Nauczyciel w wojskowym mundurze - por. Bronisław Kluza

  • 03.03.2015, 12:33
    Na opublikowanej w 1943 roku liście ofiar zbrodni katyńskiej nazwisko porucznika Bronisława Kluzy znajduje się pod numerem 2746. Jego córka Zofia Rutkowska, szefowa przemyskich struktur Rodzin Katyńskich, dopiero po kilkudziesięciu latach mogła pojechać na miejsce kaźni swojego taty i oddać hołd, jemu i tysiącom pomordowanych na Wschodzie.

    Informacje na temat porucznika Bronisława Kluzy są – co jest dość wyjątkowe w przypadku ofiar mordów na Wschodzie – bardzo obszerne. Córka pieczołowicie zapisywała wspomnienia o ojcu, przechowywała dokumentację, mimo, że do 1989 roku był to temat niebezpieczny.

   Bronisław Kluza urodził się 15 sierpnia 1908 roku w Brzózce koło Częstochowy (obecnie ta miejscowość nazywa się Blachownia). Był synem Bolesława i Stanisławy z Wypchlaków. W Blachowni chodził do siedmioletniej szkoły powszechnej, później dostał się do Państwowego Seminarium Nauczycielskiego Męskiego w Częstochowie imienia Tadeusza Kościuszki.

  - Ojciec od najmłodszych lat marzył o karierze nauczycielskiej. Swoje marzenia zrealizował – mówi Zofia Rutkowska. Bronisław Kluza został powołany do czynnej służby wojskowej. Skierowano go do 10 Batalionu Podchorążych Rezerwy w Gródku Jagiellońskim koło Lwowa. Był bardzo zdolnym kursantem. Zajął piąte miejsce wśród 111 uczestników kursu.

   Po przejściu do rezerwy został – tak jak marzył – nauczycielem. Powiatowy Inspektorat Szkolny w Częstochowie skierował 22-letniego rezerwistę do pracy w szkole powszechnej w trzytysięcznym wówczas Przyrowie, mieście z ogromnymi tradycjami, pozbawionym praw miejskich w ramach represji po Powstaniu Styczniowym.

  Zofia Rutkowska wspomina, że dotrzeć do odległej o 6 kilometrów od Przyrowa stacji kolejowej Potok Złoty można było tylko pieszo albo konną furmanką. 30 sierpnia 1939 roku Bronisław Kluza tą samą drogą,odprowadzany przez żonę Albinę i maleńką córeczkę Zosię udawał się do punktu mobilizacyjnego w swą ostatnią podróż.

    Z zachowanych dokumentów wynika, że szkoła w Przyrowie miała szczęście do młodych, ambitnych nauczycieli. Bronisław był właśnie jednym z nich. Do dzisiaj w Przyrowie pozostała pamięć o wszechstronnie uzdolnionym nauczycielu, grającym na skrzypcach, prowadzącym zajęcia śpiewu, przygotowującym szkolne uroczystości z okazji m.in. święta niepodległości, Konstytucji 3 maja czy obowiązkowych w okresie międzywojennym uroczystych obchodów imienin Józefa Piłsudskiego. W archiwach Zofii Rutkowskiej zachowało się zdjęcie Bronisława Kluzy na czele pochodu 19 marca 1935 roku, gdy w Przyrowie odsłaniano tablicę z nazwą ulicy Marszałka  Józefa Piłsudskiego  .

    W szkole uczył kilku przedmiotów. W małych miejscowościach nie było w tym nic dziwnego.  Był więc nauczycielem przyrody, z jego inicjatywy zalesiono piaszczyste tereny obok cmentarza żydowskiego w Przyrowie zwane “Brzózkami”. Uczył gimnastyki i przysposobienia wojskowego. Jeden z jego uczniów wspominał po latach, że Bronisław Kluza “był ostoją patriotyzmu”. Organizował liczne wycieczki szkolne, działał w organizacjach społecznych: Związku Rezerwistów i Byłych Wojskowych RP, Związku Nauczycielstwa Polskiego, szefował miejscowym strukturom Związku Strzeleckiego. Za zasługi w pracy społecznej został odznaczony Srebrnym Krzyżem Zasługi. Już pracując w szkole kilkakrotnie był wzywany na ćwiczenia wojskowe. W 1932 roku kierował w Częstochowie plutonem strzeleckim 27 pułku piechoty 7 Dywizji Piechoty. Dostał wtedy awans na sierżanta podchorążego. Rok później był już podporucznikiem.

    30 sierpnia 1939 roku, gdy ogłoszono, spóźnioną jak się później okazało, mobilizację, odprowadzany przez najbliższych wsiadł do pociągu do Częstochowy. Jechał do macierzystego 27 pp. W przeciwieństwie do licznych relacji na temat jego aktywności w okresie międzywojennym prawie nic nie wiemy o jego losach w czasie kampanii wrześniowej. Można tylko przypuszczać, że wycofując się ze swoją jednostką znalazł się na ówczesnych Kresach. Tam podobnie jak tysiące jego kolegów, którzy nie zdążyli przedostać się do Rumunii lub na Węgry trafił w ręce wkraczających wojsk sowieckich.  – Pierwszą informację o losie taty dostaliśmy dopiero w styczniu 1940 roku – wspomina Zofia Rutkowska. Był to pierwszy i jedyny list wysłany z obozu w Kozielsku datowany 25 listopada 1939 roku. Bronisław Kluz napisał do swej żony Albiny: “Kochana Aluśko! Pragnę przesłać Ci parę słów pocieszenia. Przebywam na terenie Rosji. Jestem zdrowy i cały. A co słychać u Ciebie? Czy nasza kochana Zosieńka jest zdrowa i duża i czy jest grzeczna? Tatuś stale o niej myśli i tęskni. A może przyślesz mi fotografię: Ty i Zosiulka na jednym zdjęciu. Odpisz mi zaraz. Oprócz fotografii nic nie przysyłaj na razie”.

    Był to jedyny kontakt rodziny z Bronisławem. Z ujawnionych po latach dokumentów wiemy, że 14 kwietnia 1940 roku został wpisany na listę wywozową obozu w Kozielsku. Razem ze swoimi towarzyszami broni został przetransportowany do lasku w Katyniu. Zginął zabity strzałem w tył głowy.

     Najbliżsi Bronisława łudzili się jeszcze przez trzy lata, że porucznik żyje, że gdzieś tylko chwilowo zaginął w wojennej zawierusze. Wszyscy jego znajomi przeżyli szok, gdy 2 lipca 1943 roku gadzinowy “Kurier Częstochowski” opublikował listę zamordowanych. Widniało tam nazwisko Bronisława Kluzy z wykazem rzeczy znalezionych przy zwłokach: legitymacja nauczyciela, pocztówka, dwa listy od żony i córeczki, świadectwo szczepienia, mosiężny brelok z głową konia.  Przez lata o Katyniu nie wolno było mówić. W sierpniu 1947 roku częstochowski sąd wydał akt zgonu porucznika stwierdzając, że zmarł 2 lipca 1943 roku w Katyniu “będąc pochowany we wspólnej mogile żołnierskiej”. Rok później w “Głosie Nauczycielskim” ukazała się równie zakłamana informacja,że zginął w 1941 roku.

   - Jeszcze się jednak łudziliśmy, że może przeżył – wspomina Zofia Rutkowska. Po październikowej odwilży 1956 roku rodzina prosiła Polski Czerwony Krzyż o informacje. Przyszło zawiadomienie, że Bronisława Kluzy nie odnaleziono na terenie ZSRR. Zofia Rutkowska pierwszy raz przyjechała do Katynia w 1989 roku. Przywiozła stamtąd garść ziemi, którą włożyła do grobu swej mamy. Albina Kluza do końca żyła nadzieją…

_

Zdjęcia (1)

Podziel się:

Oceń:


Komentarze (0)

Dodanie komentarza oznacza akceptację regulaminu. Treści wulgarne, obraźliwe, naruszające regulamin będą usuwane.


Pozostałe