Punktem wyjścia całej sprawy była brawurowa ucieczka pięciu osadzonych z aresztu w Krośnie 9 sierpnia 1965 r. Mężczyźni, młodzi recydywiści przetrzymywani m.in. za napady, kradzieże i pobicia, wykorzystali moment nieuwagi strażników. Sterroryzowali obsługę, zdobyli broń palną i amunicję, po czym wydostali się na zewnątrz. Jeszcze tego samego dnia ruszyła szeroko zakrojona obława z udziałem patroli MO oraz oddziałów WOP i KBW. Zbiegowie kierowali się w stronę terenów leśnych w rejonie wzgórza Kiczury koło Sanoka, licząc na to, że w trudnym, pagórkowatym terenie łatwiej będzie im się ukryć.

10 sierpnia nad ranem milicyjne patrole natrafiły na ich ślad. W trakcie przeczesywania wzgórza jeden z patroli wszedł bezpośrednio na pozycję ukrywających się uciekinierów. Gdy funkcjonariusze zaczęli podchodzić pod wzniesienie, padły strzały z broni maszynowej zdobytej w więzieniu. Starszy sierżant Michał Goniak, który jako pierwszy wyszedł na otwartą przestrzeń na szczycie, został trafiony serią i zginął na miejscu. Wymiana ognia trwała krótko – jeden z uciekinierów został ranny, dwóch szybko ujęto, pozostali próbowali uciekać. Jeden z nich popełnił samobójstwo, pozostali zostali zatrzymani w ciągu kolejnych godzin.
Śledztwo prowadzone po zatrzymaniu sprawców wykazało, że to Edward Wajda oddał śmiertelne strzały w kierunku milicjanta. Akt oskarżenia skierowano do sądu w styczniu 1966 r., a proces rozpoczął się 1 lutego w Rzeszowie. Rozprawy trwały codziennie od rana do późnych godzin wieczornych. Przesłuchano świadków obławy, strażników więziennych oraz samych oskarżonych. Odtworzono dokładnie przebieg ucieczki, marsz zbiegów przez teren górzysty oraz moment starcia na wzgórzu.
Proces miał wyraźny wydźwięk pokazowy – sala była wypełniona publicznością, a sprawa była relacjonowana w prasie jako przykład bezwzględności sprawców i determinacji służb w ich ujęciu. Był też swego rodzju procesowym maratonem, trwał cztrey dni od rana do nocy w trybie doraźnym. Dziennikarz "Nowin Rzeszowskich" Janusz Chodiński pisał:
- Dlaczego proces — maraton? Bo codziennie zaczynał się od 8,30 rano, a kończył w późnych godzinach nocnych, przy maksymalnie krótkich przerwach. Naj-większa z sal, jaką dyspo-nował Sąd Wojewódzki nie mogła pomieścić wszystkich, którzy chcieli się przysłuchać rozprawie. Wielu odeszło, nie zdobywszy karty wstępu. Wydawano ich bowiem codziennie tyl-ko 150. Dodajmy, że pro-cesem tym interesowało się społeczeństwo w całym kraju.
Sąd, uznając wysoki stopień społecznej szkodliwości czynu i fakt użycia broni przeciw funkcjonariuszom państwowym, zdecydował się na najsurowszy wymiar kary wobec Wajdy. Wyrok ogłoszony 4 lutego 1966 r. kończył jedną z najgłośniejszych spraw kryminalnych w regionie w latach 60.
NIe mamy niestety informacji o dalszych losach skazanych. Nie udało nam się znaleźć w źródłowych materiałach wiadomości o wykonaniu kary śmierci na głównym oskarżonym, ale biorąc pod uwagę fakt, że zstał on uznany winnym zabójstwa finkcjonariusza MO, raczej wątpliwe jest, by uniknął egzekucji.













Napisz komentarz
Komentarze