Maruszeczko - wróg publiczny nr 1

  • 7.03.2018, 17:05
Maruszeczko - wróg publiczny nr 1

    Jeszcze po wojnie na Śląsku matki straszyły niegrzeczne dzieci: - Jak urośniesz, a na grubie (kopalni – red) nie dostaniesz roboty skuli bezrobocio, to zostaniesz zbójnikym jak i Maruszeczko. Nikifor Florian Maruszeczko, jeden z najbardziej niebezpiecznych bandytów w okresie międzywojnia grasował głównie na Śląsku, ale pochodził z okolic Jarosławia, gdzie wychowywała go „ulica”. Schwytany w 1938 roku został dwukrotnie skazany na śmierć i powieszony.

   Bandyta, którego w drugiej połowie lat 30. ubiegłego stulecia szukała niemal cała polska policja, urodził się 15 marca 1913 roku w podjarosławskiej, zasiedlonej w dużej mierze przez Ukraińców (Rusinów), wsi Korzenica. Był nieślubnym dzieckiem, wychowywanym przez nie stroniącą od mocniejszych trunków matkę. Gdy miał 12 lat, osierocony, wyprowadził się z domu ojczyma i zaczął wędrówki po południowej części kraju. Włóczył się początkowo po bliższej i dalszej okolicy.

    Próbował pracy w Krakowie, m.in. jako sprzedawca gazet. Stwierdził jednak szybko, że są prostsze sposoby na szybki zarobek. Początkowo był drobnym złodziejaszkiem, za kradzież portfela w wieku 14 lat trafił do poprawczaka. Kradł m.in. na bazarze i dworcu w Rzeszowie. Po ukończeniu 18 lat aż do 1935 roku, był karany ośmiokrotnie i odsiedział najmniej tydzień - za nie zapłacenie rachunku w restauracji, najwięcej – sześć miesięcy - za kradzież.

Poszukiwany w całej Polsce   

    Zeznająca w śledztwie Elżbieta Bartnik tak opisywała wygląd bandyty: - Florek jest wzrostu wysokiego, szczupłej budowy ciała, twarz okrągława, średnio pełna, włosy czarne, lat około 26; ubrania nosił różne jak: czarne, granatowe, siwe, raz krótkie (pumpy), drugi raz - długie spodnie; płaszcz miał jasny długi, kapelusz szary.

     Szukany przez policję musiał uciekać z Krakowa. Ze swym procederem złodziejskim przeniósł się początkiem lat 30. na Śląsk. Kradł i napadał w wielu miastach: Katowicach, Sosnowcu, Radomiu, Warszawie, Wadowicach, Bielsku. Poszukiwano go nawet za przestępstwa w Niemczech, Austrii i Czechach.

     Jego nieodłącznym "towarzyszem" był rewolwer Sauer und Sohn-Suhl kaliber 7,65, który ukradł we wrześniu 1937 roku z mieszkania kapitana Biestka (prawdopodobnie oficera Straży Granicznej) w Żywcu. Posiadanie broni uczyniło ze złodzieja groźnego bandytę. Czasem działał w grupach, których najczęściej był przywódcą. Na swoim koncie miał m.in. napad na dyrektora zakładów zbrojeniowych, pocztę, a w planach grabież kolektury Loterii Państwowej. Napady przynosiły mu różne „dochody” - od kilkudziesięciu złotych do kilkudziesięciu tysięcy.

Zabójca policjanta

   Po pierwszym zabójstwie, alfonsa Jerzego Rothera i postrzeleniu woźnego sądowego Antoniego Fornalczyka 26 października 1937 roku w parku Kościuszki w Katowicach, trafił na listę najbardziej poszukiwanych osób w kraju. Ścigany był przez starszych przodowników służby śledczej w Katowicach Józefa Czyloka i Józefa Wiśniowskiego. W tym okresie prawdopodobnie zabił też przypadkową parę młodych ludzi.

   Przez pewien czas miał dużo szczęścia, wyrywając się policyjnym obławom. Funkcjonariusze najczęściej szukali go w tramwajach i autobusach, on tymczasem zazwyczaj poruszał się pieszo. Do jego „wpadki” w dużej mierze przyczynił się nałóg. Maruszeczko lubił wypić, zaś po alkoholu stawał się agresywny i skory do rozrób.

   Obydwaj z kumplem Józefem Kaszewiakiem na chwilę przenieśli się do Warszawy. Tu jednak natknęli się na patrol wywiadowców. Ratując kompana Maruszeczko postrzelił śmiertelnie policjanta Bąka. Uciekając z Warszawy z powrotem trafił na południe. końcem roku znów pojawił się w Katowicach. Napadł na restaurację Józefa Gałuszki w Załężu przy ul. Wojciechowskiego. Wraz z Kaszewiakiem ukradł z lokalu 80 zł w gotówce i złoty zegarek z łańcuszkiem. Doszło do strzelaniny w wyniku której zginęła żona restauratora, sam Gałuszka i przebywający w środku emeryt zostali ciężko ranni. 

    9 grudnia śląska policja wydała za przestępcami list gończy o treści: Maruszeczko ma 167 cm wzrostu, jest średniej budowy ciała, wysmukły, o twarzy pełnej, okrągłej, cerze czerwonej i z blizną nad prawy okiem u nasady włosów. Posługuje się również nazwiskami Mariana Sikory, Floriana Sikory, albo Stanisława Garleja. Jego kompan z kolei: 168 cm wzrostu, blondyn, czesany do góry, o niebieskich oczach i twarzy podłużnej, dobrze zbudowany. Policja oferowała niebagatelną nagrodę 1000 złotych (w dużym przybliżeniu dzisiejsze 20 tys.) za pomoc w schwytaniu opryszków. Wspólnik Maruszeczki został raniony niedługo później pod Szydłowcem i zmarł w szpitalu.

   7 stycznia 1938 roku bandyta napadł na sklep tytoniowy przy ulicy 3 Maja w Białej. - Florek potrzebuje pieniędzy i papierosów! – krzyknął do przerażonego sprzedawcy. Ze sklepu zabrał 200 złotych i spokojnie odszedł, zostawiając ekspedientowi? zegarek - pamiątkę rodzinną. Przez najbliższy tydzień policja bezskutecznie go szukała.

Wpadka i wyrok

   Wpadł przez własną głupotę. 15 stycznia wszedł do hotelu „Pod Orłem” w Białej, gdzie akurat bawili się członkowie cechu krawieckiego. Mocno "wypity" zaczął zaczepiać gości i molestować panie. Interweniował posterunkowy Mieciński z miejscowego komisariatu. Bandyta wyjął broń i zaczął strzelać, na szczęście niecelnie, gdyż był zbyt pijany. Policjant otrzymał tylko niegroźny postrzał w policzek. Awantura przeniosła się na zewnątrz, gdzie do akcji włączyli się czekający pod hotelem taksówkarze. Robert Międzybrodzki podstawił mu nogę i powalił na ziemię, w sukurs przyszli koledzy kierowcy Jańcza i Adamczyk. Restaurator Franciszek Rączka wspomagany przez portiera Schindlera wyrwał przestępcy broń z ręki. Maruszeczkę pobito do krwi, krzyczano, że mógł zabić człowieka. Jeszcze nikt nie wiedział kogo zatrzymano. Dopiero doprowadzony na komisariat przestępca zaczął krzyczeć, że nie wiedzą z kim mają do czynienia.

     - Ja jestem Florian Nikifor Maruszeczko! – wykrzykiwał.

    W Bielsku przesłuchiwał go jeszcze tego samego dni sam szef śląskiej służby kryminalnej nadkomisarz Stanisław Brodniewicz, który zabrał go do Katowic w asyście prowadzących śledztwo Czyloka i Wiśniowskiego

   Przed sądem bandyta mówił: - Żal mi jest osób cywilnych, lecz policjantów wcale mi nie żal, gdyż stale mnie prześladował”. Mimo to upierał się, że nie wiedział, iż Bąk, którego śmiertelnie postrzelił w Warszawie był policjantem. Na sali rozpraw był bardzo opanowany, nie potrafił określić, dlaczego strzelał, odpowiedział beznamiętnie: „Kto mnie goni, szuka śmierci”. Stwierdził, że „strzelał jak głupi, bo stale był pijany.

   Maruszeczkę sądzono w dwóch sprawach niemal jednocześnie. Jedna dotyczyła zabójstwa policjanta Bąka, druga napadu na restaurację i postrzelenia woźnego sądowego. W obydwu zapadły wyroki śmierci. Uniewinniono za to innego kompana Maruszeczki Władysława Skarżyńskiego, któremu nie udowodniono zarzucanych mu zbrodni. Wyroki zostały podtrzymane przez wszystkie instancje łącznie z Sądem Najwyższym. Nie uwierzono w symulowaną niepoczytalność, prezydent odmówił skorzystania z prawa łaski. Wyrok przez powieszenie wykonano 8 sierpnia 1938 roku.

Szymon Jakubowski

 

_
Podziel się:
Oceń:
  • TAGI:

Komentarze (0)

Dodanie komentarza oznacza akceptację regulaminu. Treści wulgarne, obraźliwe, naruszające regulamin będą usuwane.


Pozostałe