Staszek pozostał na nieludzkiej ziemi – komendant Stanisław Czerkiewicz

  • 01.02.2016, 12:46
Staszek pozostał na nieludzkiej ziemi – komendant Stanisław Czerkiewicz
  Helena Szczytyńska z Tarnobrzega jak przez mgłę pamięta swojego stryja Stanisława Czerkiewicza, przedwojennego komendanta policji w Borysławiu Tustanowice. Jej starsza o dwa lata siostra wspominała ostatni kontakt z wujem, gdy ten na czele oddziału policyjnej konnicy we wrześniu 1939 roku brał udział w obronie Tarnobrzega przed nacierającymi jednostkami niemieckimi. Później ślad po nim zaginął.

    Historia Stanisława Czerkiewicza i jego losów po kampanii wrześniowej czeka na wyjaśnienie. Na spisach pomordowanych na Wschodzie znajduje się jego zniekształcone nazwisko Czarkiewicz, bez stopnia i bez przydziału służbowego z lakoniczną informacją, że urodzony w 1901 roku funkcjonariusz zginął w Miednoje w kwietniu lub maju 1940 roku. Poza nazwiskiem zarówno data urodzenia, jak i imię ojca (Jan) zgadzają się. Nie ma więc wątpliwości, że chodzi o tę samą osobę.

“Proszę zapomnieć dla spokojnego życia”

    Helena Szczytyńska wspomina, że w czasie wojny na adres jej matki trafiła za czyimś pośrednictwem skromna pocztówka o zagadkowej treści: “obydwaj ze Staszkiem zostaliśmy aresztowani i osadzeni w Ostaszkowie, mnie udało się uciec, Staszek pozostał, ratujcie go”. Poza podpisem “Stach” żadnego nazwiska, adresu, danych które mogłyby pomóc w identyfikacji nadawcy. To ostatni ślad po komendancie Stanisławie Czerkiewiczu. Wszystko wskazuje na to, że podzielił los tysięcy innych wojskowych i policjantów osadzonych w obozach jenieckich na “nieludzkiej ziemi”.

    - Poza tą kartką nie mieliśmy żadnych informacji o wujku. Czasy nie sprzyjały zresztą poszukiwaniom – wspomina Helena Szczytyńska. Jej dziadek Jan, ojciec Stanisława usiłował po wojnie dowiadywać się czegokolwiek w tarnobrzeskich urzędach. Odpowiedź nagabywanych urzędników nie pozostawiała złudzeń: “dla spokojnego życia proszę zapomnieć”.

    Na nielicznych zachowanych fotografiach widać komendanta Stanisława Czerkiewicza przed kierowanym przez siebie komisariatem w Borysławiu oraz wspólne zdjęcie uczestników Kursu Obrony Przeciwlotniczo-Gazowej Komisariatu P.P (Policji Państwowej), który trwał w dniach 24.12.1933 do 31.01.1934.

Nadzieja jeszcze się tliła

    Jeszcze po wojnie wśród najbliższych tliła się nadzieja, że jednak Stanisław przeżył. Pojawiła się nawet informacja, że ktoś go widział w czasie wojny w Palestynie, co mogło oznaczać, że wydostał się ze Związku Radzieckiego z armią gen. Władysława Andersa. Najprawdopodobniej to jednak zwykła pogłoska nie mająca nic wspólnego z rzeczywistością.

– Mama bardzo przeżywała brak wiadomości o bracie. Mówiła, że gdyby tylko dostała jakąkolwiek informację, że przetrwał, że gdzieś żyje, to nie patrząc na odległość poszłaby tam piechotą – opowiada Helena Szczytyńska, która już po przemianach ustrojowych na własną rękę usiłowała dowiedzieć się czegoś o losach swego wujka.

Śladami stryja

    - Ciotka Waleria mieszkająca we Francji opowiadała, że jej brat prawdopodobnie miał dwóch synów. Usiłowałam to sprawdzić – opowiada Helena Szczytyńska. Wraz z zięciem pojechała jakieś dziesięć lat temu do Borysławia. Dzisiaj to tereny Ukrainy. Zachował się jednak dom rodzinny  Stanisława i dom letniskowy, po wojnie upaństwowione i zamienione na mieszkania komunalne.

    W rozmowach z miejscowymi często natykali się na pewien opór, by nie powiedzieć niechęć. Obecni lokatorzy prawdopodobnie bali się, że przybysze z Polski chcą odebrać swoją własność, co nie było prawdą. Rodzina komendanta nie rościła sobie żadnych praw do pozostawionego na Wschodzie majątku.

    - W Borysławiu spotkaliśmy starszego człowieka, który opowiadał nam, ze osobiście znał wujka. Zaprowadził nas do domu teściowej Stanisława. Okazało się, że mieszka tam… żona stryja – wspomina Helena Szczytyńska. Kobieta, dzisiaj już nie żyjąca, nie była zbyt rozmowna. Wyglądała na wystraszoną i zaskoczoną. Ze skąpych informacji pani Helenie udało się jednak wywnioskować, że stryja zabrano z domu już po  zakończeniu działań wojennych w 1939 roku. Jego małżonka prawdopodobnie poddawana była silnym naciskom i szykanom, by wyrzec się męża. W końcu wyszła za mąż za Ukraińca z którym miała dwójkę dzieci.

    - O dzieci z pierwszego małżeństwa podpytywałam delikatnie jej córkę. Mówiła, ze słyszała o synu, który jednak nie żyje – dodaje tarnobrzeżanka. Helena Szczytyńska wierzy, że może jeszcze uda się jej dowiedzieć czegoś więcej na temat losów stryja. Może ktoś ma na ten temat jakieś informacje? Może jeszcze żyją świadkowie tamtych wydarzeń lub osoby posiadające wiadomości mogące pomóc w dowiedzeniu się czegoś więcej na temat Stanisława Czerkiewicza, komendanta komisariatu policji w Borysławiu?

sj

_
Podziel się:
Oceń:

Komentarze (0)

Dodanie komentarza oznacza akceptację regulaminu. Treści wulgarne, obraźliwe, naruszające regulamin będą usuwane.


Pozostałe