12.06.1945. Niewyjaśnione zabójstwo dziecka i próba pogromu w Rzeszowie.

  • 13.06.2020, 19:18 (aktualizacja 13.06.2020, 19:47)
12.06.1945. Niewyjaśnione zabójstwo dziecka i próba pogromu w Rzeszowie. Zdjęcie Bronisławy Mendoń z tablicy nagrobnej na rzeszowskim cmentarzu Pobitno. Fot. Szymon Jakubowski.

    12 czerwca 1945 roku ''Dziennik Rzeszowski'' doniósł na pierwszej stronie o znalezieniu w jednej z kamienic zmasakrowanych zwłok 9-letniej Bronisławy Mendoń. Tego samego dnia, od 6 rano w budynku przy ul. Tannenbauma 12 (dzisiaj Okrzei), gdzie znaleziono odarte ze skóry ciało, trwała rewizja prowadzona przez funkcjonariuszy Milicji Obywatelskiej. Wokół zbierał się tłum, padały oskarżenia pod adresem mieszkających tu Żydów.

  Atmosfera gęstniała z każdą chwilą, zanosiło się na pogrom ludzi cudem ocalałych z Holocaustu. Dzień wcześniej na mieście pojawiły się ulotki, w których donoszono o rzekomym schwytaniu rabina, u którego w domu znaleziono szczątki ciał katolickich dzieci. Zbiegło się to w czasie z makabrycznym odkryciem dokonanym wieczorem 11 czerwca w kamienicy przy Tannenbauma 12 przez patrol ośmiu milicjantów, zaalarmowanych przez jednego z mieszkańców, który znalazł w piwnicy torbę ze szkolnymi książkami zaginionej dziewczynki.

  W czasie przeszukania kamienicy milicjanci natknęli się na potwornie zmasakrowane, zagrzebane w wiórach ciało. Podejrzenie padło od razu na Żydów, zwłaszcza,że przy Tannenbauma mieściło się mieszkanie rabina Leiba Torna. Sami milicjanci mieli opowiadać, że skóra z głowy dziecka była ściągnięta, żyły nóg powyciągane. Pojawiały się plotki, że był to mord rytualny.

Plotka obiega miasto

  Wieść o rzekomych mordach rytualnych obiegła błyskawicznie całe miasto. Na ulicach nie mówiło się o niczym innym. Tekst w ''Dzienniku Rzeszowskim'' tylko podgrzał nastroje. Tak samo jak kordon milicji otaczający okolice kamienicy przy Tannenbauma, gdzie mieszkało kilkunastu ocalałych z zagłady Żydów. Plotka rosła z każdą chwilą. Mówiło się już nie tylko o jednych znalezionych zwłokach, ale rzekomo kilkunastu ciałach dzieci. Pojawiali się nawet świadkowie, którzy mieli je widzieć na własne oczy. W ciągu kilku godzin milicjanci wyprowadzili z kamienicy i przeprowadzili na komisariat prawie wszystkich lokatorów żydowskich mieszkań. 

  W tym czasie - jak wynika ze sprawozdania przygotowanego kilka dni później przez Wojewódzką Żydowską Komisję Historyczną w Krakowie - trwało plądrowanie opuszczonych mieszkań. W drodze na komisariat część Żydów miała zostać pobita. Z zachowanych materiałów wynika, że poturbowani zostali m.in. Leon Nadel, adwokat Kessler, Juda Rosen, Klemens Brandweim. Wkrótce na polecenie ówczesnego komendanta milicji zdecydowano o zwolnieniu zatrzymanych, którzy nie chcieli komisariatu zresztą opuszczać w obawie przed linczem.

Z zagłady ocaleli nieliczni

  Przed wojną w Rzeszowie mieszkało według różnych szacunków 13-15 tysięcy Żydów. Stanowili niemal połowę mieszkańców miasta. Według szacunków prof.Wacława Wierzbieńca z Uniwersytetu Rzeszowskiego, Holocaust przeżyło około 100 osób, oprócz kilkuset, które jeszcze w 1939 roku przedostały się natereny zajęte przez Związek Radziecki.

  - W dniu, w którym doszło do rozruchów, w mieście przebywało około 200 Żydów. W zdecydowanej większości spoza Rzeszowa, który traktowali tylko jakojeden z etapów powojennej wędrówki - mówi prof. Wacław Wierzbieniec, wybitny znawca historii Żydów na terenie Podkarpacia. Jeszcze 12 czerwca ponad połowa Żydów mieszkających w Rzeszowie uciekła z miasta w obawie o swoje życie. Wieści o rozruchach szybko rozniosły się po całej Polsce, a nawet poza granicami.

  Mosze Oster, wiceprzewodniczący izraelskiego Związku Żydów Rzeszowskich, jeden z nielicznych, którzy przeżyli getto rzeszowskie, wspominał, że uwolniony z obozu w Bergen Belsen planował powrót do rodzinnego miasta. Nie wrócił, gdyż spotkał znajomego, który ostrzegł go, że w Rzeszowie szykuje się pogrom. Takich przypadków było znacznie więcej. Żydzi nie wracali, bojąc się tego, co spotka ich w Rzeszowie.

  Rozruchy w Rzeszowie nie były jedynym przypadkiem agresji wobec Żydów na naszym terenie. Według oficjalnych, urzędowych danych na terenie województwa rzeszowskiego w marcu 1945 roku doszło do napaści na 23 Żydów, w kwietniu raniono jedną osobę pochodzenia żydowskiego. W kolejnych miesiącach dochodziło do nasilenia wystąpień antysemickich. W czerwcu 1945 odnotowano jeden napad i dwóch zabitych, w sierpniu trzech zabitych i jednego rannego. Z czego brała się agresja w stosunku do garstki Żydów ocalałych z wojennej pożogi?

  Prof. Wierzbieniec wskazuje na kilka przyczyn:

  - Chęć domniemanego zysku, antysemickie nastawienie, chęć swoistego ''odegrania się'' na osobach związanych z nowym aparatem władzy, określanym niekiedy mianem ''żydokomuny''. Nie należy też zapominać o pewnym czynniku psychologicznym. Polskie społeczeństwo, w przeciwieństwie do społeczności zachodnich, było naocznym świadkiem zagłady Żydów. Obserwowało eksterminacyjne akcje niemieckie wobec Żydów, słyszało strzały, czuło słodkawy zapach palonych zwłok. To doświadczenie mimowolnego świadka Holocaustu miało olbrzymie skutki o charakterze negatywnym. To był syndrom posttraumatyczny.

Sprawa do dzisiaj niewyjaśniona

  - Tego, co się wydarzyło w Rzeszowie, nie należy określać jako pogrom. To były rozruchy antyżydowskie, ale na szczęście nieporównywalne z późniejszymi wydarzeniami w Krakowie czy Kielcach, gdzie doszło do mordów - tłumaczy prof. Wacław Wierzbieniec. Zresztą nawet  Jan Gross w swym ''Strachu'' rozdział poświęcony wydarzeniom rzeszowskim zatytułował ''Pogrom, którego nie było''. Sprawa zabójstwa 9-letniej dziewczynki, do dzisiaj nie została wyjaśniona. Jedynym aresztowanym pod zarzutem udziału w mordzie był Jonas Ladesman, jedyny Żyd z kamienicy przy Tannenbauma, który nie wyjechał natychmiast z miasta. W więzieniu na rzeszowskim Zamku spędził trzy miesiące. Niczego mu nie udowodniono. Sprawę odłożono ad acta. O tragedii przypomina już tylko grób Bronisławy Mendoń na rzeszowskim cmentarzu Pobitno i nieliczne wspomnienia Żydów. Brak relacji Polaków. Samą sprawę rozruchów wkrótce również umorzono. Nikomu nie przedstawiono żadnych zarzutów?

Szymon Jakubowski

_

Podziel się:

Oceń:


Komentarze (0)

Dodanie komentarza oznacza akceptację regulaminu. Treści wulgarne, obraźliwe, naruszające regulamin będą usuwane.


Pozostałe