i Ukraińców.

Bolesław Zieliński obejmując stanowisko prezydenta Łucka, zapowiadał, że jego celem jest przywrócenie miastu jego świetności. Stolica nowopowołanego województwa wołyńskiego borykała się z wieloma problemami. Przeważała zabudowa drewniana, nie było kanalizacji  i wodociągów, doskwierał brak odpowiednich budynków dla administracji i instytucji publicznych. Jasno określił też prezydent swoje cele polityczne, co miało ważny wydźwięk na terenie, gdzie ludność polska była w zdecydowanej mniejszości. W jednej z publikacji pisał:

- Nie turystami, lecz gospodarzami tej ziemi jesteśmy. Niechże więc miejsce sentymentalnego roztkliwiania się nad zabytkami i przeszłością Łucka zajmie wprowadzenie w życie testamentu przodków naszych, którzy do nas czynami swemi przemówili.  Niech praca nasza zbiorowa nad podniesieniem miasta i związaniem go z macierzą spełni bodaj w części Jagiellonowe wskazania. Łuck jest polskim, bo nim był, będzie polskim, bo nim jest.

   Mimo, ogromnych trudności z jakimi borykało się młode państwo i uporczywym brakiem pieniędzy, efekty pracy Zielińskiego w Łucku szybko stawały się widoczne. W latach 1924 i 25 istniejące budynki przebudowano i zamieniono na siedziby Izby Skarbowej, Miejskiej Kasy Oszczędności, przychodni PCK, Policji Państwowej i szereg innych. Dzięki staraniom prezydenta udało się stworzyć kolejowe połączenie Łucka ze Lwowem. W listopadzie 1924 rok do użytku został oddany Dom Stowarzyszeń Polskich, gdzie swoje lokum znalazło blisko 30 organizacji. Tu tętniło polskie życie społeczne, kulturalne i towarzyskie.

Za kadencji Zielińskiego uruchomiono w Łucku m.in. radiostację, zbudowano trzy nowe hale targowe, wiele budynków mieszkalnych (rozpoczęto m.in. budowę osiedla urzędniczego). Po wywierceniu studzien artezyjskich i uruchomieniu laboratorium chemiczno-bakteriologicznego znacznie poprawiła się jakość wody. Powstały instytucje oświatowe i wychowawcze: szkoła powszechna, szkoła żydowska z polskim językiem wykładowym, Seminarium Nauczycielskie, sierociniec, rozpoczęto budowę szkoły handlowej. Miasto wzbogaciło się o dwa nowe mosty, dbano o renowację zabytków. Wielką miłością prezydenta Zielińskiego był teatr. I w tym kierunku bardzo wiele on zrobił. W 1925 roku powstał Teatr Miejski im. Juliusza Słowackiego z salą widowiskową na 800 miejsc oraz kino.

Kres prezydentury Zielińskiego w Łucku nadszedł wraz ze zmianami politycznymi. Zamach majowy w 1926 roku i objęcie władzy przez obóz sensacyjny doprowadziły do ogromnych przetasowań personalnych w administracji. Odejść musieli ludzie uważani za przeciwników marszałka Józefa Piłsudskiego. Czystki polityczne dotknęły i Wołynia, a jedną z ofiar stał się Bolesław Zieliński. W prorządowej prasie pojawiało się wiele krytycznych artykułów zarzucających prezydentowi nieprawidłowości finansowe oraz zły stan kasy Łucka. Sanacyjni dziennikarze atakowali m.in. budowę przez Zielińskiego teatru, twierdząc, że było to marnowanie pieniędzy.

Zapomniany samorządowiec i pisarz

Po odejściu ze stanowiska Zieliński wyprowadził się z Łucka i Wołynia. Osiadł we Lwowie, gdzie redagował m.in. „Kurier Lwowski”. Wiele czasu poświęcał powrotowi do wykonywanej jeszcze przed objęciem funkcji prezydenta, pracy literackiej. Bolesław Zieliński był bowiem wziętym pisarzem i twórcą popularnych powieści.

Rozgłos Zielińskiemu przyniosły zwłaszcza książki dla młodzieży. Wielką popularnością cieszyły się jego książki „Orli Szpon”, „Wodna Lilia” i „Ostatni Wigwam” o tematyce indiańskiej (z polskimi wątkami). W 1931 roku wydał z kolei osadzoną w realiach habsburskich powieść sensacyjną „Między miłością a zbrodnią”

Postać Bolesława Zielińskiego niestety jest bardzo mało znana. Niedawno na łamach ukazującego się we Lwowie „Kuriera Galicyjskiego” przypomniała ją Małgorzata Ziemska w dwuodcinkowym artykule. Niestety w życiorysie naszego bohatera jest też szereg niewiadomych. W dostępnych źródłach ukraińskich i polskich nie udało nam się znaleźć do tej pory chociażby informacji o miejscu i dacie śmierci Zielińskiego.

Paradoksalnie pamięć o Bolesławie Zielińskim jest bardziej kultywowana w Łucku, mimo upływu lat oraz zmiany przynależności państwowej miasta.

- Zieliński jest u nas postrzegany jako postać bardzo pozytywna. Miał jasną wizję rozwoju miasta. Okres jego rządów dał Łuckowi poważny impuls rozwojowy. Wiele jego planów i zamierzeń realizowanych było również w przyszłości - mówi Oleksandr Kotys, z wykształcenia fizyk-astronom, regionalista, czołowy popularyzator przeszłości Wołynia i twórca lokalnego portalu historycznego hroniky.com.

Szymon Jakubowski

_

Podziel się:

Oceń:


Komentarze (0)

Dodanie komentarza oznacza akceptację regulaminu. Treści wulgarne, obraźliwe, naruszające regulamin będą usuwane.


Pozostałe