Jesienią 1943 r. w krakowskim okręgu AK zapadła decyzja o zamachu na najwyższych dygnitarzy okupacyjnych odpowiedzialnych za terror wobec Polaków. Na cel wytypowano Hansa Franka oraz Wyższego Dowódcę SS i Policji — Wilhelm Koppe. Rozważano zamach snajperski na Wawelu, jednak zrezygnowano z obawy przed natychmiastowymi represjami. Zdecydowano się więc na uderzenie w pociąg, którym Hans Frank odróżował między Krakowem a Lwowem.
Zamach z 29 stycznia 1944 r. , któego głównym celem był Hans Frank, przeprowadzono w Puszczy Niepołomickiej, na odcinku linii kolejowej Kraków–Bochnia między Podłężem a Szarowem, w pobliżu leśnego wiaduktu przy przysiółku Cudów.Akcję przygotował krakowski Kedyw AK. Plan był szeroki: wysadzić tor, wykoleić skład, a następnie ostrzelać wagony z broni maszynowej i obrzucić je granatami. Z powodu braków w uzbrojeniu i opóźnień oddziału uderzeniowego ograniczono się do detonacji. Ładunek podłożono w lesie, w rejonie wiaduktu. Wybuch nastąpił około 23:17. Wykoleiła się lokomotywa i kilka pierwszych wagonów. Tor został zerwany na krótkim odcinku. Nikt nie zginął. W składzie pociągu znajdowały się jednak salonki Hansa Franka i Wilhelma Koppego. Ich wagony nie wypadły z toru.
Dzień później inny oddział AK zaatakował niemiecki pociąg urlopowy (Urlaubzug) na odcinku linii w rejonie Czarnej. Cel wybrano świadomie: duża liczba żołnierzy w wagonach, słabsza ochrona, przewidywalny przejazd. Pod tor podłożono ładunek. Po wybuchu rozpoczęto ostrzał i obrzucanie wagonów granatami. W przeciwieństwie do akcji z 29 stycznia, tutaj wykonano pełny wariant uderzeniowy. Efekt: zginęło kilkunastu żołnierzy Wehrmachtu, wielu zostało rannych, ruch na linii został sparaliżowany. Był to odczuwalny dla okupanta cios.
Niemcy pptraktowali obydwie akcje jako jeden ciąg zamachów na główną linię Kraków–Lwów. Dlatego w obwieszczeniu z 2 lutego pojawiają się dwie daty: 29.I.1944 i 30.I.1944:
OBWIESZCZENIE!
Za podłożenie materiałów wybuchowych – przez członków narodowych kół wywrotowych – pod pociąg pospieszny Krakau–Lemberg dnia 29.I.1944 oraz na pociąg pospieszny Lemberg–Krakau dnia 30.I.1944 rozstrzelano dziś w trybie doraźnym, celem ostrzeżenia innych, 100 osób, wymienionych w moich obwieszczeniach z dnia 31.10., 1.12., 3.12. i 18.12.1943, jako: 15., 24., 29.I.1944, które zostały wyrokiem sądu doraźnego na śmierć zasądzone, ale wówczas do ułaskawienia przedstawione.
Upomina się zatem ponownie rozważną i lojalną ludność nieniemiecką, aby ze swej strony uczyniła wszystko i unicestwiła w każdy możliwy tylko sposób działalność sabotażystów, terrorystów i innych przestępców wykraczających przeciwko prawu; ludność służy wtedy tylko sobie i przyczynia się do utrzymania bezpieczeństwa i ładu.
Der SS- und Polizeiführer
im Distrikt Krakau
Przeprowadzono dwie egzekucje. Opis egzekucji w Dębicy pochodzi z relacji świadka Jana Gałkowskiego zapisanej przez Ryszarda Pajurę w książce „Zagłada i walka. Druga wojna światowa w Dębicy i powiecie dębickim”. Około 14.30 Gałkowski zobaczył kolumnę samochodów: limuzyny, autobus, ciężarówki. Teren został obstawiony. Niemiec wszedł do jego mieszkania, kazał zasłonić okna. Wychodząc, nie domknął drzwi. Przez szczelinę widział wyprowadzanych z autobusu cywilów. Grupami po pięciu prowadzono ich na skarpę. W pierwszej grupie był kolejarz i pocztowiec w mundurach. Padły strzały. Potem kolejne.
Po odjeździe Niemców zobaczył ciała ułożone twarzami do ziemi, jedno obok drugiego. Wszyscy zabici strzałem w tył głowy. Ręce związane drutem kolczastym. Przy zwłokach pakunki żywnościowe. Jeden z zamordowanych miał otwartą ranę, w którą wbity był drut.
„Zobaczył ciała ułożone jedno obok drugiego, twarzami do ziemi. Wszyscy zginęli od strzału w tył głowy. Ręce mieli związane drutem kolczastym. Przy zwłokach leżały pakunki żywnościowe.”
Na miejscu było dwóch polskich policjantów zdejmujących z ciał buty na polecenie Niemców. Zwłoki pozostawiono na trzy dni. Potem zasypano mogiłę i zrównano ją z ziemią.
Druga grupa zakładników — więźniów z krakowskiego więzienia przy Montelupich — została przywieziona ciężarówkami w odludne miejsce przy torach w rejonie Podłęża. Teren obstawiono przez żandarmerię i funkcjonariuszy Bahnschutzu. Nikt postronny nie mógł się zbliżyć. Więźniów wyprowadzano partiami z samochodów. Prowadzono ich na skarpę nasypu kolejowego. Kazano położyć się twarzą do ziemi. Strzały oddawano z bliskiej odległości w tył głowy. Ciała układano w równym rzędzie, jedno obok drugiego — dokładnie tak, jak w Dębicy.
Byli to ludzie wcześniej skazani na karę śmierci przez sądy doraźne, którym wykonanie wyroku odroczono. Po zamachach stali się „rezerwą” zakładników przeznaczonych do natychmiastowej egzekucji. Po zakończeniu rozstrzeliwania ciała pozostawiono przez pewien czas przy torze jako widoczny znak odwetu. Następnie zostały prowizorycznie przysypane ziemią w pobliżu nasypu.
Po wojnie w obu miejscach przeprowadzono ekshumacje ofiar niemieckich egzekucji z 2 lutego 1944 r. W Dębicy w 1958 r. wydobyto szczątki zamordowanych spod dawnej mogiły przy nasypie i przeniesiono je do zbiorowej mogiły na cmentarzu wojskowym, gdzie ustawiono pomnik. W rejonie Podłęża koło Grodkowic również ekshumowano ciała zakładników, a miejsce egzekucji oraz pochówku upamiętniono tablicą i krzyżem, tworząc trwały punkt pamięci przy linii kolejowej.













Napisz komentarz
Komentarze