Warzyce - podkarpackie Palmiry

  • 05.05.2020, 08:47
Warzyce - podkarpackie Palmiry

Warzyce – podkarpackie Palmiry

PRZEZ  · 

 

Las w podjasielskich Warzycach do dzisiaj wzbudza grozę. W okresie II wojny światowej było to największe na Podkarpaciu i jedno z większych w Polsce miejsc masowych egzekucji dokonywanych przez Niemców. Zamordowano tu około 5 tysięcy osób, także kobiet, dzieci, starców i kalekich. Dla porównania, w znacznie bardziej znanych jako miejsce kaźni podwarszawskich Palmirach ok. 2 tysięcy.

O tragediach jakie miały tu miejsce przed laty przypomina dzisiaj monumentalna brama z mosiężnym napisem: Przechodniu! Powiedz Ojczyźnie, że wierni Jej prawom tu spoczywają. Obok tablica o treści: W latach 1940-44 w lasach warzyckich odbywały się liczne egzekucje dokonywane przez policję i Gestapo z Jasła. Na tym cmentarzu spoczywa około 5000 osób. W 32 mogiłach pochowani są Polacy mieszkańcy powiatów jasielskiego, gorlickiego, krośnieńskiego, brzozowskiego więźniowie obozu pracy przymusowej w Szebniach oraz obywatele polscy narodowości żydowskiej z gett we Frysztaku, Jaśle i Korczynie.

Zamordowani żołnierze „Hubala”

Jedną z pierwszych, jeżeli nie pierwszą, egzekucją przeprowadzaną w lesie warzyckim był mord dokonany 6 lipca 1940 roku. Rozstrzelano tu wtedy grupę więźniów przywiezionych z więzienia w Jaśle, wśród nich część stanowili żołnierze Kampanii Wrześniowej i młodzi ludzie usiłujący przez Węgry przedostać się do Francji. Zazwyczaj podaje się liczbę 87 skazańców, chociaż niektóre publikacje podają nawet 120 osób. Na liście zidentyfikowanych ofiar tej egzekucji znajduje się jedynie 37 nazwisk.

Wśród zamordowanych tego dnia było m.in. dwóch byłych żołnierzy z oddziału partyzanckiego mjr. Henryka Dobrzańskiego „Hubala” (notabene urodzonego w Jaśle): szeregowy Stanisław Rychter i plutonowy Stefan Pękala. Obydwaj byli w grupie, która miała przejść do konspiracji po częściowej demobilizacji oddziału 13 marca 1940 roku. Decyzją władz podziemnych sześciu żołnierzy ukrywających się w Tomaszowie Mazowieckim dostało polecenie przedostania się do Francji. W Jaśle cała grupa wpadła w ręce niemieckie. Rychter i Pękala mieli pecha, bo w czasie szczegółowej rewizji znaleziono przy nich podarowane im wcześniej szkaplerzyki z życzeniami szczęśliwego dotarcia do armii Sikorskiego. To zakończyło się dla nich wyrokiem śmierci. Pozostała czwórka, nie zdekonspirowana, uniknęła egzekucji.

Egzekucje

W licznych mniejszych i większych egzekucjach dokonywanych w warzyckim lesie ginęli zarówno Polacy jak i Żydzi, Cyganie, także przedstawiciele innych narodowości. W 1942 roku, po przyjęciu planu „ostatecznego rozwiązania kwestii żydowskiej” Niemcy dokonali, poza mniejszymi,  dwóch wielkich egzekucji. 2 lipca 1942 wymordowano ok. 850 osób przywiezionych tu z Frysztaka. 29 września hitlerowcy urządzili kolejną rzeź, mordując mieszkańców getta w Jaśle, gdzie przez kilka miesięcy przetrzymywano resztki społeczności żydowskiej z regionu.  W tym dniu zgładzony został m.in. Chone Halberstam, rabin z podjasielskich Kołaczyc, niekwestionowany autorytet miejscowej społeczności żydowskiej.

Natężenie hitlerowskich zbrodni w Warzycach i terror skierowany przeciw nasilającemu się oporowi miały miejsce zwłaszcza, gdy coraz bliższe wydawało się wyzwolenie. W 1944 roku Niemcy dokonali tu szeregu dużych egzekucji. 17 kwietnia wymordowano okolicznych mieszkańców podejrzewanych o działalność czy chociażby sprzyjanie ruchowi oporu i pomoc  Żydom, 16 maja oskarżonych o posiadanie broni i pomoc partyzantom, 5 czerwca rozstrzelano aresztowanych pod różnymi pretekstami z okolic Dukli. Przykłady można mnożyć.

W Warzycach zginęło wielu zasłużonych w walce z okupantem. Przypominają o nich tabliczki na mogiłach. Tu zginęli m.in. mjr Jan Ptak ps. Janek, szef ekspozytury wywiadu Komendy Głównej Armii Krajowej i podchorąży Zbigniew Ruciński – „Uparty”, zastępca dowódcy Kedywu „Krosno”. Tu rozstrzelani zostali Władysław Michalski „Orlik”, Józef Kurowski „Klon” i Jan Wilkowski „Jurand” schwytani w czasie powrotu z głośnego wykonania wyroku śmierci na zdrajcy Goryni w Sanoku.

Masakry dzieci i upośledzonych

Wśród tablic na warzyckich mogiłach uwagę zwraca zwłaszcza ta o treści: Tu spoczywają dzieci w wieku przedszkolnym z M. Piastowego najmłodsi Bohaterowie naszej Ojczyzny, które zostały w bestialski pomordowane przez oprawców hitlerowskich głową o drzewo w roku 1943. Część ich pamięci.  To jedna z mniej znanych, do dzisiaj mało zbadanych hitlerowskich zbrodni.

W nielicznych dostępnych źródłach i relacjach na ten temat pojawiają się lakoniczne informacje o mordzie na wychowankach ochronki z Miejsca Piastowego i Iwonicza, z kolei na stronie internetowej Rady Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa przy nazwiskach zidentyfikowanych ofiar są notki o „egzekucji pensjonariuszy zakładu dla umysłowo chorych i niedorozwiniętych z Iwonicza, sierocińca z Miejsca Piastowego i ich opiekunów”. Pojawiają się tu jednak dwie różne daty. Raz jest to 25.02.1943, kiedy indziej 6.12.1943.

Najprawdopodobniej chodzi w tym przypadku o dwie różne egzekucje. Analiza dostępnych materiałów może wskazywać, że 25 lutego 1943 roku dokonano masowego mordu na pacjentach zakładu dla upośledzonych w Iwoniczu, zaś 6 grudnia na wychowankach ochronki/sierocińca z Miejsca Piastowego. I tabliczka na warzyckiej mogile dotyczy tej drugiej zbrodni.

W filmie dokumentalnym „Jasło oskarża” z 1971 roku pojawia się relacja jednego z członków miejscowego ruchu oporu, uczestniczącego w potajemnych ekshumacjach ofiar, z której wynika, że w czasie egzekucji zamordowano 80 dzieci z Miejsca Piastowego, Część z nich dla zaoszczędzenia amunicji uśmiercano rozbijając główki o pnie drzew. Na końcu oprawcy zaś zamordowali strzałem w tył głowy ich opiekunkę. Jej głowa była skrępowana długim – bordowym, jak zapamiętał uczestnik ekshumacji – szalem, co mogło świadczyć o stawianym przed śmiercią oporze. Według innej z relacji w czasie egzekucji pensjonariuszy placówek z Iwonicza i Miejsca Piastowego zginęło 50 osób.

Relacje

Mimo, że każdorazowo teren egzekucji był pilnie strzeżony przez Niemców, zachowały się stosunkowo liczne relacje świadków masowych mordów. Jeszcze w czasie okupacji potajemną obserwację lasu warzyckiego, a nawet ekshumacje ofiar prowadzili członkowie miejscowych struktur Związku Walki Zbrojnej/Armii Krajowej. Zachowały się także wspomnienia osób, które zmuszano do asystowania w egzekucjach i grzebania zabitych. Przytaczamy dwie z nich za „Forum z krajów okupowanych 1939-45” (www.adamaptowic.com).

Mieczysław Chabański, Frysztak:

 Dnia 2 lipca 1942 roku zapowiedziana była zbiórka wszystkich Żydów zamieszkałych w miasteczku Frysztak. […] Cały ten transport skierowano do lasu, odległego o 8 km. od Frysztaku (między Frysztakiem a Jasłem), tzw. lasy warzyckie. Tam kazano rozebrać się wszystkim do naga, stanąć nad przygotowanymi grobami (trzy groby) i z karabinu maszynowego wszystkich powystrzelano.

Jan Rączka, okolice Krosna:

– Po dojeździe do Warzyc, skręciliśmy w kierunku Sieklówki w stronę lasu a następnie już drogą polną wjechaliśmy w głąb lasu, a następnie zatrzymaliśmy się nieopodal dużej polany, gdzie nakazano nam kopanie wytyczonego dużego grobu.. grób był szeroki na dwa metry, a jego długość dostosowana była do liczby rozstrzeliwanych Żydów. W międzyczasie, kiedy my kopaliśmy grób, Niemcy zwozili ciężarówką na polanę Żydów z Jasła. […] Po paru godzinach polanka została zapełniona Żydami […] zaś my kończyliśmy kopanie grobu, który był ustalony na kilkaset osób. […] Po zakończeniu egzekucji przystępowaliśmy do zasypywania rozstrzelanych. […] Po pewnym czasie ponownie zawieziono nas do lasu w Warzycach, gdzie wykopaliśmy już drugi grób dla pozostałych jeszcze Żydów w Jaśle i okolicy. Tam też, przy jednym transporcie, wraz z Żydami przywieziono rodzinę polską, u której ukrywali się Żydzi. Rozstrzelano ich razem z Żydami.

Cudem ocaleni

Przy tak ogromnej skali egzekucji do jakich dochodziło w Warzycach zdarzały się przypadki prób ucieczek czy też cudownych ocaleń. Pobieżna kwerenda dostępnych źródeł wykazuje kilka takich zdarzeń związanych z pierwszym mordem. Dwie osoby zdołały najprawdopodobniej zbiec w czasie transportu, kolejne dwie przeżyły samą egzekucję.

W grupie więźniów jasielskiego więzienia wiezionych na pierwszą egzekucję 6 lipca 1940 roku był lekarz z Częstochowy, podporucznik Stefan Kwietniak. Jak wielu innych współtowarzyszy niedoli, został aresztowany za próbę nielegalnego przekroczenia granicy węgierskiej i osadzony w areszcie w Jaśle. Wyrokiem sądu doraźnego tutejszego komisariatu niemieckiej policji granicznej skazano go na śmierć.  Kwietniak wpadł czy też sam wskoczył do wykopanego rowu ułamek sekundy przed oddaniem przez pluton egzekucyjny śmiertelnej salwy. Uniknął postrzału, stracił natomiast przytomność. Po odzyskaniu świadomości i odjeździe oprawców wydostał się z płytkiej mogiły, spod trupów kolegów. Co ciekawe jego nazwisko występuje w wielu spisach rozstrzelanych (także na oficjalnej liście warzyckiego cmentarza pod zniekształconym nazwiskiem Kwietnik). Prawdopodobnie znalazło się tam na podstawie zachowanych niemieckich dokumentów, m.in. pisma komendanta krakowskiego Sipo i SD do swego odpowiednika w dystrykcie radomskim, czy też hitlerowskich akt sądowych. Niestety Stefan Kwietniak nie dożył końca wojny. 1 lutego 1942 uczestniczył w naradzie dowództwa jednego z oddziałów AK w Warszawie, gdzie doszło do najścia Gestapo. Zginął, stawiając opór wraz z kilkoma innymi oficerami podziemia.

O drugim przypadku ocalenia dowiadujemy się z dokumentalnego filmu „Jasło oskarża” emitowanego w 1971 roku w obydwu programach Telewizji Polskiej. Jest tam wypowiedź Tadeusza Sochy z podjasielskiej Mrukowej, który również miał być rozstrzelany w czasie pierwszej egzekucji 6 lipca 1940 roku. Tuż przed oddaniem strzałów zdołał się wyrwać oprawcom i uciec w las. Przeżył mimo gęstego ostrzału, odniesienia rany i długiego pościgu. Po wojnie był ważnym świadkiem w śledztwach dotyczących niemieckich zbrodni wojennych na Podkarpaciu.

Po wojnie

Wśród spoczywających na warzyckim cmentarzu dwie osoby to zabici już po zakończeniu działań wojennych. Na jednym z nagrobków są nazwiska plutonowego Zbigniewa Kochanowskiego i Wacława Romanowskiego z datą śmierci 25.09.1945. To żołnierze 19 batalionu saperów polegli w czasie rozminowania okolic. W całym powiecie jasielskim zginęło od lipca do września 1945 10 saperów tej jednostki. Chowano ich nieopodal miejsc śmierci.

Pod koniec okupacji hitlerowcy rozpoczęli zacieranie śladów swej zbrodniczej działalności. Zwłoki posypywano wapnem, teren niwelowano, co później utrudniało identyfikację pomordowanych. Z ok. 5 tysięcy spoczywających w warzyckim lesie ofiar zidentyfikowano zaledwie 316. W zasadzie 313, jeżeli odliczymy dwóch poległych już po wojnie saperów oraz Ryszarda Kwietnia, który zdołał wydostać się z mogiły, a mimo to figuruje na liście zamordowanych.

Prace Głównej Komisji Badania Zbrodni Hitlerowskich na tym terenie trwały od 1945 roku przez 15 lat. W 1960 cmentarz zajmujący 0,7 hektara ogrodzono, później wybudowano bramę i pomnik. Zwłoki pochowano w 32 ponumerowanych mogiłach każda z nich ma formę wypełnionego ziemią betonowego obramowania z ozdobnymi kulami. W centrum nekropolii znajduje się niewielki ołtarz polowy z metalowym krzyżem. Do 1996 roku cmentarz znajdował się pod opieką Rafinerii Jasło, później obowiązki te przejęła gmina.

Szymon Jakubowski

_

Podziel się:

Oceń:


Komentarze (0)

Dodanie komentarza oznacza akceptację regulaminu. Treści wulgarne, obraźliwe, naruszające regulamin będą usuwane.


Pozostałe