Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
czwartek, 22 stycznia 2026 11:15
Reklama

22 stycznia 1995. Tragiczny wypadek sanockich hokeistów

W nocy z 22 na 23 stycznia 1995 roku autobus z drużyną hokejową STS Autosan Sanok uległ wypadkowi w Gniewoszówce, 20 km od Sanoka. W wyniku dachowania zginęły trzy osoby – Piotr Milan, Tomasz Jękner i Izabela Suska. Ośmiu pasażerów zostało rannych, a klub i mieszkańcy miasta pogrążyli się w żałobie.
W nocy z 22 na 23 stycznia 1995 roku autobus z drużyną hokejową STS Autosan Sanok uległ wypadkowi w Gniewoszówce, 20 km od Sanoka
Piotr Milan

Źródło: wikipedia/Lowdown

Ostatni gol Piotra Milana i tragedia w drodze powrotnej

22 stycznia 1995 roku hokeiści STS Autosan Sanok rozegrali wyjazdowy mecz w Sosnowcu z tamtejszym zespołem SMS Orlęta. Sanoczanie wygrali 6:1. Jednym ze strzelców był Piotr Milan. Nikt jeszcze nie przewidywał, że gol zdobyty w 39. minucie spotkania będzie ostatnim w życiu utalentowanego zawodnika.

Kilka godzin później autobus był w drodze powrotnej. Jechało nim trzydzieści osób: hokeiści, trenerzy, lekarz drużyny, kilka zaprzyjaźnionych osób, dziewczyna jednego z zawodników oraz sympatyk drużyny, który dosiadł się w Krakowie. Po drodze ekipa zatrzymała się w Przebieczanach koło Wieliczki na obiad. Większość pasażerów, zmęczona emocjami meczu, zaczęła drzemać, inni oglądali film na wideo. Droga powrotna była trudna, wiał bardzo silny wiatr, w pewnych momentach autobus mógł poruszać się jedynie kilkanaście kilometrów na godzinę.

Śmiertelne podmuchy

Około drugiej w nocy, z 22 na 23 stycznia, autobus dotarł do Gniewoszówki, zaledwie 20 kilometrów od Sanoka. Sytuacja na drodze była bardzo trudna. Kierowca zmagał się z szalejącym wiatrem, starając się utrzymać pojazd na wąskiej, śliskiej drodze. Nagle autobus uderzył podmuch silnego wiatru. Kierowcy udało się jeszcze przez chwilę utrzymać kontrolę nad pojazdem. Po chwili drugi podmuch przewrócił autobus, który stoczył się ze skarpy i dachował. Huk i wstrząsy brutalnie wyrwały pasażerów ze snu. Panika i krzyki ogarnęły wszystkich. Ci, którzy mogli, odruchowo łapali się poręczy, foteli lub innych elementów pojazdu, co pozwalało im przeżyć.

Czworo pasażerów nie miało tyle szczęścia. Siła uderzenia wyrzuciła na zewnątrz Piotra Milana, jego kolegę z drużyny Tomasza Jęknera, Izę Suską – dziewczynę jednego z zawodników – oraz Tomka Ocha, studenta i sympatyka drużyny. Tomasz Jękner miał ogromne szczęście – w zasadzie cud, że ciężki autobus go nie przygniótł. Pozostała trójka zginęła na miejscu. Próby reanimacji podejmowane przez lekarza drużyny i innych pasażerów nie przyniosły skutku.

Oni nie żyją

Znany sanocki dziennikarz Marek Pomykała, uczestnik wyjazdu i fan hokeja, opisał swoje przeżycia na łamach „Tygodnika Sanockiego”:

„Obudził mnie krzyk – odruchowo wyciągnąłem ręce przed siebie, choć nie wiedziałem, co się dzieje. Potem był huk tłuczonego szkła i zgniatanej blachy. Ocknąłem się poza autobusem – nie pamiętam, czy sam się wyczołgałem, czy ktoś mnie wyciągnął. Usłyszałem płacz dziecka i głos uspokajający: 'Nie płacz, mama żyje'. Czułem ból w klatce. Jarek krzyknął, że Piotrek jest zaklinowany – kilka osób pobiegło z lekarzem. Słyszałem, że trener mówił, że nic się nie da zrobić. Pojawili się inni ludzie. Nadal nie wiedziałem, co się dzieje. Pamiętam, że ktoś krzyknął: 'Pożar, pożar!', ale to były tylne światła autokaru. Chciałem wybiegć na drogę, ale było stromo i ślisko – przewróciłem się. Później dowiedziałem się, że autobus wpadł do przeciwległego rowu. Próbowaliśmy schronić się między rowem a bokiem pojazdu. Otulano nas kurtkami i kocami. Kiedy przyjechała straż, zobaczyłem dach przylegający niemal do siedzeń, a w równych odstępach wystawały trzy pary nóg… Reszta była niewidoczna. Stał koło mnie Rafał. Podszedł Jarek i powiedział, że Iza i Piotrek nie żyją, bo nie wyczuwa tętna. Zacząłem krzyczeć, ale Jarek powiedział: 'Marek, ja jestem lekarzem’.”

Policję powiadomił kierowca jadącego za autobusem samochodu. Omal nie doszło do kolejnej tragedii, gdy wiatr spychał nadjeżdżającą policyjną „Nyskę”. Ośmiu pasażerów trafiło do krośnieńskiego szpitala. Najcięższe obrażenia odnieśli trener Czesław Radwański i hokeista Andrzej Ryniak – złamania obojczyków – oraz bramkarz Tibor Haviar, który skarżył się na silne bóle w okolicach nerek.

Warunki pogodowe utrudniały akcję ratunkową. Zmrożona ziemia uniemożliwiała użycie specjalnych „poduszek” pod autobus. Dopiero około godziny 7 rano dźwigi z Rafinerii Jedlicze i krośnieńskiego WSK podniosły wrak, a spod niego wydobyto ciała trzech ofiar.

Żałoba

Wieść o tragedii szybko obiegła Sanok. Miasto pogrążyło się w żałobie. Na lodowisku zapłonęły znicze. Klub czasowo zawiesił udział w rozgrywkach ligowych. Z całego kraju docierały kondolencje. Śmierć trójki osób była tak nagła i tragiczna, że wielu długo nie mogło w to uwierzyć. Kibice Cracovii, którzy zdążyli zżyć się z Piotrem, byli w szoku.

„Tygodnik Sanocki” pisał w kolejnym wydaniu:

„Nie zobaczymy go już na Torsanie szarżującego z krążkiem na bramkę przeciwnika. Nie podniesie ręki w geście zwycięstwa. Nie rozlegnie się chóralne 'Piotrek, Piotrek' na sanockich trybunach. Sanocki sport pogrążył się w żałobie. W żałobie pogrążyły się wszystkie polskie kluby hokejowe. Był znany i szanowany na wszystkich krajowych lodowiskach, jego talent i postawa budziły podziw.”

25 stycznia 1995 roku Sanok pożegnał Piotra Milana na cmentarzu przy ulicy Rymanowskiej. W ostatniej drodze uczestniczyły tysiące osób. Nabożeństwo odprawił ksiądz prałat Adam Sudoł. Piotr spoczął w rodzinnym grobowcu, a na trumnie złożono koszulkę z numerem „7”. Tego samego dnia w Olchowcach pożegnano Tomka Ocha, a następnego dnia Izę Suską.

Piotr Milan

Piotr, 24-letni rodowity sanoczanin, urodził się 24 sierpnia 1971 roku. Z hokejem związany był od 10. roku życia. W wieku 16 lat zadebiutował w seniorskiej drużynie Stali Sanok. Był skutecznym zawodnikiem i cenionym kolegą. Gry uczył się pod okiem Tadeusza Garba, był bramkostrzelnym zawodnikiem. W sezonie 1991/92 w wyjazdowym meczu z Podhalem II Nowy Targ (22:3) strzelił setną bramkę w drużynie. Wraz z zespołem awansował do I ligi. W 1993 roku, podczas studiów w Akademii Wychowania Fizycznego w Krakowie, grał w Cracovii. Po powrocie do Sanoka kontynuował karierę przy indywidualnym toku nauczania.

Mimo upływu lat Sanok wciąż pamięta Piotra Milana. Upamiętniono go na sanockiej Arenie obok Jana Paszkiewicza. Był patronem memoriału o Puchar Autosanu. Jeden z fanów napisał w rocznicę śmierci:

„Dzisiaj Piotrek błyszczy na niebiańskich lodowiskach i wciąż imponuje swą grą. To nie prawda, że odszedł. On wciąż jest. I wciąż gra.”

 

Pomóż nam ocalić historię Podkarpacia

„Podkarpacka Historia” powstaje z potrzeby zachowania pamięci o ludziach i miejscach, które tworzyły ten region. Dzięki Twojemu wsparciu możemy nadal publikować artykuły, digitalizować archiwa i rozwijać portal.

Wesprzyj projekt na Zrzutce


Podziel się
Oceń

Napisz komentarz

Komentarze

Bożena Cieplińska 22.01.2019 16:33
Byłam na pogrzebie Izy była taka młoda i śliczna. PAMIĘTAMY O WAS? choć tyle lat upłyneło

Reklama
Reklama
Reklama