Maryna Mniszchówna - Polka na carskim tronie.

  • 17.05.2020, 10:23
Maryna Mniszchówna - Polka na carskim tronie. Koronacja Maryny Mniszchówny na carycę Rosji.

     Szlachcianka, rodzinnie związana z dawną ziemią przemyską, córka wojewody sandomierskiego i starosty sanockiego Jerzego Mniszcha, stała się jedną z głównych postaci rosyjskiej ”Wielkiej Smuty” na początku XVII wieku. Jako jedyna Polka zasiadła na carskim tronie. Początkowo była bardziej narzędziem w ambitnych planach swego ojca i części polskiego możnowładztwa, później jednak - z tragicznym niestety finałem - usiłowała prowadzić własną politykę.  
     O dzieciństwie przyszłej carycy wiemy niewiele. Marianna (Maryna) Mniszchówna urodziła się w 1588 lub 1589 roku w Laszkach Murowanych na ówczesnej ziemi przemyskiej (dzisiaj wieś na Ukrainie, nieopodal granicy). Wychowała się w Samborze, gdzie znajdowała się główna rezydencja rodu Mniszchów.
Kontrowersyjny ród Mniszchów
     Mniszchowie byli rodem magnackim, którego protoplasta Mikołaj przybył do Polski z Moraw, stając się zaufanym króla Zygmunta Starego, od którego otrzymał starostwo radzyńskie, zaś za czasów Zygmunta Augusta mianowany podkomorzym koronnym i burgrabią krakowskim. Do historii - przede wszystkim ze względu na zaangażowanie w interwencję w Rosji - przeszedł jego syn Jerzy,
Jerzy Mniszech uchodził za postać kontrowersyjną już w oczach sobie współczesnych. Ród ten nie cieszył się wśród szlachty zbyt wielkim poważaniem, aczkolwiek obawiano się wpływów i bogactwa Mniszchów. Tak rodzinę charakteryzuje Aleksander Hirschberg w wydanej w 1898 roku we Lwowie książce „Dymitr Samozwaniec”:
     - Rodzina Mniszchów nieszczególnej używała sławy. Podczas bezkrólewia po śmierci Zygmunta Augusta zarzucano Jerzemu i bratu jego Mikołajowi cały szereg czynów i zbrodni najohydniejszych. Oni to mieli królowi zmarłemu ułatwiać zawiązywanie jego tak licznych stosunków miłośnych, w sposób karygodny wyzyskiwać jego względy, tak na swą własną korzyść, jak nierządnic przez siebie protegowanych, a, wreszcie, w ostatnich chwilach jego życia i po zgonie królewskim przywłaszczyć sobie znaczną część skarbów, znajdujących się, w Knyszynie. 
    Niechęci do Jerzego Mniszcha nie ukrywali zwłaszcza dworzanie króla Zygmunta Augusta, niemal otwarcie pomstujący na niego. Powszechnie panowało jednak przekonanie, że staroście wszystko uchodzi płazem i największe jego grzechy pozostają bezkarne. Mówiono, że różnymi sposobami starał się wkradać w łaski kolejnych władców. Gdy królem został Stefan Batory był jednym z pierwszych, którzy udali się do Siedmiogrodu, by witać Batorego jako nowego monarchę. Jerzy uczestniczył też w wyprawach królewskich na Moskwę, co nad wyraz mu się opłaciło. Za zasługi na polach bitewnych otrzymał m.in. starostwo sanockie i sokalskie. Mimo ogromnego majątku nie wykazywał jednak dochodów, mówiło się wręcz o ogromnych długach magnata.
      Hirschberg tak opisywał dalsze losy Jerzego Mniszcha:
     - Do większego znaczenia doszedł Jerzy dopiero za Zygmunta III-go. Stało się to zapewne za staraniem tak blisko spokrewnionego z nim biskupa krakowskiego Bernarda Maciejowskiego, jak wiadomo, jednej z najbardziej wpływowych osobistości na dworze Zygmunta. Dzięki więc jego poparciu otrzymał Mniszech już w marcu 1588 ekonomię samborską i zarząd zup ruskich, w roku następnym został wojewodą :sandomierskim, a w kilka lat później także starostą lwowskim. Do godności tych niemałe przywiązane były intraty. Ale wszystkie te dochody, jako też "skarby", za Zygmunta Augusta w tak niegodny sposób nabyte, nie wystarczyły wojewodzie, który zamiłowany w życiu wystawnem, w przepychu i rozrzutności pragnął dorównać najbogatszym z magnatów naszych. To też prawie zawsze był  w kłopotach pieniężnych i nie płacił królowi rat dzierżawnych, ani z zup ruskich. Ani też z starostwa samborskiego. Tłumaczył się koniecznością robienia wkładów nieustannych, lub tez ubytkiem w dochodach, spowodowanym przez Tatarów, łupiestwo żołnierzy kwarcianych albo tez klęski elementarne. 
Wielka Smuta
     Gdy Jerzy Mniszech wkradał się w łaski Zygmunta III Wazy, za wschodnią granicą, w Wielkim Księstwie Moskiewskim trwały wydarzenia, które mocno wpłynęły na politykę Rzeczypospolitej, zaś do rosyjskiej historii przeszły jako okres „Wielkiej Smuty”.  Śmierć Iwana IV Groźnego zbiegła się z wewnętrznym kryzysem państwa carów. Jego następca Fiodor I zmarł bezpotomnie po czterech latach rządów, zaś władzę przejął dotychczasowy carski doradca Borys Godunow. 
      Najprawdopodobniej w 1602 roku na będącym częścią Rzeczypospolitej Wołyniu, pojawił się człowiek, który twierdził, iż jest cudownie ocalonym synem cara Iwana Groźnego - Dymitrem. Tego typu pogłoski krążyły zresztą po księstwie moskiewskim już od pewnego czasu.  Kim był w rzeczywistości do dzisiaj trwają spory. Prawdziwy Dymitr, zesłany po śmierci ojca wraz z matką Marią Nagoj do miasta Ugricz nad Wołgą, miał tam zginąć w niejasnych okolicznościach w 1591 roku (o przyczynienie się do jego śmierci podejrzewano zresztą Godunowa). Większość historyków jest zdania, że człowiekiem podającym się za cudem ocalałego carewicz był zbiegły mnich Monasteru Czudowskiego w Moskwie Grigorij „Griszka” Otriepjew. Po ucieczce do Rzeczypospolitej miał uczyć się w szkole ariańskiej w Hoszczy na Wołyniu, później przebywać w dobrach księcia Adama Wiśniowieckiego w Brahiniu na obecnej Białorusi.
W objęciach Dymitra
     15-letnia ledwie Mniszchówna zetknęła się z Dymitrem w 1604 roku w Samborze. W głowie jej ojca rodził się plan wykorzystania wewnętrznych problemów sąsiedniego państwa dla realizacji własnych celów. Samozwaniec na dobre zagościł w mniszchowych dobrach. Niewątpliwie jednym z motywów działania Mniszcha, mającego poważne problemy finansowe, była chęć utrzymania wpływów u monarchy, a także zdobycia kolejnych synekur. Najskuteczniejszym sposobem wydawał się udział w spektakularnym przedsięwzięciu jakim mogło być zdobycie tronu moskiewskiego, co i sławy i bogactwa by staroście przysporzyło. Zawarł więc układ z Samozwańcem, ofiarując mu rękę nastoletniej córki w przypadku, gdy uda mu się zdobyć tron moskiewski.
     Udział w batalii o podporządkowanie sobie kraju pogrążonego w chaosie wojny domowej wydawał się bardzo atrakcyjny. Wydając córkę Marynę za mąż za Dymitra Mniszech stawał się carskim teściem, a w dodatku obiecano miał ogromne synekury z tego powodu. Dymitr przyobiecał Mniszchowi m.in. astronomiczną kwotę miliona złotych polskich, bogate i rozległe księstwa siewierskie i smoleńskie, zaś Marynie tętniące wówczas życiem Psków i Nowogród.
      W sierpniu 1604 roku granice Rosji przekroczyły wojska polskie i kozackie zebrane przez Mniszchów i Wiśniowieckich. W wyprawie brało udział sporo drobnej szlachty, wietrzącej w tej awanturze nadzieje na godziwe zyski. W następnym roku zmarł Godunow, wybuchło w państwie moskiewskim powstanie, kolejny car Fiodor II (syn Borysa) wkrótce został zamordowany i tym samym droga do korony carskiej stanęła otworem.
     W czerwcu 1605 roku Jerzy Mniszech triumfalnie wkroczył do Moskwy. Wszystko wydawało się iść po jego myśli. Na jego polecenie zorganizowano spotkanie z wdową po Iwanie Groźnym, która „rozpoznała” – a jakże - w Samozwańcu swego syna. 31 lipca 1605 roku Dymitr został koronowany na cara Rosji i nadszedł czas spłaty zobowiązań wobec sanockiego starosty. 
Caryca
     Ślub per procura Mniszchówny z carem odbył się 22 listopada 1605 roku. Ceremonię zorganizowano z iście monarszym przepychem. Specjalnie w tym celu połączono kilka kamienic krakowskiego Rynku przebijając ściany działowe między nimi. W uroczystościach uczestniczyła rodzina królewska: Zygmunt III Waza, jego siostra Anna oraz dziesięcioletni królewicz Władysław, a także m.in. nuncjusz papieski Klaudiusz Rangoni i carski poseł Afanasij Własiew. Ślubu udzielał biskup krakowski kardynał Bernard Maciejowski. 
    Jak odnotowały kroniki panna młoda wystąpiła na ceremonii ubrana w altembasową, białą suknię, haftowaną drogimi kamieniami i perłami. Głowę zdobiła jej korona wysadzana „kamieńmi bardzo kosztownemi, od których po warkoczach długo puszczone z pereł i kamieni, splatane wisiały pasma”.
   Wielkie wrażenie robiło nie tylko samo wesele, ale i dary przysłane przez cara. Upominki wnoszone były przez czterdziestu moskiewskich dworzan, a każdy z nich wzbudzał podziw. Odnotowano, że Mniszchówna otrzymała m.in. złoty pierścień ślubny z „ostrym, wielkim diamentem”, diamentowy krzyż z trzema wielkimi perłami, rubinowym wężem i wizerunkiem Mojżesza, oprawione w złoto rubinowe pióro z perłami, zdobioną rubinami i perłami wielkości gruszki diamentową broszę, biureczko zdobione szlachetnymi kamieniami, zegar wydający dźwięki bębnów, trąb i fletów, wreszcie 640 czarnych soboli i wielkie zwoje najdroższych tkanin. 
    W kwietniu 1606 roku Maryna Mniszchówna wraz z ojcem, okazałą świtą. Towarzyszyło jej ponoć 2300 Polaków i Litwinów. Szlachcianka jechała w wielkiej, ozdobionej carskimi herbami karecie, zaprzęgniętej w dwanaście białych koni. Ubrana była w atłasową, białą suknię, usztywniony fiszbinami gorset, na głowie miała diadem. Orszakowi towarzyszyły zastępy kupców wietrzących przy okazji świetną okazję do interesów.
    Aktu koronacji dokonano 8 (18) maja 1606 roku, kilka dni później odbyły się oficjalne zaślubiny. Oficjalnie proklamowano tytuł Maryny: Wielikaja Gosudarynia Cesariewna Marija Jurjewna. Nie brakło jednak zgrzytów. Miejscowi złorzeczyli, że nigdy jeszcze dotąd nie koronowano kobiety, utyskiwano na fakt, że ceremonia była przedziwnym połączeniem obrządków katolickiego i prawosławnego.
      Huczne biesiady, z udziałem artystów, orkiestry, śpiewaków, trwały kilka dni. W cieniu zabawy narastał jednak spisek na którego czele stał książe Wasyl Szujski. 17 maja (według kalendarza juliańskiego) spiskowcy, przy biciu dzwonów cerkiewnych, zaatakowali Kreml. Wydarzenia te przeszły do historii jako „krwawa jutrznia”. W rzezi zginęło co najmniej pół tysiąca członków świty Mniszchówny. Zginął car Dymitr, którego prochy nabito w armatę i wystrzelono w kierunku polskiej granicy. Sama Maryna z ojcem ocaleli. Zostali zesłani do Jarosławia nad Wołgą.
Poddanką być nie mogę
     Masakra Polaków na Kremlu i uwięzienie Mniszchów nie zakończyły jednak rosyjskiego kryzysu. Oto wkrótce na scenie pojawił się Dymitr II Samozwaniec, podający się za cudownie ocalałego cara. Kim był naprawdę nie wiemy, mniej o nim jest wiadomości niż o „poprzedniku”. Niemniej jednak został gorąco powitany przez część magnaterii nie pogodzonej z utratą wpływów w carstwie i dyszącej żądzą zemsty za rzeź z maja 1606. Znów na Moskwę ruszyły polskie wojska. Do obozu drugiego samozwańca dołączył po pewnym czasie Jerzy Mniszech z córką, uwolnieni z rosyjskiej niewoli. Maryna, a jakże, obwieściła, że rozpoznaje w Dymitrze swego małżonka. Zapewne duży udział w tym „rozpoznaniu” miał Jerzy Mniszech, któremu Dymitr II obiecał zawrotną kwotę 300 tysięcy rubli, 14 zamków i liczne nadania dla innych członków rodu. 
   W międzyczasie sytuacja polityczna zaczęła się jednak zmieniać. Interwencja w Rosji przestała już być tylko prywatną wojną części magnatów, ale osobiście zaangażował się w nią Zygmunt III Waza, myśląc o związaniu sąsiada z Rzeczpospolitą unią personalną. Rozpoczęła się oficjalna wojna polsko-rosyjska. Po bitwie pod Kłuszynem, gdy Polacy rozbiły armię rosyjską część tamtejszych bojarów uznała za cara królewicza Władysława, z jego podobizną zaczęto wybijać nawet srebrne kopiejki. Dymitr II przestał być potrzebny, jego dotychczasowi zwolennicy opuszczali. Wraz z żoną musiał uchodzić do Kaługi, w grudniu 1610 roku został zaś zamordowany.
   Zmiana w polskiej polityce wobec Moskwy wyraźnie nie była w smak Marynie, która ani myślała wracać do Polski i rezygnować z carskiej korony. Nawet po śmierci po drugiego Dymitra. Na wezwania do podporządkowania się królewskiej woli miała odpowiedzieć: - Będąc panią narodów, carową moskiewską, wracać się do stanu szlachcianki polskiej i znowu poddanką być nie mogę.
Smutny koniec
     W 1611 roku, już po śmierci Dymitra II, Maryna urodziła syna Iwana Dymitrowicza i związała się z atamanem Kozaków dońskich. Iwanem Zaruckim, który kontrolował południowe dorzecze Wołgi wraz z Astrachaniem i planował syna Maryny osadzić na carskim tronie. Planom tym nie sprzyjała jednak postępująca normalizacja sytuacji w państwie rosyjskim i koniec Wielkiej Smuty. W międzyczasie Polacy wyparci z Moskwy, w 1613 roku zmarł, nie doczekawszy realizacji swych planów, Jerzy Mniszech. Jego có®ka była coraz bardziej osamotniona w walce o carską koronę.
    Po buncie wojsk astrachańskich w maju 1614 roku, w czasie ucieczki Maryna z synem i nowym mężem zostali pojmani i przekazani nowemu carowi Michałowi I. W czasie publicznej egzekucji w Moskwie wbito na pal Iwana Zaruckiego, zaś małego Iwana Dymitrowicza powieszono.  Eks-carycę formalnie ułaskawiono, ale przewieziono do Kołymy i zamknięto w jednej z baszt. Maryna nie cieszyła się jednak długo życiem. Zmarła prawdopodobnie na przełomie 1614 i 1615 roku, mając ledwie 25-26 lat. Niemal pewne jest, że nie była to naturalna śmierć. Dopóki żyła i trwała jeszcze wojna z Polską, Mniszchówna mogła być postrzegana jako realne zagrożenie dla nowego władcy Moskwy.
    Pamięć o Marynie przetrwała jednak i doczekała się licznych i istotnych odniesień w kulturze i sztuce. Jej losy opisał Zygmunt Krasński w powieści „Agaj-han”, Józef Szujski poświęcił jej dramat „Maryna Mniszchówna”. Związana z Sanokiem caryca występuje także m.in. w „Borysie Godunowie” Aleksandra Puszkina, operze o tym samym tytule Modesta Musorgskiego, czy powieści Mariusza Wolnego „Krwawa Jutrznia”.

w
 

_

Podziel się:

Oceń:


Komentarze (0)

Dodanie komentarza oznacza akceptację regulaminu. Treści wulgarne, obraźliwe, naruszające regulamin będą usuwane.


Pozostałe