Dr Franciszek Sędzielowski został burmistrzem w 1893 roku. Był znanym lekarzem, członkiem pierwszej Rady Izby Lekarskiej w Krakowie. Udzielał się społecznie; za jego zasługę uznawano m.in. budowę szkoły w Sędziszowie oraz budowę nowoczesnego wodociągu. Sędzielowskiemu, uważanemu za zamożnego i godnego zaufania obywatela, powierzono kierowanie miejscowym Towarzystwem Wzajemnego Kredytu, istniejącym od 1881 roku, z którego usług korzystała przeważająca część mieszkańców. Powołanie tej instytucji miało uwolnić ludność od lichwiarskich pożyczek od Żydów. Towarzystwo, mogące zrzeszać wyłącznie ludność chrześcijańską, liczyło w 1890 roku aż 1300 członków, czyli około połowy wszystkich mieszkańców.
Podejrzenia proboszcza
Problemy burmistrza zaczęły się po kilku latach, gdy zaczęły krążyć pogłoski o jego poważnych problemach finansowych, związanych z nałogowym hazardem. Przewodniczący rady nadzorczej towarzystwa, ksiądz proboszcz Paweł Sapecki, nabrał podejrzeń. Na jaw zaczęły wychodzić pewne nieprawidłowości. Okazało się na przykład, że — niezgodnie z zaleceniami rady nadzorczej — burmistrz miał samodzielny dostęp do funduszy, mimo że klucze do kasy powinny spoczywać w dwóch rękach. Problem polegał na tym, że kasjerem i drugą osobą uprawnioną był Józef Szczepański, prywatnie szwagier burmistrza, który, tłumacząc się brakiem czasu, przekazał Sędzielowskiemu swoje klucze. Nikt też szczególnie nie kontrolował jego działań — takim zaufaniem powszechnie się cieszył.
Proboszcz Sapecki w lutym 1900 roku poprosił o kontrolę Związek Stowarzyszeń Zarobkowych i Gospodarczych. Lustratorzy przyjechali na miejsce 24 lutego. Tego samego dnia burmistrz zniknął z domu. W kasie towarzystwa znaleziono zaledwie kilkanaście centów oraz sfałszowane weksle.
– Wysokości strat do tej pory nawet w przybliżeniu oznaczyć niepodobna. Sprzeniewierzenia dr. Sędzielowskiego popełniane były przeważnie w ten sposób, że przyjmował od stron pieniądze na wkładki oszczędności, a przyjmował je w domu, na ulicy, w podróży; pieniędzy do kasy nie wnosił, a wydawał sfingowane książeczki z jednym podpisem, albo w nieobecności urzędnika likwidatora asygnował sam, bez okazania książeczki i uwidocznienia w niej wypłat, rozmaite sumy wkładkujących i gotówki sprzeniewierzał, albo też eskontował — bądź we własnej kasie, bądź w innych bankach — powierzone mu przez szerokie koła znajomych weksle, których ani dat płatności, ani wysokości sumy wekslowej nie wpisywano — czytamy w wyjaśnieniach Związku Stowarzyszeń Zarobkowych i Gospodarczych, zamieszczonych w „Gazecie Lwowskiej” z 6 marca 1900 roku.
Oskarżony buchalter
Krążące plotki mówiły, że burmistrz zdefraudował kwotę 340 tysięcy koron. Wydział Związku Stowarzyszeń Zarobkowych i Gospodarczych twierdził, że suma ta jest zawyżona, gdyż kapitał obrotowy Towarzystwa wynosił 320 tysięcy koron. Niemniej jednak można przyjąć, że zagarnięte pieniądze były bardzo pokaźne. Wystarczy wspomnieć, że roczna pensja stałego buchaltera towarzystwa, Adolfa Weissera, wynosiła 1640 koron.
Okazało się, że burmistrz przywłaszczał sobie pieniądze przez osiem lat. Udawało mu się to jednak ukrywać. Nawet Związek Stowarzyszeń Zarobkowych i Gospodarczych przyznawał, że dokumentacja była prowadzona na tyle sprytnie, iż kontrole zewnętrzne miały ogromne trudności w wykryciu przestępstwa. W czasie postępowania aresztowano buchaltera Adolfa Weissera, oskarżając go o niedopełnienie obowiązków i współudział w malwersacji. Ostatecznie został on jednak oczyszczony z zarzutów.
Tajemnicza śmierć
Burmistrz przez kilkanaście dni był poszukiwany w różnych miastach Galicji, m.in. we Lwowie i Krakowie. Wreszcie 10 marca znaleziono jego ciało przy ulicy Dobromilskiej w Przemyślu. Przy okrytych futrem zwłokach znaleziono złoty zegarek, trzy korony, wizytówkę buchaltera towarzystwa, nabity sześciostrzałowy pistolet oraz pustą buteleczkę — najprawdopodobniej po truciźnie. Ciało rozpoznał syn burmistrza. Oficjalnie za przyczynę śmierci przyjęto zamarznięcie, jednak powszechnie mówiono, że było to samobójstwo.
Gwoli reporterskiej ścisłości warto wspomnieć o rodzinie burmistrza-aferzysty, która — naznaczona bolesnym piętnem — zmuszona została do wyjazdu z Sędziszowa po zlicytowaniu pozostawionego tu majątku. Syn Józef był znanym krakowskim dentystą. Wnuk Mieczysław przed wojną kierował referatem politycznym w Ministerstwie Spraw Zagranicznych. Najwięcej wiadomo o drugim wnuku, Tadeuszu, który był pilotem wojskowym. W czasie kampanii wrześniowej, w randze kapitana, dowodził 122 Eskadrą Myśliwską walczącą w ramach Armii „Kraków”. Zginął 8 września 1939 roku w rejonie Puław. Istnieją sprzeczne informacje na temat jego śmierci. Według niektórych publikacji poległ, wracając z pościgu za niemieckimi bombowcami. Najprawdopodobniej trafiły go — podobnie jak trzy inne polskie myśliwce — pociski polskiej artylerii przeciwlotniczej. Z kolei inne relacje mówią o przegranej walce z wrogimi myśliwcami.
W materiale wykorzystano informacje z książki „Dzieje Sędziszowa Małopolskiego” autorstwa Benedykta Czapki i Mariusza Kaziora (wyd. AW „Jota”, Rzeszów 2014) oraz relacje zamieszczone w „Gazecie Lwowskiej”.













Napisz komentarz
Komentarze