Powrót zdrojowiska w Latoszynie

  • 16.08.2022, 09:50
Powrót zdrojowiska w Latoszynie Latoszyn w latach 30. XX wieku

Uzdrowisko w poddębickim Latoszynie znane było już w połowie XIX wieku. W okresie międzywojennym przyciągało kuracjuszy nawet z odleglejszych części Polski. Nie oszczędzały go niestety klęski żywiołowe i II wojna światowa. Po dziesięcioleciach ma szansę na powrót do czasów świetności.

Latoszyn to licząca dzisiaj około 1500 mieszkańców wieś koło Dębicy z bogatą historią sięgającą zapewne przełomu XII i XIII wieku. Pierwszym jej właścicielem miał być wojewoda krakowski Teodor Gryfita, jeden z najbardziej wpływowych możnowładców w Małopolsce, zmarły w 1237 roku. Wydawany w latach 1880-1902 „Słownik geograficzny Królestwa Polskiego i innych krajów słowiańskich” podaje dodatkowe fakty z najstarszej historii Latoszyna:

- W 1287 r. Leszko ks. krakow. nadaje Milesowi Cedronowi, synowi komesa Świętosława dziedzictwo „Latosin” z bobrami i prawem do polowania. W r. 1536 Jakób Latoszyński płaci tu od 24 kmieci, 3 karczem. Suma czynszu 15 grz. Przewóz na Wisłoce 30 gr., 7 zagr., dwa młyny, dwór, folwark.

Z tej poddębickiej wioski pochodził m.in. zmarły w 1492 roku Jan z Latoszyna (czasem zwany Janem z Dębicy) herbu Gryf, wybitny XV-wieczny prawnik i dyplomata, sześciokrotny rektor Akademii Krakowskiej, blisko związany z dworem Jagiellonów.

„Źródła na niemoce”

Właściwości tutejszych, siarczynowych wód wypływających u podnóża wzniesienia Palana Gera -  według miejscowych legend prasłowiańskiego ośrodka kultu, były znane już w dawnych wiekach. Wspominał o nich chociażby XVI-wieczny poeta Henryk Leciejewski:

- Jest góra Palana Gera, skąd widno i gdzie ucieszno. Tam było kościelisko i dawno i długo. Anieli je rozbierali, a diabły budowali. Były tam źródła na niemoce.

O wsi i jej walorach pisał też wybitny geograf i heraldyk hrabia Ewaryst Andrzej Kuropatnicki w wydanej w Przemyślu w 1786 roku  „Geografii królestw Galicyi i Lodomeryi” - pierwszym przewodniku po terenach włączonych ledwie czternaście lat wcześniej do monarchii habsburskiej w wyniku I rozbioru Polski:

- Latoszyn. Wieś domu Morskich; wybornemi mineralnemi wodami sławna, żadnego jednak nie masz koło nich rozrządzenia, luboć przy drodze murowanej od Wiednia do Lwowa.

O wykorzystaniu tych, cytując Leciejewskiego, źródeł na niemoce, na szerszą skalę i ich rozpropagowaniu pomyśleli w XIX wieku właściciele wsi - Morscy, za których czasów stworzono tu pierwsze urządzenia uzdrowiskowe i wykonano badania chemiczne leczniczych wód.

Pierwsze obiekty uzdrowiskowe powstawać tu zaczęły zapewne około roku 1850 z inicjatywy dziedziczki wsi Wandy  Bobrownickiej z domu Morska. W tymże roku miano uporządkować zdrojowisko, ocembrować studnię i zbudować dom przeznaczony na „traktyernię” (restaurację o niższym standardzie), później na szkołę ludową. Być może stworzenie uzdrowiska było jakimś pomysłem na ratowanie tutejszego majątku. Świeża była bowiem jeszcze pamięć wydarzeń roku 1846, gdy w czasie tzw. rzezi galicyjskiej chłopi ograbili zniszczyli miejscowy dwór zabijając przy tym dziedzica Aleksego Morskiego i jego ojca.

29 lipca 1853 roku wyniki pierwszych badań latoszyńskiej wody ogłosił drukiem wybitny profesor chemii z Pragi Karel Balling (twórca m.in. cukromierza), miesiąc później w języku polskim podobne wyniki opublikował tarnowski aptekarz J. Reid. Wyniki ich badań nieco się różniły. Z opracowania Ballinga wynikało, że  1 funt wody zawiera 11.836 granów siarkanu wapna, 1.219 dwuwęglanu wapna, 3.093 siarkanu sodowego i 13.423 chlorku sodu. U Reida te wartości były wyższe. Różnice zapewne wynikały z faktu, iż czeski profesor swoją analizę oparł na przesłanych mu do Pragi próbkach wód, zaś Reid robił badania na miejscu.

10 lat później po raz pierwszy latoszyński zdrój został obszernie przedstawiony przez znawcę tematyki uzdrowiskowej, dr Michała Zieleniewskiego w warszawskim „Tygodniku Lekarskim” z kwietnia 1863 roku. W artykule znajdujemy taki opis (pisownia oryginalna):

- Źródło lecznicze z nakryciem na 6ciu słupach wspartem, ujęte w murowane ocembrowanie murowane, 4 łokcie głębokie. Leży ono na spadzistości góry lesistej, w dolinie silnie zagłębionej, w odległości zaledwie 800 sążni od bitego gościńca (z Dembicy do Pilzna) dostarczając nie obficie wody do zbiornika, poniżej samego źródła będącego, drzewem wyłożonego, długości 8 stóp, szerokości 4 stopy, a głębokości 6 stóp mającego; zkąd wodę tutejszą pompują do dwóch kadzi łaziebnych na kilkadziesiąt łokci opodal i powyżej źródła stojących, zanim taż sama woda nie dojdzie do kotła, którego objętość 12-16 kąpiel na raz jedną wodą ogrzaną zaopatruje.

Głównym obiektem uzdrowiska był parterowy budynek, zwrócony ku północy, w którym znajdowało się 6 pokoi gościnnych oraz 6 z łazienkami (w  trzech po dwie wanny) i kuchnia. Za nim ulokowano urządzenie ogrzewające wodę. Zieleniewski określał wyposażenie pokoi jako skromne a raczej nędzne, wskazując jednocześnie na niską cen wynajmu. Pojedynczy pokój kosztował 6 florenów austro-węgierskich, podwójny dwa razy tyle, kąpiel 20-35 krajcarów. Były to ceny jak na owe czasy bardzo przystępne.

W uzdrowisku znajdował się, wybudowany w 1859 roku i do 1863 roku jeszcze nie w pełni ukończony, murowany budynek restauracji z pokojem wstępnym, kuchnią i obszerną bawialnią. W pobliżu były też budynki gospodarczo-administracyjne: leśniczówka (w której urzędował zarządca zakładu zdrojowego), magazyny i wozownie, altanka murowana, suszarnia na nasiona leśne, cegielnia, szkółka ludowa i parę innych pomniejszych obiektów.

Zieleniewski w swym opracowaniu wskazywał na szereg zalet latoszyńskiego uzdrowiska:

- Przedewszystkiem miła tutejsza sielska okolica, której bardzo umiarkowana wyniosłość, mimo zasłonięcia od południa lasem szpilkowym, użycza tutejszemu zakładowi od najpierwszego blasku jutrzenki aż do ostatnich promieni zachodzącego słońca, jego ożywczego światła i cienia. Tutaj pora kąpielna o 2 do 3 tygodni wcześniej aniżeli w innych karpackich zdrojowiskach rozpocząć się i dłużej o 2 do 3 tygodni trwać może; tu ciepłoty wyższej i klimatu o wiele łagodniejszego aniżeli w tamtych spodziewać się można.

W tamtych czasach ogromną zaletą uzdrowiska była też łatwość dojazdu i bliskość raczkującej dopiero kolei. Wówczas jeszcze tylko do zdrojowiska w Krzeszowicach można było dotrzeć pociągiem. Istotna była też bliskość Dębicy - wówczas ważnego w okolicy miasteczka handlowego z którego do Latoszyna prowadził murowany gościniec. Według późniejszych relacji jednorazowo w sezonie przebywało w uzdrowisku około 50 kuracjuszy, zaś w sezonie liczono około 2 tysięcy  kąpieli. Wiele osób przyjeżdżało tu z pobliskich okolic, tylko na jeden dzień, nie korzystając z noclegu.

Wydawać się mogło, że latoszyńskie uzdrowisko ma przed sobą okres prosperity.  Niestety wszelkie plany jego rozwoju przerwało nieszczęście. Jakiś czas po opublikowaniu tekstu w „Tygodniku Lekarskim” okolice nawiedził silny huragan. Prawdopodobnie w wyniku uderzenia piorunem doszło do pożaru i obiekty doszczętnie spłonęły. Nie wiemy dokładnie kiedy to nastąpiło, ale zapewne tego momentu należy szukać między najwcześniej 1863 rokiem, najpóźniej początkiem lat 90. XX wieku. Jeszcze co prawda  w 1891 roku znany geolog Władysław Szajnocha wspominał o Latoszynie w rozprawie „Źródła mineralne w Galicji”, zaliczając wieś do miejscowości z solankami podkarpackimi, ale raczej nie prowadzono tu już działalności uzdrowiskowej.

Dawne uzdrowisko w kolejnych latach popadało w zapomnienie. W 1903 roku w „Atlasie Geologicznym Galicji” Wilhelm Friedberg podawał, że w Latoszynie znalazł w miejscu dawnej studni zamulone źródełko, z którego czuć było wyraźnie siarkowodór. Jeszcze w pierwszej dekadzie XX wieku można było ponoć znaleźć tu pozostałości dawnych zabudowań uzdrowiskowych, które z czasem zniknęły.

Dwa zakłady

Kolejną szansę na rozwój jako wsi uzdrowiskowej Latoszyn miał w okresie międzywojennym. W 1925 roku (według innych źródeł w 1922) mały zakładzik zdrojowy został uruchomiony przez miejscowego gospodarza Stanisława Gawlika na jego posesji. Analizy źródeł mineralnych w Latoszynie  dokonał wówczas Zakład Chemii Fizycznej i Elektrochemii Uniwersytetu Jagiellońskiego w Krakowie. Rok później orzeczenie w tej sprawie wydał Zakład Higieny Uniwersytetu Warszawskiego, zaś w 1933 roku kolejne badania przeprowadzono w Państwowej Fabryce Związków Azotowych w Mościcach koło Tarnowa.

 W międzyczasie nieopodal gospodarstwa Gawlików, zaczął powstawać drugi zakład zdrojowy tworzony w 1932 roku z inicjatywy inżyniera Wacława Krawczyka.  Do dyspozycji kuracjuszy były tu dwa domy mieszkalne, w których można było wynająć pokój w cenie od 0,50 do 1,50 złotych za dobę. Można było też wynająć pokój w innych pensjonatach lub we wsi, gdzie miesięczny najem kosztował ok. 15 złotych.  Sezon trwał tu od 15 maja do 1 października, kąpiel mineralna (siarczana) kosztowała 1,50 złotych, borowinowa 3,50 zł. Zakład oferował też całodzienne wyżywienie (śniadanie, obiad, podwieczorek i kolacja) w cenie 2,50-3,50 zł dziennie. Posiłki przygotowywane były w dwóch kuchniach: zwykłej-restauracyjnej i rytualnej (koszernej) dla kuracjuszy wyznania mojżeszowego.

Czterotygodniowy turnus wiązał się z wydatkiem 100-120 złotych. W porównaniu z innymi uzdrowiskami nie była to cena wygórowana, chociaż pamiętać należy, że tyle mniej więcej  wynosiła w tym czasie niższa pensja nauczycielska. Do dyspozycji gości była m.in. biblioteka i radio. Do Latoszyna dojeżdżały autobusy z Dębicy, Tarnowa, Pilzna, Ropczyc i Wielopola.

Tygodnik „Echo z nad Wisłoki” w jednym z wydań z maja 1932 roku pisał:

- Około 4 km od Dębicy leży wioska Latoszyn w uroczej okolicy górskiej, pokryty zielenią lasów, pól i łąk. Piękność i zdrowotność okolicy potęguje nadto płynąca u stóp wgórza rzeka Wisłoka tocząca swe fale hen z Karpat.

W kolejnych numerach czasopismo powracało do tematu, chociaż wyraźnie - zapewne z powodów reklamowych i finansowych - skupiało się przede wszystkim na promocji zakładu Krawczyka, otwieranego - etapami - w maju i czerwcu 1932 roku, lekceważąc czy nawet wręcz dyskredytując obiekt Gawlików.

Z przeprowadzonych wówczas badań i analiz jasno wynikało, że latoszyńskie źródła mineralne posiadają właściwości lecznicze w różnych schorzeniach, tak chronicznych , jak zwykłych. Kąpiele w Latoszynie były więc zalecane m.in. przy chorobach stawów i kości (reumatyzm, gruźlicze zapalenie stawów, gruźlica kości, obrzęki i zgrubienia po złamaniach), nerwów (chociażby rwa kulszowa, nerwobóle, porażenia i niedowłady), skórnych (pryszczyca, łuszczyca, grzybice, swędzenie skóry itd.), kobiecych, dziecięcych (np. krzywica i zołzy)  i wewnętrznych (artretyzm, otyłość, choroby wątroby).

Po wybuchu II wojny światowej przestały funkcjonować łazienki Krawczyka, nadal jednak działał zakład Zofii (wdowy po zmarłym wcześniej Stanisławie) Gawlik, która w listopadzie 1939 roku otrzymała zezwolenie niemieckich władz na prowadzenie handlu. Tamten zakład pamięta jeszcze wnuczka Zofii i Stanisława, Maria Pisarczyk (rocznik 1931), która wspomina:

- Były tu trzy łazienki, w tym jedna borowinowa. Gdy przychodziła niedziela całą rodziną szliśmy się tam kąpać. Barak był drewniany, podłużny, , czynne było w lecie. Przyjeżdżało dużo ludzi, nie tylko z Dębicy, ale i z odległych części Polski. Ludzie mieszkali po okolicznych domach. Kąpiele cieszyły się dużą popularnością, niektórzy mówili, że przyjeżdżali na czworakach, a wyjeżdżali zdrowi. Pamiętam, że już długo po wojnie, gdy pojechałam na Śląsk ktoś z tamtejszych sobie przypomniał, że bywał w Latoszynie.

Kres istnienia zakładu nastąpił w lecie 1944, gdy Latoszyn znalazł się na linii frontu, który zatrzymał się w tym miejscu na prawie pół roku. Po jednej stronie drogi byli Niemcy, po drugiej Rosjanie. Miejscowi zostali wysiedleni, zabudowania zrujnowane.

Po wojnie

Gdy w styczniu 1945 roku front przesunął się na zachód i Niemcy wycofali się z tych terenów Władysław Gawlik (syn Stanisława i Zofii) rozpoczął intensywne starania o zdobycie środków na odtworzenie uzdrowiska. I wydawało się, że wszystko jest na dobrej drodze, gdyż nowe władze, przynajmniej na papierze oficjalnie wyrażały chęć pomocy. Na jednym z wniosków o udzielenie subwencji znalazły się słowa poparcia udzielane m.in. przez starostwo powiatowe w Dębicy, lekarza powiatowego, dębickie władze miejskie,   Miejską Radę Narodową, miejscowe komitety Polskiej Partii Socjalistycznej i Polskiej Partii Robotniczej, Związek Samopomocy Chłopskiej, Powiatową Radę Związków Zawodowych, Powiatowy Zarząd Drogowy, nawet… Powiatową Komendę Milicji Obywatelskiej.

W liście do Ministerstwa Leśnictwa z 31 sierpnia 1945 roku Władysław Gawlik starając się o przydzielenie mu położonych po sąsiedzku 7 hektarów lasu i dwóch zniszczonych budynków należących przed wojną do rodziny Raczyńskich, pisał:

-  Zakład leczniczo-kąpielowy jest pierwszorzędnego znaczenia dla ratowania zdrowia tamtejszej ludności okolicznych miast i wsi, cierpiących na choroby jak reumatyzm, artretyzm, ischias i wszelkie nerwobóle, przeto odbudowa zakładu leczniczo-kąpielowego w Latoszynie jest pierwszorzędnym znaczenia dla powiatu dębickiego. Las oddawałby duże usługi dla kuracjuszy, gdyż można by tam urządzić ścieżki spacerowe, ławki itp. co w dużym stopniu wpłynęłoby na stan psychiczny chorych.

Sprawa, mimo formalnego poparcia władz, odwlekała się. W jednym z kolejnych pism, z marca 1947 Władysław Gawlik przedstawiając zalety zniszczonego uzdrowiska pisał do „oficjalnych czynników”:

Ze względu na doniosłe znaczenie odbudowy zupełnie zniszczonego podczas działań wojennych w r. 1944 Zakładu Kąpielowego siarczano-solankowego i borowinowego w Latoszynie, położonego przy trasie  Przemyśl-Kraków a odległego 4 klm od stacji kolejowej w Dębicy proszę uprzejmie o podanie projektu odbudowy, względnie projektu udzielenia pomocy finansowej, celem odbudowania wspomnianego Zakładu Zdrojowego w Latoszynie. Zakład Leczniczo-Kąpielowy w Latoszynie znany jest z dawien dawna ze swych znakomitych właściwości leczniczych, o czym może zaświadczyć bardzo wielu wyleczonych.

Kolejne pisma szły w tym okresie do ministerstwa zdrowia, ministerstwa pracy i polityki społecznej. Dołączane były kolejne dokumenty, kosztorysy, prośby o wsparcie. Bezskutecznie. Sprawa odtworzenia uzdrowiska powróciła w latach 60. XX wieku. W tamtych czasach niechętnie patrzono na prywatną inicjatywę i oddanie sprawy w ręce lokalnych gospodarzy, jak przed wojną, nie wchodziło raczej w grę. Bardziej upatrywano szansy w odbudowie uzdrowiska przy wsparciu lokalnych, państwowych czy też uspołecznionych przedsiębiorstw, bo też i „klasa pracująca” miała głównie z niego korzystać. W jednej z lokalnych gazet z września 1964 roku czytamy:

- Dziś, gdy sprawa niewykorzystanego uzdrowiska zaczyna „dojrzewać” na nowo – Prezydium Pow. Rady Narodowej zwróciło się niedawno do zakładów kluczowych z apelem o partycypowanie w uruchomieniu zakładu uzdrowiskowego w Latoszynie dla potrzeb dębickiego świata pracy. Najpierw odpowiedzieli na apel pracownicy Zakładu Jajczarsko-Drobiarskiego w Dębicy, uchwalając na konferencji samorządu robotniczego w br. Przyznać na ten cel 200 tys. zł. Drugim zakładem, który przewidział w planie na 1965 rok sumę 300 tys. zł. Jest Dębicka Fabryka Farb i Lakierów. Obecnie władze administracyjne czekają na deklaracje z pozostałych zakładów przemysłowych.

Deklarowane przez „zakłady kluczowe” kwoty nie były oszałamiające jak na skalę planowanego przedsięwzięcia. Przeciętna płaca  w tym okresie oscylowała wokół 2 tysięcy złotych. Ostatecznie z planów nic nie wyszło.

Reaktywacja

Kolejne pomysły odtworzenia uzdrowiska pojawiły się już w III Rzeczypospolitej. Jednym z głównych promotorów pomysłu był naczelnik, później wójt gminy Dębica Stanisław Rokosz. Wiele lat trwało pukanie do drzwi decydentów, szukanie wsparcia u parlamentarzystów. Wójt wspomina, że w sprawę Latoszyna bardzo mocno zaangażowali się m.in. wicemarszałek Sejmu z lat 1997-2001 Stanisław Zając, wybitny lekarz i minister zdrowia Zbigniew Religa oraz dawny szef „Igloopolu”, wiceminister rolnictwa w czasach PRL, później poseł i burmistrz Dębicy Edward Brzostowski. Działania były i są dalej wspierane przez Stowarzyszenie Gmin Uzdrowiskowych RP na czele z burmistrzem Muszyny Janem Golbą. Wreszcie się udało.

.Oficjalne otwarcie reaktywowanego uzdrowiska Latoszyn-Zdrój nastąpiło 25 lipca 2018 roku. Najpierw zbudowano zakład przyrodoleczniczy, gdzie kurowali się pacjenci z dolegliwościami narządów ruchu. Dzisiaj funkcjonuje tu cały kompleks z gabinetami lekarskimi, basenem, parkiem zdrojowym, tężnią, pijalnią wód. Na zlecenie uzdrowiskowej spółki produkowane są kosmetyki na bazie latoszyńskiej wody. Zakład stara się teraz o oficjalny status uzdrowiska.

Wójt Rokosz liczy, że odbudowane tak ogromnym nakładem sił i środków zdrojowisko zdobywać będzie uznanie pacjentów z całej Polski. I dodaje:

- Warunki są idealne do funkcjonowania takiego ośrodka: źródła z leczniczą wodą, piękne tereny, doskonała komunikacja. Wierzę, że uzdrowisko będzie się rozwijać i jak dawniej, przyciągać kuracjuszy z najodleglejszych zakątków kraju.

Szymon Jakubowski

Fot. arch.  

 

_

Podziel się:

Oceń:


Komentarze (0)

Dodanie komentarza oznacza akceptację regulaminu. Treści wulgarne, obraźliwe, naruszające regulamin będą usuwane.


Pozostałe