Jak Sobieski gromił na Podkarpaciu hordy tatarskie

  • 6.10.2018, 09:03
Jak Sobieski gromił na Podkarpaciu hordy tatarskie Odbicie jasyru na obrazie Henryka Rodakowskiego

    Jesienią 1672 roku potężna jeszcze niedawno Rzeczpospolita przeżywała ciężkie chwile. Kraj doświadczony w ciągu ledwie ostatniego ćwierćwiecza klęską Powstania Chmielnickiego, „potopu” szwedzkiego i wyniszczających wojen z Rosją dotknęła kolejna plaga: atak potężnej armii tureckiej i sprzymierzonych z nią Tatarów, którzy dokonali straszliwych spustoszeń m.in. ziemi sanockiej.

    Turecka inwazja nastąpiła pod pretekstem wsparcia dla hetmana kozackiego Piotra Doroszenki, który sześć lat wcześniej uznał zwierzchnictwo imperium osmańskiego. Wyniszczona wcześniejszymi wojnami, targana wewnętrznymi sprzecznościami i kierowana przez nieudolnego króla Michała Korybuta Wiśniowieckiego Rzeczpospolita nie była w stanie skutecznie przeciwstawić 80-tysięcznej armii tureckiej. Sytuację pogarszał jeszcze fakt, że szlachta i magnateria bardziej zajęte były dbaniem o własne majątki niż obroną.

    W połowie września 1672 roku Turcy wspierani przez Tatarów, Wołochów i Kozaków odnosili sukces za sukcesem. Po bohaterskiej walce poddał Kamieniec Podolski (jego obrona zapadła w społecznej świadomości dzięki Henrykowi Sienkiewiczowi, który barwnie opisał ją w „Panu Wołodyjowskim”), po kolei padały Zborów, Złoczów, Buczacz. 20 września wróg rozpoczął oblężenie Lwowa.

Atak tatarskich czambułów

    Inwazji ogromnej armii tureckiej towarzyszył niezwykle niszczący atak sił tatarskich, które, wykorzystując zaangażowanie głównych sił polskich w walce z Turcją, przystąpiły do niemal bezkarnego pustoszenia południowo-wschodnich kresów Rzeczypospolitej, zapuszczając się głęboko na obecne Podkarpacie, ziemie przemyską i sanocką.

    Tatarskie czambuły operowały w trzech zasadniczych zgrupowaniach: czambuł Dżiambet Gireja-Sołtana działał w rejonie Sanu, Wisły i Wieprza, czambuł Nuradyn-Sołtana działał w rejonie podgórza, wyprowadzając najwięcej jasyru z okolic Leska, Krosna i Biecza, czambuł Adżi-Girej-Sołtana działał na południowym brzegu Dniestru, dochodząc aż po okolice Sanoka.

    Miejscowa ludność była niemal bezbronna. Duża część sanockiej szlachty pod przywództwem starosty sanockiego Jerzego Mniszka przebywała na ziemi lubelskiej. Tymczasem ogromne połacie Podkarpacia płonęły, wokół rozlegał się jęki mordowanych, płacze kobiet i dzieci. Tatarzy rabowali co się dało, czego nie udało się zabrać palili. Okoliczne wsie i miasteczka praktycznie przestawały istnieć.

    Jedyną realną siłą, która była w stanie powstrzymać tatarski marsz i zminimalizować skalę zniszczenia był hetman Jan Sobieski. Dysponował jednak bardzo niewielką liczbą wojska. Ledwie kilka tysięcy jazdy. Liczyć mógł jeszcze na ukrywającą się po lasach, ocalałą z pogromów ludność, żądną odwetu. Sobieski miał jednak przeciw sobie 20-30 tysięcy zaprawionych w bojach wojowników zdolnych przemierzać w szybkim tempie ogromne odległości.

Wyprawa Sobieskiego

    Jan Sobieski rozpoczął swój rajd przeciw Tatarom 5 lub 6 października 1672 roku. Idąc od strony Lubelszczyzny kilka ledwie tysięcy zbrojnych napotykało na spalone domostwa, trupy, gdzieniegdzie udało się rozbić mniejsze grupki Tatarów. W okolicach Narolu udało się uwolnić pierwszych jeńców uprowadzonych w jasyr, a porzuconych przez wroga pierzchającego na wieść o zbliżaniu się Sobieskiego.

     Uciekających w stronę rzeki Tanwi Tatarów zapędzono za rzekę, gdzie ich wybito wielką ich ilość, wielu potonęło. Dalszy ciąg bitwy, a raczej obławy na niedobitków wstrzymał zapadający wieczór. Rycerstwo po zakończonym boju, mimo zmęczenia 54 kilometrowym przemarszem i walką, zabrało się do zbierania porzuconego jasyru, a zwłaszcza dzieci, których bardzo wiele spotykano w każdym czambule. Zdobycz była znaczna, wzięto dużą ilość koni i bydła, oraz paru jeńców. Było to pierwsze zdecydowane zwycięstwo w wyprawie.

    7 października  polskie wojsko ruszyło w stronę Cieszanowa i Lubaczowa. Drogowskazem były łuny płonących miejscowości. Tu, po rozbiciu mniejszego zagonu i pojmaniu jeńców okazało się, że na miejsce postoju głównego „kosza” (obozowiska do którego wracały z łupem i jasyrem poszczególne odział7) Dżiambet-Girej-Sołtana, został wyznaczony Niemirów, do którego wiodły szlaki wszystkich zagonów tegoż czambułu.

Pod Niemirowem i Komarnem

    W okolicach Bruśni Polacy natrafili na opuszczone koczowisko tatarskie, gdzie znaleziono mnóstwo porzuconego jasyru i bydła. W okolicach Niemirowa na Tatarów uderzył porucznik Linkowicz, posiadając zaledwie 300 ludzi. W miarę upływu czasu bitwa wybuchała z nową siłą, wraz z przybywającymi na miejsce kolejnymi oddziałami zarówno polskimi, jak i tatarskimi. Ostatecznie udało się wroga rozbić. Uwolniono kilkanaście tysięcy mieszkańców ziemi sanockiej i Bieszczad. Sam Dżiambet-Girej-Sołtan zdołał umknąć z oddziałkiem kilkudziesięciu ludzi.

    Wojska Sobieskiego nie zwalniały tempa. W ciągu ledwie trzech dni przebyły około 150 kilometrów, staczając pięć większych bitew i szereg potyczek. W rejonie Hoszan straże przednie hetmana rozbiły kolejny oddział tatarski zajęty plądrowaniem wsi. Od jeńców dowiedziano się, że kolejnym miejscem koncentracji wrogich wojsk jest Komarno. tam miał się rozłożyć główny kosz Nuradyna z ok. 10 tysiącami Tatarów, Lipków (Tatarów litewskich) i Kozaków.

    Wódz tatarski świadom zagrożenia zaczął przygotowywać się do walki. Usiłował zebrać w jednym miejscu cały jasyr, by zaoszczędzić wojowników potrzebnych do jego pilnowania. Chorych, osłabionych, uznanych za niepełnowartościowych jeńców po prostu mordowano.  Mimo,  że żołnierzom Sobieskiego też doskwierało znużenie, co niektórzy nawet ze zdobyczą dezerterowali do domów, udało się odciąć Tatarom drogi odwrotu w kierunku Lwowa i Dniestru i rozbić przeciwnika..

    Zdobycz była znaczna. Zdobyto dwie chorągwie: tatarską i kozacką, kilkudziesięciu jeńców, przeważnie janczarów oraz zdołano uwolnić około 20.000 jasyru. Ostatnie walki w okolicach Stryja, a w zasadzie wyrzynanie w pień tatarskich niedobitków, trwały dwa dni. Jak donoszono w listach i raportach wszędzie na drogach i po lasach leżały dziesiątki i setki trupów tatarskich, głównie ofiar chłopów, którzy w ten sposób mścili się za swoje krzywdy. Zdobyto chorągwi sułtańskich i tatarskich, duże ilości bydła i koni. Jasyru zwolniono kolejne  około 10.000, w tym bardzo wiele niewiast i dzieci. Niemal wszyscy pochodzili z okolic Sanoka.

Zwycięstwa w cieniu klęski

    Boje rycerzy Jana Sobieskiego w wyniku których - jak stwierdzono później w raportach - uwolniono ponad 40 tysięcy osób pojmanych w jasyr trwały 10 dni. Ich symboliczny koniec nastąpił 15 października pod Uhrynowem, gdzie odprawiono uroczyste nabożeństwo, po którym do króla został wysłany Złotnicki - cześnik poznański - z listem hetmańskim, zawiadamiającym o zwycięstwie i prośbą o zimowe leże.  Wojsko zmęczone do granic wytrzymałości intensywnym pościgiem i ciągłymi walkami nie było w stanie dalej iść

    Ziemia sanocka i Bieszczady długie lata po wydarzeniach 1672 roku goiły rany. W wielu miasteczkach i wioskach ostały się tylko pojedyncze domy. Ogromne połacie ziem były wyludnione. Wielu z uwolnionych nie wróciło już w rodzinne strony, tylko zostało przy swych wybawicielach. Niestety nie wszystkich udało się odbić, ci którzy nie zginęli w drodze na Krym, podzielili los osmańskich jeńców, pracujących w kopalniach czy na galerach.

    Wyprawa Sobieskiego na czambuły tatarskie nie zmieniła wyniku kampanii tego roku. Rzeczpospolita była pobita i zmuszona do podpisania hańbiącego traktatu w Buczaczu.  które formalnie uzależniał ją od Turcji. Na podstawie umowy Polska oddawała wrogowi województwa podolskie, bracławskie i część kijowskiego, miała płacić też haracz w wysokości 20 tysięcy talarów rocznie. Zrównywała się w ten sposób z innymi lennikami tureckimi jak Wołoszczyzna czy chanat krymski.

   Na szczęście postanowienia traktatu buczackiego spowodowały w Rzeczpospolitej szok, protesty i otrzeźwienie szlachty. Na Sejmie odmówiono ratyfikacji układów, uchwalono specjalne podatki na wyekwipowanie armii zdolnej do stawienia czoła najeźdźcom. Duże znaczenie psychologiczne miała tu październikowa wyprawa hetmana Jana Sobieskiego, która mimo klęsk na innych polach pokazała, że Rzeczpospolita jest w stanie skutecznie walczyć.

Droga Sobieskiego do korony

    Rok później losy wojny odwróciły się na korzyść Polaków. Armia pod dowództwem Jana Sobieskiego rozgromiła siły tureckie pod Chocimiem, przywracając Rzeczypospolitej dumę i honor. Wojna trwała jeszcze do 1676 roku, gdy po bitwie pod Żurawnem i zawartym tam kolejnym traktacie wynegocjowano odzyskanie części utraconych ziem (z Podolem, ale bez Kamieńca Podolskiego, który powrócił w granie I RP dopiero w 1899 roku).

Kampania przeciw Tatarom z jesieni 1672 roku i rok późniejsza wiktoria pod Chocimiem otworzyła natomiast Sobieskiemu drogę do korony polskiej. Po śmierci niedołężnego Michała Korybuta Wiśniowieckiego hetman został 19 maja 1674 roku wybrany na króla Polski. Rzeczpospolita na krótko znów odzyskiwała swój blask, jak się miało okazać po raz ostatni przed rozbiorami…

(sj)

Podziel się:
Oceń:

Komentarze (0)

Dodanie komentarza oznacza akceptację regulaminu. Treści wulgarne, obraźliwe, naruszające regulamin będą usuwane.


Pozostałe