<rss version="2.0" xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom" xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/" xmlns:media="http://search.yahoo.com/mrss/">
    <channel>
        <atom:link href="https://www.podkarpackahistoria.pl/rss/articles/pl" rel="self" type="application/rss+xml" />
        <title><![CDATA[ Najnowsze artykuły - Podkarpacka Historia ]]></title>
        <link>https://www.podkarpackahistoria.pl/artykuly</link>
        <description><![CDATA[Czytaj najnowsze artykuły w naszym portalu.]]></description>
        <language>pl</language>
        <copyright><![CDATA[Podkarpacka Historia]]></copyright>
        <lastBuildDate>Sat, 11 Jul 2026 09:48:00 +0200</lastBuildDate><item>
            <title><![CDATA[Przeżyłam rzeź wołyńską. Historia Zofii Kowalczyk.]]></title>
            <link>https://www.podkarpackahistoria.pl/artykul/1829,przezylam-rzez-wolynska-historia-zofii-kowalczyk</link>
            <guid>https://www.podkarpackahistoria.pl/artykul/1829,przezylam-rzez-wolynska-historia-zofii-kowalczyk</guid>
            <pubDate>Sat, 11 Jul 2026 09:48:00 +0200</pubDate><media:content url="https://static2.podkarpackahistoria.pl/data/articles/xga-4x3-przezylam-rzez-wolynska-historia-zofii-kowalczyk-1783757281.jpg" type="image/jpeg" medium="image" /><description>– Będą was riezat. Ratujcie się, uciekajcie - słowa Wasyla, młodego chłopaka z sąsiedztwa brzmiały złowrogo. Nie było czasu na zastanawianie się. Cała rodzina Kowalczyków schowała się we wcześniej przygotowanej kryjówce w stodole. Wokół płonęły chałupy, w potwornych mękach ginęli sąsiedzi, którym nie udało się w porę uciec lub ukryć. Niemal na oczach czternastoletniej wówczas pani Zofii dokonywała się rzeź wołyńska.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p style="text-align:justify;">Z Zofią Kowalczyk miałem okazję rozmawiać w pierwszej dekadzie XXI wieku wielokrotnie. Mieszkała w kamienicy w centrum Rzeszowa, przez pewien czas byliśmy sąsiadami. Zmarła w 2020 roku w wieku 91 lat. Pozostały jednak wspomnienia wielogodzinnych pogaduszek, zapisy wspomnień pani Zofii.</p><p style="text-align:justify;">Zofia Kowalczyk podkreślała, że jej serce i pamięć pozostały w maleńkiej kolonii Świętocin na Wołyniu. Tam urodziła się, spędzała szczęśliwe, beztroskie dzieciństwo. Stamtąd też latem 1943 roku musiała wraz z rodziną uciekać przed oddziałami Ukraińskiej Powstańczej Armii, rugującymi Polaków z ich gospodarstw na dawnych kresach II Rzeczypospolitej.</p><h2 style="text-align:justify;"><strong>Żyło nam się tak dobrze…</strong></h2><p style="text-align:justify;">Pani Zofia z sentymentem wspominała swoje dzieciństwo. Jej tato - Karol - był wojskowym. Mieli czterohektarowe gospodarstwo, świnie, krowy. Ojciec z wojska wyniósł zamiłowanie do koni, które hodował na zawody jeździeckie. W okolicy mieszkała liczna rodzina gospodarująca na swoim. Każdy wzajemnie sobie pomagał. Wspólnie obchodziło się święta, maszerowało do oddalonych o kilkanaście kilometrów kościoła i cerkwi.&nbsp;</p><blockquote><p style="text-align:justify;">- Żyło nam się bardzo dobrze. Niczego nie brakowało, ani jedzenia, ani miłości w domu. Żyło się spokojnie - wspominała Zofia Kowalczyk. Młodzi posługiwali się językiem polskim, w przeciwieństwie do starszych, którzy na co dzień używali ukraińskiego. W okolicy żyło też kilku Żydów, jeden miał sklep, inny woził naftę i cukierki. Wszyscy zginęli z rąk Ukraińców jeszcze przed rozpoczęciem rzezi na Polakach.&nbsp;</p></blockquote><p style="text-align:justify;">Niemal sielską atmosferę tamtego czasu przerwał wybuch II wojny światowej, Najpierw Wołyń znalazł się pod okupacją radziecką. Rodzina pani Zofii jakimś cudem uniknęła deportacji na wschód. Paradoksalnie być może przez losem tysięcy innych zesłańców ocaliło ich wkroczenie latem 1941 roku wojsk hitlerowskich.&nbsp;</p><p style="text-align:justify;">Pani Zofia wspominała, że obecności Niemców w okolicy w ogóle się nie odczuwało. Garnizony stały jedynie w miastach, we Włodzimierzu, Kowlu, Maciejowie. W teren praktycznie się nie zapuszczali. We wsiach rządzili Ukraińcy, którzy po wkroczeniu hitlerowców przejęli faktyczną władzę administracyjną na tych terenach. Groza wojny jednak jeszcze jakby omijała okolicę. Najbardziej widocznym znakiem zawieruchy był los miejscowych Żydów, masakrowanych już od chwili wejścia Niemców. Pani Zofia wspominała w rozmowie ze mną, że długo po wojnie miała przed oczami widok ciał dwóch pięknych, młodych Żydówek. Podobno pochodziły z Warszawy, tu zdaje się szukały schronienia. Gdy je rozpoznano, najpierw zgwałcono, potem bestialsko zabito.</p><p style="text-align:justify;">Dramat zaczął się w 1943 roku, gdy dowództwo Ukraińskiej Powstańczej Armii i ich polityczne ramię - Organizacja Ukraińskich Nacjonalistów - podjęły decyzję o zmuszeniu ludności polskiej do opuszczenia terytoriów mających w przyszłości wejść w skład samostijnej Ukrainy. W praktyce – jak miało się wkrótce okazać - nie chodziło tylko o wypędzenie z domostw, ale fizyczną eksterminację.</p><p style="text-align:justify;">Jednym z najbliższych sąsiadów był Ukrainiec o nazwisku Kasian.&nbsp;</p><blockquote><p style="text-align:justify;">- Wspaniały człowiek. Bardzo nam zawsze pomagał, podobnie jak i inni sąsiedzi - wspominała pani Zofia. To jemu i jego synowi rodzina zawdzięczała życie. W pamięci utkwił kobiecie ten tragiczny, letni dzień - niedzieaę. Wszyscy siedzieli w domu. Jedna z sąsiadek Ukrainka nazywana Musorką poszła do oddalonego sklepu po zakupy.&nbsp;</p></blockquote><p style="text-align:justify;">- W pewnej chwili wpada do domu i mówi "wasza Leonka nie żyje". Mojej mamy siostra. Jej mąż w tym czasie był na robotach w Niemczech. Po jakimś czasie patrzymy, a w drzwiach pojawia się Leonka. Cała zakrwawiona, głowa cała w zakrzepniętej krwi. Jakby ktoś jej kapelusz nałożył - opowiadała pani Zofia. Okazało się, że na drodze trafiła na banderowców, którzy przyszli z innych okolic. Na jej oczach zatłukli widłami jej dzieci: jedno miało 9 miesięcy, drugie trzy latka. Ona ocalała tylko dlatego, że straciła przytomność. Oprawcy myśleli, że nie żyje. Gdy oprzytomniała, przykryła ciała dzieci chustą, oszalała ze strachu i bólu przesiedziała w pobliskich krzakach całą noc, by wreszcie ruszyć do domu siostry. Ojciec pani Zofii podjął decyzję, by uciekać do Maciejowa, najbliższego miasteczka, gdzie stacjonowali Niemcy.&nbsp;</p><blockquote><p style="text-align:justify;">- Doszliśmy do lasu, a tam słychać było strzały. Tatuś powiedział, że teraz nie możemy iść. Poszliśmy do jednego znajomego Ukraińca. Siedzieliśmy u niego do nocy, ale bał się. Mówił, że i nas, i jego zabiją. Poszliśmy w krzaki, gdzie siedzieliśmy wiele godzin, potem znów wróciliśmy do domu – wspominała po latach pani Zofia.&nbsp;</p></blockquote><h2 style="text-align:justify;"><strong>Musicie uciekać&nbsp;</strong></h2><p style="text-align:justify;">Schowali się w stodole, w zamaskowanym pomieszczeniu, gdzie ukrywano też przed rekwizycją świnię. Mama i troje dzieci. Ojciec ukrywał się w innym miejscu ze sztyletem w ręku. Mówił, że jak przyjdą ich mordować, to zdąży jeszcze położyć trupem ze dwóch bandytów. Słyszeli, jak po gospodarstwie chodzili banderowcy. Zabrali psa i kury, rozkradli wszystko, co było w domu, nawet piec był rozebrany.&nbsp;</p><blockquote><p style="text-align:justify;">&nbsp; - Któregoś dnia do naszej kryjówki przyszedł, z narażeniem własnego życia, młody Wasyl od Kasiana i mówi do ojca: Karol, musicie uciekać, bo będą palić stodołę, spłoniecie żywcem. I tato znów powiedział: idziemy do Maciejowa. &nbsp;Wyszliśmy wieczorem, doszliśmy do lasu i całą noc szliśmy. Pod Maciejowem tata wyrzucił nóż, bo bał się, że Niemcy go zabiją, widząc uzbrojonego. W miasteczku przy kościele patrzymy, a tam tyle narodu! Ludzie pouciekali z sąsiednich wsi - mówiła pani Zofia. Tam dostali coś ciepłego do jedzenia. Niemcy i miejscowi Polacy załatwiali prowiant i organizowali transport dla uciekinierów. Załadowano ich na węglarki i przewieziono co Chełma.&nbsp;</p></blockquote><p style="text-align:justify;">&nbsp; - Dopiero za Bugiem poczuliśmy się bezpieczni. Też byli tam Ukraińcy, ale nie było mordów. Później, gdy już przyszli Rosjanie, takich jak my zaczęto wywozić na ziemie odzyskane - wspomina Zofia Kowalczyk. Ją los rzucił ostatecznie do Rzeszowa, gdy wyszła za chłopaka rodem z podrzeszowskiej Połomi.</p><h2 style="text-align:justify;"><strong>Ukrainiec ma twarz Wasyla&nbsp;</strong></h2><p style="text-align:justify;">&nbsp; - Z mojej rodziny mieszkającej na Wołyniu zginęło 26 osób - skrupulatnie wyliczała pani Zofia. Tylko u najbliższej kuzynki matki banderowcy zamordowali oboje dorosłych i czwórkę dzieci. Panią Zofię i jej rodzinę ocaliła ucieczka. Kobieta podkreślała jednak, że nie ma żalu do Ukraińców jako narodu. Mówiła, że ludzi nie powinno się oceniać według przekonań, czy narodowości, ale według czynów. Dla niej Ukrainiec miał twarz młodego Wasyla, chłopaka z sąsiedztwa, który ocalił jej życie. Po ucieczce nie miała nawet okazji mu podziękować. Pochłonęła go wojenna zawierucha, ślad po nim zaginął. Można tylko przypuszczać, że podzielił los tysięcy swych rówieśników, przymusowo wcielonych do sotni UPA lub Armii Czerwonej, spoczywających dziś gdzieś w bezimiennych mogiłach.</p><p style="text-align:justify;">&nbsp;</p> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[Wydarzyło się 11 lipca]]></title>
            <link>https://www.podkarpackahistoria.pl/artykul/333,wydarzylo-sie-11-lipca</link>
            <guid>https://www.podkarpackahistoria.pl/artykul/333,wydarzylo-sie-11-lipca</guid>
            <pubDate>Sat, 11 Jul 2026 00:03:00 +0200</pubDate><media:content url="https://static2.podkarpackahistoria.pl/data/articles/xga-4x3-wydarzylo-sie-11-lipca-1752172137.jpg" type="image/jpeg" medium="image" /><description>11.07.1657 – Pod Magierowem wojska polsko-tatarskie dowodzone przez Stefana Czarnieckiego rozgromiły armię księcia Siedmiogrodu Jerzego II Rakoczego podczas kampanii kończącej potop szwedzki.11.07.184</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p><strong>11.07.1657</strong> – Pod Magierowem wojska polsko-tatarskie dowodzone przez Stefana Czarnieckiego rozgromiły armię księcia Siedmiogrodu Jerzego II Rakoczego podczas kampanii kończącej potop szwedzki.</p><p><strong>11.07.1844</strong> – We Lwowie urodził się August Benedykt Dzieduszycki, starosta brzozowski w latach 1883–1900, zasłużony dla rozwoju powiatu i miasta Brzozowa.</p><p><strong>11.07.1861</strong> – W Krośnie urodził się Jan Zygmuntowicz, rzemieślnik i społecznik, współzałożyciel Towarzystwa „Zgoda” oraz przewodniczący Wielkiego Cechu w Krośnie.</p><p><strong>11.07.1898</strong> – W Iwoniczu urodziła się Jadwiga Bukojemska, aktorka teatralna, filmowa, radiowa i telewizyjna, a także tancerka i piosenkarka.</p><p><strong>11.07.1916</strong> – W Zagórzu urodził się Marian Bronisław Golarz-Teleszyński, lekarz ortopeda, żołnierz Armii Andersa, cichociemny, więzień łagrów i represjonowany w okresie stalinowskim.</p><p><strong>11.07.1942</strong> – W Rzeszowie urodził się Tomasz Stańko, światowej sławy trębacz i kompozytor jazzowy, Honorowy Obywatel Rzeszowa oraz autor współczesnego hejnału miasta.</p><p><strong>11.07.1944</strong> – W Ropczycach urodził się Stanisław Jarmoliński, lekarz i poseł na Sejm IV kadencji.</p><p><strong>11.07.1980</strong> – Zmarł gen. Zygmunt Berling, organizator polskich oddziałów wojskowych tworzonych u boku ZSRR. W ostatnich latach życia mieszkał w Rajskiem w Bieszczadach.</p><p><strong>11.07.1983</strong> – W Rzeszowie zmarł pochodzący z Dębicy Franciszek Lipiński, literat, malarz, rysownik oraz animator kultury, założyciel i pierwszy prezes Związku Literatów Ludowych w Krakowie.</p> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[Wydarzyło się 9 lipca]]></title>
            <link>https://www.podkarpackahistoria.pl/artykul/331,wydarzylo-sie-9-lipca</link>
            <guid>https://www.podkarpackahistoria.pl/artykul/331,wydarzylo-sie-9-lipca</guid>
            <pubDate>Thu, 09 Jul 2026 00:03:00 +0200</pubDate><media:content url="https://static2.podkarpackahistoria.pl/data/articles/xga-4x3-9-lipca-1669381006.jpg" type="image/jpeg" medium="image" /><description>9.07.1339 – Jedna z prawdopodobnych dat zjazdu w Wyszehradzie, w czasie którego ustalono, że Kazimierz III Wielki odziedziczy Ruś halicko-włodzimierską w przypadku śmierci księcia Jerzego Trojdenowicz</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p style="text-align:justify;"><strong>9.07.1339</strong> – Jedna z prawdopodobnych dat zjazdu w Wyszehradzie, w czasie którego ustalono, że Kazimierz III Wielki odziedziczy Ruś halicko-włodzimierską w przypadku śmierci księcia Jerzego Trojdenowicza. Stało się to już rok później i zapoczątkowało polską ekspansję na Wschód.</p><p style="text-align:justify;"><strong>9.07.1696</strong> - W Łużnej koło Gorlic zmarł Wacław Potocki, jeden z głównych twórców polskiego baroku, poeta, epik, satyryk i moralista.</p><p style="text-align:justify;"><strong>9.07.1744</strong> - Zmarł Kasper Niesiecki, heraldyk, jezuita, leksykograf, uczęszczał do Kolegium Jezuickiego w Krośnie, był m.in. profesorem retoryki oraz poetyki w Jarosławiu, a także kronikarzem tamtejszego Kolegium.</p><p style="text-align:justify;"><strong>9.07.1882</strong> - W Nagórzanach koło Sanoka urodził się błogosławiony Anastazy Jakub Pankiewicz, duchowny katolicki, bernardyn. Aresztowany 6 października 1941 wraz z wieloma księżmi z Łodzi i okolic, trafił do obozu koncentracyjnego w Dachau, gdzie zginął męczeńską śmiercią 20 maja 1942 roku. W czerwcu 1999 roku został beatyfikowany przez Jana Pawła II.</p><p style="text-align:justify;">&nbsp;<strong>9.07.1909</strong> - Zmarł urodzony w Surochowie koło Jarosławia Kazimierz Badeni, prawnik, polityk, były premier austriackiego rządu.</p><p style="text-align:justify;"><strong>9.07.1924</strong> - W Przemyślu urodził się Jerzy Horecki, aktor teatralny i filmowy.</p><p style="text-align:justify;"><strong>9.07.1929</strong> - Zmarł Julian Fałat, jeden z najwybitniejszych polskich akwarelistów, urodzony w Tuligłowach, absolwent Gimnazjum w Przemyślu.</p><p style="text-align:justify;"><strong>9.07.1932</strong> - Ostateczne stłumienie przez policję i wojsko powstania leskiego.</p><p style="text-align:justify;"><strong>9.07.1952 </strong>- W więzieniu na warszawskim Mokotowie został rozstrzelany, urodzony w Białobokach pod Przeworskiem, Tadeusz Cieśla, więzień obozów koncentracyjnych, po II wojnie kurier zapewniający łączność II Korpusu gen. Andersa z krajem.</p><p style="text-align:justify;"><strong>9.07.1953</strong> - Po ponad pięciu latach więzienie opuścił franciszkanin ojciec Andrzej Deptuch, uczeń o. Maksymiliana Kolbe, więziony za współpracę z Zrzeszeniem Wolność i Niezawisłość, od 1972 roku duszpasterz przy kościele i klasztorze franciszkanów w Sanoku.</p><p style="text-align:justify;"><strong>9.07.1957</strong> - Do Komańczy przybył ksiądz Karol Wojtyła, stąd rozpoczynając kolejną wędrówkę po Beskidzie Niskim i Bieszczadach.</p><p style="text-align:justify;"><strong>9.07.1964 -</strong> Zmarł, urodzony w Sokołowie Małopolskim, Jan Pudełek, legionista, adiutant Józefa Piłsudskiego.</p><p style="text-align:justify;"><strong>9.07.1965</strong> - W Dębicy urodził się Mirosław Kropielnicki, aktor teatralny i filmowy.</p> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[Józef Mehoffer. Genialny artysta rodem z Ropczyc]]></title>
            <link>https://www.podkarpackahistoria.pl/artykul/330,jozef-mehoffer-genialny-artysta-rodem-z-ropczyc</link>
            <guid>https://www.podkarpackahistoria.pl/artykul/330,jozef-mehoffer-genialny-artysta-rodem-z-ropczyc</guid>
            <pubDate>Wed, 08 Jul 2026 00:13:00 +0200</pubDate><media:content url="https://static2.podkarpackahistoria.pl/data/articles/xga-4x3-jozef-mehoffer-genialny-artysta-rodem-z-ropczyc-1751966478.jpg" type="image/jpeg" medium="image" /><description>Jeden z największych twórców swojej epoki, i w ogóle sztuki polskiej, Józef Mehoffer urodził się 19 marca 1869 r. w Ropczycach. Przyszedł na świat w drewnianym domu-dworku przy ulicy Najświętszej Panny Marii 8, nieopodal sanktuarium maryjnego. Mehofferowie mieszkali tu przez 15 lat, od kiedy ojciec przyszłego artysty, Wilhelm, otrzymał nominację na starostę ropczyckiego, powiatu wchodzącego w skład cyrkułu tarnowskiego.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p style="text-align:justify;">Wilhelm Mehoffer był doktorem prawa, które ukończył na Uniwersytecie Lwowskim. Pochodził z rodu o austriackich (ściślej tyrolskich) korzeniach. Matka, Aldona z domu Polikowska, była rdzenną Polką, szlacheckiego pochodzenia, pieczętująca się herbem Junosza. W Ropczycach Mehofferowie doczekali się czworga dzieci. Oprócz Józefa&nbsp; byli to: Eugeniusz, Alfred i Wiktor. Ostatni z braci, Wilhelm, był tzw. pogrobowcem, urodził się w 7 miesięcy po śmierci ojca.</p><h2 style="text-align:justify;"><strong>Przyjaciel Wyspiańskiego</strong></h2><p style="text-align:justify;">W rok po narodzinach małego Józia rodzina Mehofferów przeniosła się pod Wawel. Stało się tak wskutek awansu głowy rodziny na radcę Sądu Krajowego w Krakowie. Funkcji tej Wilhelm Mehoffer nie pełnił długo, gdyż zmarł po trzech latach od przeprowadzki. Wychowanie dzieci spadło wyłącznie na matkę, która nota bene przeżyła męża o 50 lat.</p><p style="text-align:justify;">W Krakowie Józef Mehoffer uczył się w szkole powszechnej, średniej, i tam też ukończył studia wyższe. Już jako uczeń szkoły powszechnej zaprzyjaźnił się z kilkoma kolegami, którzy mieli w przyszłości należeć do elity intelektualnej Krakowa: Stanisławem Esteicherem, Henrykiem Opieńskim i Stanisławem Wyspiańskim. Wraz z nimi w 1879 r. zdał do Gimnazjum św. Anny i osiem lat później otrzymał świadectwo maturalne. Być może nie mając pewności co do wyboru przyszłej drogi życiowej równocześnie rozpoczął studia na wydziale prawa Uniwersytetu Jagiellońskiego i w Szkole Sztuk Pięknych (tak nazywała się wówczas krakowska Akademia). Podwójną edukację doprowadził do końca, z tym że studia prawnicze kontynuował w Wiedniu, a malarstwo w Paryżu.</p><p style="text-align:justify;">Nad Sekwaną zacieśnił przyjaźń ze Stanisławem Wyspiańskim, z którym dzielił pracownię, i tam też poznał swoją przyszłą żonę, Jadwigę Janakowską,&nbsp; absolwentkę studiów malarskich w Monachium, z którą trzy lata później wziął ślub. Stało się to w 1899 r., już po powrocie artysty do Krakowa. Małżonkowie doczekali się jedynego syna, Zbigniewa, który urodził się w 1900 r.</p><h2 style="text-align:justify;"><strong>Uczeń Jana Matejki</strong></h2><p style="text-align:justify;">Do Paryża wyjechał Mehoffer jako stypendysta Jana Matejki w wieku 22 lat. Wychowany na sztuce akademickiej zetknął się z nowymi prądami, które go początkowo szokowały. Musiało potrwać zanim przyswoił sobie nowe tendencje w sztuce i zanim stał się mistrzem w ich rozwoju. W Paryżu namalował ok. 50 obrazów, w tym słynny Plac Pigalle, znajdujący się dziś w Muzeum Narodowym w Poznaniu. Paryskie studia ugruntowały więc jego pozycję jako malarza. Jednak w pełni rozkwit jego twórczości nastąpił w Krakowie. Tu powstawały kolejne zachwycające dzieła, które wzbogaciły kolekcję sztuki polskiej. Najbardziej znanym i najbardziej tajemniczym jego obrazem jest „Dziwny ogród” z 1903 r. To afirmacja życia i radości jakie daje otaczający świat. Obraz przedstawia żonę z synkiem i opiekunkę w głębi wśród arkadyjskiego ogrodu. A nad nimi unosi się ogromna ważka. Do dziś kolejni krytycy sztuki zastanawiają się co artysta miał na myśli? Co to za ważka? Dlaczego jest tak monstrualna? Czego jest symbolem? Zapewne twórca miał to na myśli, że błoga sielanka nie musi trwać wiecznie i że może pojawić się zagrożenie, które spadnie jak cios. Że trzeba się z tym liczyć, że nie wszystko zależy od nas. Zachwycające są portrety, w tym portrety żony: „Na letnim mieszkaniu”, „W laurowej sali”, „Z pegazem”, „Na żółtym tle”, „Florencki”, a także portret Wandy Janakowskiej zatytułowany „Śpiewaczka”, wielokrotnie nagrodzony na światowych wystawach w Wiedniu i Paryżu.</p><p style="text-align:justify;">Józef Mehoffer namalował ponad 500 obrazów sztalugowych i gdyby zajmował się wyłącznie malarstwem, byłby zaliczany do największych polskich artystów. Tymczasem był twórcą wszechstronnym, w każdej dziedzinie sztuki osiągał znakomite&nbsp; rezultaty. Nie było w polskiej sztuce podobnego mu twórcy.</p><h2 style="text-align:justify;"><strong>We Fryburgu</strong></h2><p style="text-align:justify;">W 1895 r. ogłoszono konkurs na zaprojektowanie witraży do katedry św. Mikołaja we Fryburgu w Szwajcarii. Mehoffer, namówiony przez architekta Tadeusza Stryjeńskiego, wygrał ten konkurs i pokonał plejadę witrażystów z całej Europy. 26-letni artysta z Krakowa, z kraju, którego nie było wówczas na mapie, został okrzyknięty geniuszem. Jego osiągnięcie w tej dziedzinie jest porównywane z tym, co Michał Anioł osiągnął w Kaplicy Sykstyńskiej w dziedzinie fresku. To było dzieło życia Józefa Mehoffera, jego realizacja powstawała przez 40 lat. Witraże w prezbiterium fryburskiej katedry („Bóg Ojciec”, „Syn Boży” i „Duch Święty”) imponują także wielkością: mają po 12 metrów wysokości! Również pozostałe witraże w nawie katedry zachwycają bogactwem formy i treści. Należą już nie do europejskich, ale światowych osiągnięć w dziejach sztuki. Wspaniałe witraże Mehoffera znajdują się także w katedrze na Wawelu, we Włocławku, we Lwowie, Przemyślu, Turku, Jutrosinie i w kilku innych kościołach i kaplicach w Polsce i w Europie.</p><p style="text-align:justify;">Kolejnym rodzajem twórczości są polichromie. I w tej dziedzinie osiągnął Mehoffer absolutne mistrzostwo. Opinia ta chyba nie jest przesadna skoro wystrój kaplicy Szafrańców jego autorstwa w katedrze wawelskiej nazywany jest perłą polichromii polskiej. A przecież do równie znaczących osiągnięć Mehoffera trzeba zaliczyć polichromie w skarbcu katedralnym na Wawelu czy w kaplicy św. Jana Chrzciciela w kościele Mariackim.</p><p style="text-align:justify;">Mehoffer był wreszcie niekwestionowanym mistrzem w dziedzinie grafiki: tak artystycznej, jak i użytkowej. Był autorem wielu rysunków i portretów, plakatów, ilustracji książkowych, exlibrisów, a nawet banknotów. W latach trzydziestych ub. wieku w obiegu był banknot 100-złotowy zaprojektowany przez Mehoffera, na którego rewersie znajdował się dąb „Józef” z parku w Wiśniowej koło Strzyżowa. Ten dąb nota bene dwa lata temu został uznany za europejskie drzewo roku, a głosowało na niego 125 tysięcy osób. Mehoffer bywał w Wiśniowej częstym gościem u właścicieli dworu Mycielskich. Spędzał tu letnie miesiące w towarzystwie znanych malarzy i malował w plenerze, który bardzo mu odpowiadał. Podobno gdy pierwszy raz przyjechał do Wiśniowej i spojrzał z tarasu na łańcuch widocznych stamtąd wzgórz miał powiedzieć: „Dobrze skomponowane”...</p><h2 style="text-align:justify;"><strong>Dorobek mistrza…</strong></h2><p style="text-align:justify;">Józef Mehoffer był człowiekiem niezwykle pracowitym, pozostawił olbrzymi dorobek artystyczny. A przecież nie poświęcał się wyłącznie pracy twórczej. Już w 1896 r., po powrocie z Paryża do Krakowa, podjął pracę wykładowcy w macierzystej Szkole Sztuk Pięknych. Cztery lata później, gdy uczelnia przyjęła nazwę Akademii Sztuk Pięknych, otrzymał w niej posadę docenta w katedrze malarstwa dekoracyjnego. W 1902 r. został profesorem nadzwyczajnym, a w 1905 r. profesorem zwyczajnym. Miał wtedy 36 lat. Następnie wybierano go rektorem Akademii i funkcje tę pełnił przez 7 lat. Oprócz działalności&nbsp; pedagogicznej, pracował na niwie społecznikowskiej, założył Towarzystwo Artystów Polskich „Sztuka”, zasiadał we władzach licznych towarzystw artystycznych i historycznych.</p><p style="text-align:justify;">Jak ten niezwykły człowiek to wszystko godził? Na pewno zawdzięczał to swojej pracowitości i temu, iż nie marnował czasu, w czym pomagała mu żona biorąc na siebie pomoc w organizacji czasu męża i nie pozwalając na zajmowanie się czynnościami, których nie musiał wykonywać. Tym samym zrezygnowała z własnych ambicji zawodowych, a była duszą artystyczną, bo studiowała malarstwo i muzykę.</p><p style="text-align:justify;">Po wybuchu II wojny światowej Mehoffer wyjechał wraz z rodziną na wschód. Początkowo pod Sambor, później do Lwowa. Kiedy usiłował powrócić do Krakowa został przez Niemców aresztowany i wywieziony do obozu w czeskich Sudetach. Przyjaciele zabiegali o jego uwolnienie w kołach zbliżonych do rządu włoskiego oraz w Watykanie, co okazało się skuteczne. Swe niezwykle pracowite życie Józef Mehoffer zakończył przedwcześnie. Zmarł 8 lipca 1946 r. w szpitalu w Wadowicach dokąd trafił z sanatorium w Zebrzydowicach, gdzie przechodził rekonwalescencje po zapaleniu płuc.</p><p style="text-align:justify;">Ropczyce pamiętają o swoim sławnym rodaku. Jest tu ulica i osiedle jego imienia. Imię Mehoffera nosi też ropczyckie Centrum Kultury, a w rynku stoi pomnik artysty. W miejscowym Liceum Ogólnokształcący m istnieje sala jego pamięci. Mimo upływu lat, wciąż żywa jest tu pamięć o twórcy, który rozsławił Ropczyce jak nikt inny w historii miasta.</p><p style="text-align:justify;"><strong>Tekst ukazał się w nr. 3-4/2019 "Podkarpackiej Historii"</strong></p> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[Lato 1942. Początek likwidacji rzeszowskiego getta]]></title>
            <link>https://www.podkarpackahistoria.pl/artykul/326,lato-1942-poczatek-likwidacji-rzeszowskiego-getta</link>
            <guid>https://www.podkarpackahistoria.pl/artykul/326,lato-1942-poczatek-likwidacji-rzeszowskiego-getta</guid>
            <pubDate>Wed, 08 Jul 2026 00:06:00 +0200</pubDate><media:content url="https://static2.podkarpackahistoria.pl/data/articles/xga-4x3-marsz-w-rocznice-likwidacji-rzeszowskiego-getta-1669380991.jpg" type="image/jpeg" medium="image" /><description>Pod koniec czerwca 1942 w getcie rzeszowskim więziono około 23 tysiące osób.od koniec czerwca 1942. W tym czasie zwieziono tu m.in.&amp;nbsp;Żydów z likwidowanych gett&amp;nbsp;w Błażowej, Czudcu, Głogowie Ma</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p style="text-align:justify;">Pod koniec czerwca 1942 w getcie rzeszowskim więziono około 23 tysiące osób.od koniec czerwca 1942. W tym czasie zwieziono tu m.in.&nbsp;Żydów z likwidowanych gett&nbsp;w Błażowej, Czudcu, Głogowie Małopolskim, Kolbuszowej, Leżajsku, Łańcucie, Niebylcu, Sędziszowie Małopolskim, Sokołowie Małopolskim, Strzyżowie i Tyczynie. Niemcy bardzo często dopuszczali się morderstw na Żydach. Podczas jednej z takich egzekucji zastrzelono około 70 kobiet w ciąży. W dniu 28 kwietnia 1942 r. policja niemiecka zastrzeliła na ulicach miasta około 30 osób, 16 czerwca w Alei Pod Kasztanami zamordowała 15 członków Judenratu i Judendienstu, taką samą liczbę Żydów zgładzono 7 lipca koło zamku. W dniu 12 maja z więzienia wywieziono ok. 250 Żydów, których rozstrzelano w lesie nieopodal Nowej Wsi koło Kolbuszowej. W lasach głogowskich w dniach 6 i 7 lipca rozstrzelano starców, dzieci i chorych w liczbie około 2 tysięcy osób.</p><p style="text-align:justify;">7, 10, 14 i 19 lipca 1942 roku ze stacji Staroniwa do obozu zagłady w Bełżcu wywieziono transportami kolejowymi około 14 tysięcy mieszkańców getta. W czasie konwojowania na stację 7 lipca 1942 r. zastrzelono 46 osób, natomiast w getcie w tym dniu zginęło ok. 190 Żydów, których pogrzebano na kirkucie na Czekaju.&nbsp;Podczas kolejnej deportacji w dniu 14 lipca 1942 r. w lasach głogowskich zamordowano kilkuset Żydów, w tym także&nbsp;chorych ze szpitala. Na stacji Staroniwa Niemcy zastrzelili komendanta Judendienstu Biesucha. Po deportacjach i egzekucjach pozostało w mieście około 6 tysięcy Żydów, w tym około 4 tysiące w getcie. Pod koniec lipca przywieziono do Rzeszowa grupę Żydów z Dębicy.</p><p style="text-align:justify;">W dniu 8 sierpnia 1942 r. około 1000 Żydów przeniesiono do obozu w Pełkiniach, skąd po krótkim pobycie deportowano ich do Bełżca. Część Żydów przeniesiono do obozu na Lisiej Górze w Rzeszowie. Pracowali w zakładach lotniczych. Trafiło tu także na początku sierpnia 600 Żydów z getta przemyskiego. Na czele obozowej policji porządkowej Ordnungsdienst stał Żyd Alfred I. z Lipska. Służyli w nim m.in. Jerzy S. z Dębicy, G. z Tyczyna, Natan R. z Przemyśla i G. Wobec więźniów swoich współrodaków zachowywali się okrutnie.</p><p style="text-align:justify;">Trzecia deportacja miała miejsce w dniu 15 listopada 1942 roku, kiedy to ze stacji Staroniwa wywieziono około 2 tysiące młodych mężczyzn i kobiet. W getcie zostało wówczas okolo 3 tysiące Żydów. W dniu 25 listopada 1942 r. Niemcy zamordowali przewodniczącego Judenratu Kleinmanna. Na jego miejsce wyznaczyli Beno Kahanego, kolaboranta współpracującego z gestapo. W grudniu 1942 r. przywieziono tu ok. 1000 Żydów z gett w Dukli, Krośnie, Sanoku i Jaśle. Wśród nich byli członkowie tamtejszych Judenratów. 1 marca 1943 r. w rzeszowskim getcie było 3565 Żydów. Wykorzystywano ich jako siłę roboczą przy różnych pracach na terenie miasta.</p><p style="text-align:justify;">Około 300 Żydów zatrudniali Niemcy do pracy przymusowej na lotnisku w Jasionce od wiosny do jesieni 1942 r. Na czele obozowego Judenratu stał Kresch. Potem wszystkich Żydów z obozu pracy w Jasionce rozstrzelano w lesie koło Głogowa. 15 V 1943 r. około 200 osób wywieziono z getta gdzieś w okolice Mielca, podobno do obozu pracy. W dniu 8 lipca 1943 r. z rzeszowskiego getta uciekło ok. 60 osób, podobne ucieczki miały także miejsca 1 i 11 września 1943 r..</p><p style="text-align:justify;">Ostatecznie getto rzeszowskie zlikwidowano w dniach 2 i 3 września 1943 r. W dniu 2 września podczas załadunku Żydów do wagonów na stacji Staroniwa zastrzelono przewodniczącego Judenratu Kahane. W dniu następnym jeden z transportów odszedł do obozu w Szebniach. Zdrowych i silnych umieszczono w obozie, resztę ok. 500 osób zamordowano, a ich ciała spalono.</p><p style="text-align:justify;">W getcie zostało ok. 250 osób. W dniu 12 listopada 1943 r. około 100 osób zamordowano. 13 lutego 1944 r. część Żydów pozostałych w mieście wywieziono do obozu pracy w Stalowej Woli, część do obozu pracy na Lisiej Górze, skąd w czerwcu 1944 r. trafili do obozu w Płaszowie. Około pół tysiąca zatrudniano nadal w fabryce silników lotniczych, jednak i oni w dniu 24 lipca 1944 r. zostali wywiezieni z miasta.</p><p style="text-align:justify;">źródło: Wirtualny Sztetl.</p> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[Wydarzyło się 8 lipca]]></title>
            <link>https://www.podkarpackahistoria.pl/artykul/329,wydarzylo-sie-8-lipca</link>
            <guid>https://www.podkarpackahistoria.pl/artykul/329,wydarzylo-sie-8-lipca</guid>
            <pubDate>Wed, 08 Jul 2026 00:03:00 +0200</pubDate><media:content url="https://static2.podkarpackahistoria.pl/data/articles/xga-4x3-8-lipca-1669381000.jpg" type="image/jpeg" medium="image" /><description>8.07.1869 - Delegacje&amp;nbsp;władz miejskich wielu podkarpackich miast uczestniczyły w uroczystościach ponownego pochówku szczątków króla Kazimierza III Wielkiego na Wawelu w Krakowie.8.07.1874 - W Rzes</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p style="text-align:justify;"><strong>8.07.1869</strong> - Delegacje&nbsp;władz miejskich wielu podkarpackich miast uczestniczyły w uroczystościach ponownego pochówku szczątków króla Kazimierza III Wielkiego na Wawelu w Krakowie.</p><p style="text-align:justify;"><strong>8.07.1874</strong> - W Rzeszowie zmarł Henryk Kretschmer, radny miejski, z jego darowizny powstała fundacja wspierająca bibliotekę gimnazjalną.</p><p style="text-align:justify;"><strong>8.07.1930 - </strong>W Bratkówce koło Krosna urodził Franciszek Starowiejski, ps. Jan Byk, grafik uważany za jednego z najwybitniejszych przedstawicieli „polskiej szkoły plakatu”.</p><p style="text-align:justify;"><strong>8.07.1933 </strong>- W Rzeszowie urodził się Kazimierz Woźniak, inżynier mechanik, wykładowca akademicki, poseł na Sejm „kontraktowy”.</p><p style="text-align:justify;"><strong>8.07.1941</strong> - W łagrze w miejscowości Posty w Uzbekistanie zmarł Mojżesz Schorr, urodzony i wychowany w Przemyślu rabin, orientalista, senator II RP, ojciec nowoczesnej historiografii polskich Żydów.</p><p style="text-align:justify;"><strong>8.07.1946</strong> - Pacyfikacja przez żołnierzy WOP wsi Terka w Bieszczadach i zabicie 30 Ukraińców w odwecie za wcześniejsze porwanie przez UPA 4 mieszkańców wsi.</p><p style="text-align:justify;"><strong>8.07.1946</strong> - Zmarł pochodzący z Ropczyc Józef Mehoffer, wybitny malarz i witrażysta.</p> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[Przez rok Rzeszów był stolicą województwa... lwowskiego]]></title>
            <link>https://www.podkarpackahistoria.pl/artykul/627,przez-rok-rzeszow-byl-stolica-wojewodztwa-lwowskiego</link>
            <guid>https://www.podkarpackahistoria.pl/artykul/627,przez-rok-rzeszow-byl-stolica-wojewodztwa-lwowskiego</guid>
            <pubDate>Tue, 07 Jul 2026 03:49:00 +0200</pubDate><media:content url="https://static2.podkarpackahistoria.pl/data/articles/xga-4x3-przez-rok-rzeszow-byl-stolica-wojewodztwa-lwowskiego-1669381871.jpg" type="image/jpeg" medium="image" /><description>7 lipca 1945 roku dekretem Polskiego Komitetu Wyzwolenia Narodowego utworzone zostało  województwo rzeszowskie. Ale sam Rzeszów przez prawie cały poprzedni rok (od wyparcia Niemców w sierpniu 1944) stolicą województwa już był! Tyle tylko, że... lwowskiego, a w zasadzie tej części województwa lwowskiego, która znalazła się pod zwierzchnictwem PKWN. Ten paradoks wziął się stąd, że specjalnym dekretem anulowano okupacyjny podział administracyjny, nie wprowadzając jeszcze nowego. Podział na województwa de iure był więc taki jak przed wojną. Taki stan rzeczy trwał od sierpnia 1944 do lipca 1945.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p style="text-align:justify;">&nbsp;&nbsp; W lipcu 1944 roku w wyniku tzw. operacji lwowsko-sandomierskiej wojska radzieckie wkroczyły na teren obecnego Podkarpacia. Pod naporem czerwonoarmistów i współpracujących z nimi oddziałów Armii Krajowej i innych podziemnych organizacji, Niemcy opuszczali kolejne miejscowości. 24 lipca wojska radzieckie sforsowały San w rejonie Jarosławia, 27 lipca padł Przemyśl,&nbsp; 29 lipca wieczorem czołowe pułki 350 dywizji piechoty gen. mjr. Grigoirija Wiechina wyszły nad Wisłę w rejonie Baranowa Sandomierskiego i rozpoczęły forsowanie rzeki. 2 sierpnia wyzwolony został Rzeszów. W kolejnych dniach Rosjanie wkraczali m.in. do Tarnobrzega, Sanoka, Mielca, Ropczyc, Dębicy. Na zajętych terenach kształtowała się administracja podlegająca Polskiemu Komitetowi Wyzwolenia Narodowego.</p><p style="text-align:center;"><strong>Batalia o wschodnie granice</strong></p><p style="text-align:justify;">&nbsp;&nbsp; W chwili, gdy wojska radzieckie zajmowały kolejne miejscowości obecnego województwa podkarpackiego, ostateczny kształt wschodnich granic polskich był jeszcze nieznany. Od drugiej połowy września 1939 roku do przełomu czerwca i lipca 1941 część terenów za Sanem znajdowała się pod okupacją radziecką. Przebieg granicy w sierpniu 1944 pozostawał, przynajmniej dla zdecydowanej większości Polaków wielką niewiadomą. Kwestii przynależności Kresów Wschodnich nie udało się załatwić w czasie trwania stosunków dyplomatycznych między ZSRR a rządem londyńskim.</p><p style="text-align:justify;">&nbsp;&nbsp; Po cofnięciu przez Stalina uznania dla władz emigracyjnych jasne stało się, że o wschodniej granicy Polski decydować się będzie w Moskwie. Zachodni alianci, dla których ZSRR był strategicznym partnerem w walce z Niemcami, faktycznie przystali na taki stan rzeczy już w czasie spotkania Wielkiej Trójki (Roosvelt-Churchil-Stalin) w Teheranie w listopadzie 1943 roku, zgadzając się na ustalenie polsko-radzieckiej granicy na tzw. linii Curzona. Szczegóły podziału terytorialnego w tej części Europy miały zapaść jednak znacznie później, dopiero w lutym 1945 oku w Jałcie, a ostatecznie w Poczdamie w lipcu i sierpniu tego roku.</p><p style="text-align:justify;">&nbsp;&nbsp; W sierpniu 1944 roku jednak, przynajmniej w przekonaniu zdecydowanej większości Polaków, sprawa granic wydawała się pozostawać otwarta. Nie było w tej kwestii oficjalnych ustaleń międzynarodowych, alianci przynajmniej teoretycznie musieli się liczyć ze zdaniem rządu londyńskiego, który m.in. poprzez działania wiernych sobie sił w kraju realizujących akcję "Burza" rościł prawa do utrzymania status quo na Wschodzie sprzed inwazji radzieckiej 1939 roku.</p><p style="text-align:justify;">&nbsp;&nbsp; W zasadzie za pierwszy, oficjalny dokument dotyczący przebiegu granicy polsko-radzieckiej można uznać porozumienie graniczne między PKWN a rządem radzieckim podpisane w Moskwie 27 lipca 1944 roku. Ale i ono jeszcze nie zamykało definitywnie sprawy. Abstrahując od prawnej legitymacji PKWN - uznawanego tylko przez ZSRR - do reprezentowania narodu polskiego, wciąż niejednoznaczne było pojęcie "linii Curzona", która po I wojnie światowej miała kilka wariantów, w tym również z pozostawieniem Lwowa po polskiej stronie. Wiadomo, że w samym PKWN nie było jednoznacznego zdania na ten temat. Wiceprzewodniczący komitetu Andrzej Witos (brat Wincentego) w swoim wspomnieniach sobie przypisywał rolę głównego orędownika utrzymania Lwowa i roponośnego Zagłębia Borysławskiego. Miało wtedy dojść do słynnego spięcia ze Stalinem, który na argument, iż Lwów nigdy nie był rosyjski miał odpowiedzieć: "ale Warszawa była". Niepewny był nie tylko los Przemyśla, podzielonego wzdłuż Sanu linią Ribbentrop-Mołotow, ale i innych części obecnego wschodniego Podkarpacia. Ponoć jeden z radzieckich notabli - Nikita Chruszczow, uważany za ukraińskiego nacjonal-komunistę, domagał się włączenia do Ukraińskiej Socjalistycznej Republiki radzieckiej nawet Jarosławia. Z kolei niektóre wydawane już pod rządami&nbsp; PKWN mapki, godząc się na utratę Lwowa, ostateczną granicę ustalały znacznie dalej na Wschód niż przebiega ona obecnie.</p><p style="text-align:justify;">&nbsp; &nbsp; Formalnoprawne uznanie nowej granicy wschodniej przez proradziecki Rząd Tymczasowy nastąpiło 21 kwietnia 1945 roku. Pamiętajmy przy tym, że na części terytorium, także Polski południowo-wschodniej władza nie do końca kontrolowała podległe w terytorium. Chociażby ze względu na silne podziemie ukraińskie i antykomunistyczne. Niejasny był też dokładny przebieg wschodniej granicy województwa. Niektóre instancje nieświadomie „wkraczały” wręcz na teren potężnego sąsiada. Np. w „Rzeszowskim Dzienniku Wojewódzkim” ze stycznia 1945 wśród miejscowości powiatu leskiego wymienia się Ustrzyki Dolne, Czarną, Lutowiska i Łobozew, które faktycznie (do 1951 roku) znajdowały się po drugiej stronie granicy. Niejasny dla wielu był status chociażby Dobromila, w którym jeszcze we wrześniu 1945 rzeszowska delegatura Państwowego Monopolu Spirytusowego chciała tworzyć swoje sklepy i w tym celu interweniowała w Urzędzie Wojewódzkim.</p><p style="text-align:center;"><strong>Miasto wojewódzkie bez województwa</strong></p><p style="text-align:justify;">&nbsp;&nbsp;&nbsp; Powróćmy jednak do problemów związanych z tworzeniem administracji na ziemiach, które ostatecznie weszły w skład późniejszej „Polski ludowej”. Na wydartych Niemcom ziemiach tworzyła się i wraz z rugowaniem struktur podległych rządowi londyńskiemu, umacniała administracja cywilna PKWN.</p><p style="text-align:justify;">&nbsp; &nbsp; 18 sierpnia, nieco dwa tygodnie po wyzwoleniu Rzeszowa, ukształtowała się tutaj 36-osobowa Wojewódzka Rada Narodowa na czele z piastującym faktycznie funkcję wojewody Wiktorem Jedlińskim, przedwojennym aktywistą ludowym, notabene dość mocno skonfliktowanym z komunistami (po zmuszeniu do rezygnacji z funkcji został napadnięty przez "nieznanych sprawców", był też aresztowany). Powstanie WRN z jednej strony zapowiadało powstanie województwa rzeszowskiego z drugiej jednak nie miało żadnego umocowania prawnego, nawet w prawie stanowionym przez PKWN. W latach 40. najdłużej piastującym funkcję przewodniczącego WRN był ksiądz Marian Borowiec, który na tym stanowisku zasiadał od listopada 1944 do marca 1948.</p><p style="text-align:justify;">&nbsp;&nbsp; Polski Komitet Wyzwolenia Narodowego dopiero 21 sierpnia, a więc trzy dni po powstaniu rzeszowskiej WRN, specjalnym dekretem zniósł okupacyjny podział administracyjny, przywracając status quo przedwojenne. A więc zgodnie z dekretem PKWN ponownie zaczynało funkcjonować województwo lwowskie! Z tym, że w tym przypadku z faktyczną stolicą w Rzeszowie. Tutejsza Wojewódzka Rada Narodowa swą jurysdykcją obejmowała tereny przedwojennego województwa lwowskiego, nie wcielone do ZSRR.</p><p style="text-align:justify;">&nbsp;&nbsp; Co ciekawe, przez kolejny rok wyraźnie unikano używania nazwy województwa. Mówiło się o województwie z siedzibą w Rzeszowie, ciężko jednak trafić na określenie "województwo rzeszowskie".Czasem można na takie sformułowanie natknąć jedynie na afiszach zachęcających do udziału w rozmaitych uroczystościach. . Pierwszym zaś takim dokumentem jest dekret PKWN z 7 lipca 1945 roku o&nbsp; utworzeniu województwa rzeszowskiego, wchodzący w życie dniem 18 sierpnia, a więc równo rok po powstaniu Wojewódzkiej Rady Narodowej w Rzeszowie.</p><p style="text-align:justify;">&nbsp; &nbsp; Zgodnie z dekretem opublikowanym z Dzienniku Ustaw nr. 27 nowe województwo składało się z powiatów byłego województwa lwowskiego: brzozowskiego, jarosławskiego, kolbuszowskiego, krośnieńskiego, lubaczowskiego, leskiego, łańcuckiego, niżańskiego, przemyskiego, pzeworskiego, sanockiego, rzeszowskiego i tarnobrzeskiego oraz powiatów przed wojną i tuż po wojnie wchodzących w skład województwa krakowskiego: dębickiego, jasielskiego, gorlickiego i mieleckiego. Kilka dni wcześniej do woj. lubelskiego dołączono północny skrawek byłego lwowskiego. Nowy podział administracyjny przyjęto po ostrych tarciach lokalnych notabli w zaciszach gabinetów. Nie trzeba wspominać, że przeciwko takiemu rozwiązaniu szczególnie ostro występowali lokalni notable krakowscy, często negujący wręcz sens powstania województwa rzeszowskiego. Ostateczny kształt, obowiązujący do reformy administracyjnej w 1975 roku, Rzeszowszczyzna przyjęła w lutym 1951 roku, gdy na postawie polsko-radzieckiej umowy do Polski przyłączono cześć Bieszczad z Ustrzykami Dolnymi.</p><p style="text-align:justify;">&nbsp; &nbsp; Wspomnieć należy w tym miejscu o jeszcze jednej ciekawostce, która o mały włos nie miałaby zapewne ogromnego wpływ na późniejszy kształt Podkarpacia. Jeżeli ten wariant by się zrealizować w ogóle by nie było województwa rzeszowskiego, albo.. byłoby ono wielokrotnie większe. Otóż przed wybuchem II wojny światowej bardzo poważnie rozważano kwestię powstania województwa obejmującego tworzący się Centralny Okręg Przemysłowy. W zasadzie sprawa była przesądzona, wicepremier Eugeniusz Kwiatkowski już wyznaczył przyszłego wojewodę. Miał być nim nie kto inny jak ówczesny komisaryczny prezydent Warszawy, późniejszy bohaterski obrońca stolicy Stefan Starzyński. W pierwotnych planach stolicą owego województwa miał być Sandomierz, miasto wojewódzkie I Rzeczypospolitej. Miało ono obejmować m.in.&nbsp; prawie całą Kielecczyznę, Radom, Rzeszowszczyznę, ziemie sanocką i przemyską, część Lubelszczyzny i Małopolski - prawie 25 tysięcy kilometów kwadratowych i 20 powiatów Była też wersja ze stolicą w Rzeszowie obejmująca cały COP - 60 tys. km kwadr. z 45 powiatami. Dla porównania obecne Podkarpacie ma niecałe 18 tys. km kwadr. i 26 powiatów. Gdyby wybuch wojny nastąpił nieco później województwo "COP-owskie" byłoby faktem i zapewne podstawą powojennych rozwiązań administracyjnych w tej części Polski.</p><p style="text-align:right;"><strong>Szymon Jakubowski</strong></p><p style="text-align:right;">&nbsp;</p><p>&nbsp;</p> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[Wydarzyło się 7 lipca]]></title>
            <link>https://www.podkarpackahistoria.pl/artykul/328,wydarzylo-sie-7-lipca</link>
            <guid>https://www.podkarpackahistoria.pl/artykul/328,wydarzylo-sie-7-lipca</guid>
            <pubDate>Tue, 07 Jul 2026 00:03:00 +0200</pubDate><media:content url="https://static2.podkarpackahistoria.pl/data/articles/xga-4x3-7-lipca-1669380996.jpg" type="image/jpeg" medium="image" /><description>7.07.1835 - W Sandomierzu urodził się Ignacy Maciejowski pisarz i krytyk literacki, uczestnik powstania styczniowego.7.07.1857 - W Gręboszowie urodził Jakub Bojko, współtwórca ruchu ludowego w Galicji</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p><strong>7.07.1835</strong> - W Sandomierzu urodził się Ignacy Maciejowski pisarz i krytyk literacki, uczestnik powstania styczniowego.</p><p><strong>7.07.1857 - </strong>W Gręboszowie urodził Jakub Bojko, współtwórca ruchu ludowego w Galicji, parlamentarzysta w okresie zaborów i II RP.<strong>&nbsp;</strong></p><p><strong>7.07.1901</strong> - Urodził się Herman Fertig, żydowski introligator z Rzeszowa, ochotnik w Wojsku Polskim (m.in. uczestnik wyprawy kijowskiej i wojny polsko-bolszewickiej).</p><p><strong>7.07.1942</strong> - Na Przełęczy Hałbowskiej Niemcy rozstrzelali 1250 Żydów z Nowego Żmigrodu.</p><p><strong>7.07.1942 </strong>- Rozpoczęła się likwidacja getta w Rzeszowie.&nbsp;</p><p><strong>7.07.1944</strong> - Bitwa oddziału AK z Niemcami w Woli Grójeckiej w okolicach Ćmielowa, śmierć 37 okrążonych partyzantów.</p><p><strong>7.07.1945</strong> - W Szczawnem w powiecie sanockim członkowie Ukraińskiej Powstańczej Armii zamordowali trzech Polaków, w tym naczelnika stacji kolejowej i miejscowego milicjanta.</p><p><strong>7.07.1945</strong> - Oficjalnie powstało województwo rzeszowskie. Więcej na temat:&nbsp;<a href="/artykul/627,przez-rok-rzeszow-byl-stolica-wojewodztwa-lwowskiego" rel="nofollow"><span style="color:#e74c3c;">Jak powstawało województwo rzeszowskie</span></a></p> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[16 lipca 1974 roku na stadionie Stali Rzeszów po raz pierwszy zapłonęły jupitery]]></title>
            <link>https://www.podkarpackahistoria.pl/artykul/1827,16-lipca-1974-roku-na-stadionie-stali-rzeszow-po-raz-pierwszy-zaplonely-jupitery</link>
            <guid>https://www.podkarpackahistoria.pl/artykul/1827,16-lipca-1974-roku-na-stadionie-stali-rzeszow-po-raz-pierwszy-zaplonely-jupitery</guid>
            <pubDate>Mon, 06 Jul 2026 09:59:00 +0200</pubDate><media:content url="https://static2.podkarpackahistoria.pl/data/articles/xga-4x3-16-lipca-1974-roku-na-stadionie-stali-rzeszow-po-raz-pierwszy-zaplonely-jupitery-1783326794.jpg" type="image/jpeg" medium="image" /><description>16 lipca 1974 roku stadion Stali Rzeszów przy ówczesnej ul. Obrońców Stalingradu po raz pierwszy został oświetlony sztucznym światłem. Był to pierwszy stadion w województwie rzeszowskim wyposażony w jupitery.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p style="text-align:justify;">Instalację wykonali w czynie społecznym pracownicy WSK Rzeszów. Oświetlenie umieszczono na czterech 56-metrowych masztach, na których zamontowano po 57 lamp. Łączne natężenie światła wynosiło 450 luksów, czyli o 50 luksów więcej niż wymagane wówczas przez przepisy FIFA minimum, pozwalające na rozgrywanie oficjalnych spotkań międzynarodowych.</p><p style="text-align:justify;">Przed oddaniem instalacji do użytku przeprowadzono próby oświetlenia oraz regulację reflektorów, aby światło równomiernie padało na całą płytę boiska. Modernizacja objęła także montaż nowej instalacji nagłośnieniowej, odświeżenie trybun oraz poprawę warunków pracy dla dziennikarzy obsługujących wydarzenia sportowe.</p><p style="text-align:justify;">Pierwszą dużą imprezą zorganizowaną na odnowionym i oświetlonym stadionie były obchody 30-lecia Polski Ludowej, które odbyły się 20 lipca 1974 roku. Dla mieszkańców przygotowano bezpłatne widowisko plenerowe z udziałem orkiestr dętych oraz zespołów pieśni i tańca, m.in. „Lasowiacy” ze Stalowej Woli, „Bandoska” z Rzeszowa, studenckiego zespołu „Połoniny” oraz ukraińskiego zespołu „Junost” ze Lwowa. Koncert zakończył pokaz sztucznych ogni.</p> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[Tak powstał stadion KS Przybyszówka]]></title>
            <link>https://www.podkarpackahistoria.pl/artykul/1826,tak-powstal-stadion-ks-przybyszowka</link>
            <guid>https://www.podkarpackahistoria.pl/artykul/1826,tak-powstal-stadion-ks-przybyszowka</guid>
            <pubDate>Mon, 06 Jul 2026 09:50:00 +0200</pubDate><media:content url="https://static2.podkarpackahistoria.pl/data/articles/xga-4x3-tak-powstal-stadion-ks-przybyszowka-1783324722.jpg" type="image/jpeg" medium="image" /><description>14 lipca 1974 roku uroczyście oddano do użytku nowy stadion Ludowego Zespołu Sportowego Przybyszówka – największą do tamtego momentu inwestycję sportową w historii tej podrzeszowskiej wówczas wsi. Dzień później „Nowiny Rzeszowskie” pisały, że był to efekt kilku lat mozolnej pracy, a przy budowie obiektu „pracował prawie każdy mieszkaniec Przybyszówki”.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p style="text-align:justify;">Pomysł budowy nowoczesnego stadionu narodził się podczas jednego z posiedzeń zarządu LZS. Początkowo niewielu wierzyło, że uda się zrealizować tak ambitne przedsięwzięcie. Jak relacjonowała gazeta, głównym inicjatorem inwestycji była grupa działaczy na czele z Zygmuntem Rączym, która nie zraziła się trudnościami finansowymi i doprowadziła projekt do szczęśliwego finału.</p><p style="text-align:justify;">Nowy stadion był jak na tamte czasy imponującym kompleksem sportowym. Oprócz pełnowymiarowego boiska piłkarskiego powstały asfaltowe boiska do siatkówki i koszykówki, 400-metrowa bieżnia, rzutnie i skocznie. Wybudowano również pawilon sportowy z szatniami, świetlicą, salą gier, umywalniami, natryskami, magazynem sprzętu oraz pomieszczeniami zarządu LZS. Całość uzupełniały trybuna i ponad 500-metrowa droga dojazdowa.</p><p style="text-align:justify;">Koszt budowy wyniósł około 2,4 mln zł, z czego 1,8 mln zł pochodziło ze środków Totalizatora Sportowego. Pozostałą część stanowiła praca społeczna mieszkańców, której wartość oszacowano na ponad 600 tys. zł. Przy budowie pracowali nie tylko zawodnicy i działacze klubu, ale także mieszkańcy, miejscowi murarze oraz młodzież ze Szkoły Podstawowej pod kierunkiem jej byłego kierownika Andrzeja Dyni. Wśród osób szczególnie zasłużonych dla budowy „Nowiny Rzeszowskie” wymieniły Leszka Białego, Zygmunta Rączego, Władysława Świdra, Ludwika Małka, Fryderyka Świdra, Stanisława Barana, Franciszka Machnicę, a także robotników: Andrzeja Salwę, Michała Koryla, Piotra Grędysa i Józefa Rączego. Obiekt otrzymał wówczas nazwę Stadionu im. XXX-lecia PRL.</p><p style="text-align:justify;">W chwili oddania stadionu do użytku znajdował się on jeszcze na terenie istniejącej od co najmniej połowy XIV wieku wsi Przybyszówka, należącej administracyjnie do gminy Świlcza. Trzy lata później, 1 lutego 1977 roku, część wsi wraz ze stadionem została włączona do Rzeszowa. Pozostałe tereny dawnej Przybyszówki znalazły się w granicach miasta dopiero w latach 2007–2008. Obecnie historyczne obszary Przybyszówki obejmują trzy rzeszowskie osiedla: Przybyszówkę, Kotuli i Krakowską-Południe. Spośród nich jedynie osiedle Przybyszówka zachowało w dużej mierze historyczny układ i charakter dawnej podmiejskiej wsi. Osiedla Kotuli i Krakowska-Południe powstały natomiast głównie jako nowe zespoły zabudowy mieszkaniowej rozwijane już w granicach Rzeszowa.</p><p style="text-align:justify;">Choć stadion oddano do użytku w 1974 roku, KS Przybyszówka za oficjalną datę powstania klubu przyjmuje rok 1947. Oznacza to, że już w przyszłym roku klub będzie świętował 80-lecie swojej działalności. Na organizację jubileuszowych obchodów działaczom udało się pozyskać środki z Rzeszowskiego Budżetu Obywatelskiego. Dzięki wsparciu mieszkańców w ramach RBO klub otrzymał także dofinansowanie na remont trybun stadionu, które obecnie znajdują się w bardzo złym stanie technicznym. Modernizacja ma poprawić bezpieczeństwo i komfort kibiców oraz stać się jednym z elementów obchodów jubileuszu jednego z najstarszych klubów sportowych w tej części Rzeszowa.</p><p style="text-align:justify;">(s)</p> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[Wydarzyło się 6 lipca]]></title>
            <link>https://www.podkarpackahistoria.pl/artykul/325,wydarzylo-sie-6-lipca</link>
            <guid>https://www.podkarpackahistoria.pl/artykul/325,wydarzylo-sie-6-lipca</guid>
            <pubDate>Mon, 06 Jul 2026 00:03:00 +0200</pubDate><media:content url="https://static2.podkarpackahistoria.pl/data/articles/xga-4x3-6-lipca-1669380989.jpg" type="image/jpeg" medium="image" /><description>6.07.1768 - W obozie pod Sieniawą w czasie generalnego zjazdu szlachty sanockiej i dukielskiej obwołany marszałkiem konfederackim zostaje Jakub Ignacy Bronicki, dziedzic Nowotańca, ogłoszony zostaje t</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p style="text-align:justify;"><strong>6.07.1768</strong> - W obozie pod Sieniawą w czasie generalnego zjazdu szlachty sanockiej i dukielskiej obwołany marszałkiem konfederackim zostaje Jakub Ignacy Bronicki, dziedzic Nowotańca, ogłoszony zostaje też akt Konfederacji Ziemi Sanockiej. Ma to związek z poparciem dla Konfederacji Barskiej.</p><p style="text-align:justify;"><strong>6.07.1877</strong> - W Opocznie urodził się Włodzimierz Perzyński, komediopisarz, publicysta.</p><p style="text-align:justify;"><strong>6.07.1896</strong> - W Przemyślu urodził się Roman Bereski, chorąży Legionów Polskich, poległy w lipcu 1915 w bitwie pod Jastkowem.</p><p style="text-align:justify;"><strong>6.07.1916</strong> - Zakończyła się bitwa pod Kostiuchnówką, w której poległ m.in. pochodzący z Rzeszowa major Legionów Tadeusz Furgalski „Wyrwa”.</p><p style="text-align:justify;"><strong>6.07.1937</strong> - Zmarł Bohdan Ihor Antonycz, urodzony w Nowicy koło Golic, absolwent Gimnazjum Męskiego w Sanoku, poeta i prozaik ukraiński.</p><p style="text-align:justify;"><strong>6.07.1940</strong> - W lesie koło Sieklówki na Podkarpaciu hitlerowcy rozstrzelali 87 żołnierzy i 2 przewodników schwytanych w czasie próby przedostania się na Węgry.</p><p style="text-align:justify;"><strong>6.07.1940</strong> - Z obozu koncentracyjnego Auschwitz uciekł pierwszy więzień – pochodzący z Kołaczyc Tadeusz Wiejowski. Rok później został schwytany i rozstrzelany.</p><p style="text-align:justify;"><strong>6.07.1974</strong> - Reprezentacja Polski zakończyła udział w piłkarskich Mistrzostwach Świata w zachodnich Niemczech pokonując Brazylię 1:0 i zajmując trzecie miejsce w turnieju. Królem strzelców został mielczanin Grzegorz Lato.</p><p style="text-align:justify;"><strong>6.07.1977</strong> - W Rzymie zmarł Karol Popiel, ur. w Rzochowie, polityk chadecki, poseł II RP, więzień brzeski, minister w rządzie Władysława Sikorskiego.</p><p style="text-align:justify;"><strong>6.07.1997</strong> - Początek „powodzi tysiąclecia”, która dotknęła także tereny obecnego Podkarpacia.</p> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[Ignacy Machowski - gwiazdor drugiego planu]]></title>
            <link>https://www.podkarpackahistoria.pl/artykul/635,ignacy-machowski-gwiazdor-drugiego-planu</link>
            <guid>https://www.podkarpackahistoria.pl/artykul/635,ignacy-machowski-gwiazdor-drugiego-planu</guid>
            <pubDate>Sun, 05 Jul 2026 08:06:00 +0200</pubDate><media:content url="https://static2.podkarpackahistoria.pl/data/articles/xga-4x3-ignacy-machowski-gwiazdor-drugiego-planu-1669381893.jpg" type="image/jpeg" medium="image" /><description>W filmach grywał najczęściej role drugoplanowe i epizodyczne. Ale był tak charakterystycznym aktorem, że zapadał w pamięć i zdobywał ogromną sympatię widzów, mimo, że zdarzało mu się grać także postac</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p style="text-align:justify;"><strong>W filmach grywał najczęściej role drugoplanowe i epizodyczne. Ale był tak charakterystycznym aktorem, że zapadał w pamięć i zdobywał ogromną sympatię widzów, mimo, że zdarzało mu się grać także postacie mało sympatyczne.&nbsp;</strong></p><p style="text-align:justify;">Ignacy Machowski urodził&nbsp;się 5 lipca 1920 roku w Rzeszowie. Po zakończeniu okupacji niemieckiej, w 1944 roku, debiutował w Teatrze Ziemi Rzeszowskiej, uczył&nbsp;się w studium aktorskim pod okiem Józefa Kondrata i Stefanii Domańskiej. Wraz z karierę zaczynali m.in.&nbsp;Kazimierz Dejmek i Adam Hanuszkiewicz. Zdał eksternistyczny egzamin aktorski w Łodzi, przeniósł&nbsp;się do Jeleniej Góry. W późniejszych latach pracował m.in. w we Wrocławiu, Warszawie i Gdańsku.&nbsp;</p><p style="text-align:justify;">W swej karierze zagrał ponad sześćset ról teatralnych, przeszło pięćdziesiąt ról filmowych, ponad sto w&nbsp;Teatrze Telewizji&nbsp;i tysiące w spektaklach radiowych. Zagrał m.in. w takich filmach i serialach jak "Popiół i diament", "Eroica", "Cień", "Spotkanie ze szpiegiem", "Kazimierz Wielki", "07 zgłoś się", "Stawka większa niż życie", "Zmiennicy" i wielu, wielu innych.&nbsp;</p><p style="text-align:justify;">Zmarł 11 stycznia 2001, w wieku 81 lat, pochowany został na warszawskich Powązkach. Był trzykrotnie żonaty. Z trójki dzieci w&nbsp;jego ślady poszedł syn Krzysztof, absolwent Państwowej Wyższej Szkoły Teatralnej w Warszawie, aktor, ale również dziennikarz i fotografik.&nbsp;&nbsp;</p><p style="text-align:justify;">(s)</p> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[5.07.1940. Zbrodnia na wzgórzu Gruszka]]></title>
            <link>https://www.podkarpackahistoria.pl/artykul/12,5-07-1940-zbrodnia-na-wzgorzu-gruszka</link>
            <guid>https://www.podkarpackahistoria.pl/artykul/12,5-07-1940-zbrodnia-na-wzgorzu-gruszka</guid>
            <pubDate>Sun, 05 Jul 2026 05:47:00 +0200</pubDate><media:content url="https://static2.podkarpackahistoria.pl/data/articles/xga-4x3-5071940-zbrodnia-na-wzgorzu-gruszka-1669379984.jpg" type="image/jpeg" medium="image" /><description>W nocy z 5 na 6 lipca 1940 roku, na wzgórze „Gruszka” nieopodal Tarnawy Dolnej hitlerowcy przywieźli ponad setkę Polaków skazanych na śmierć za próbę nielegalnego przedostania się na Węgry. Padły salwy karabinowe. Była to jedna z pierwszych i największych masowych zbrodni okupanta na tym terenie.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p style="text-align:justify;">Po klęsce w kampanii wrześniowej przez tereny ziemi sanockiej przedzierały się tysiące osób, które nie mogąc pogodzić się z utratą niepodległości, pragnęły przedostać się przez nieodległą granicę węgierską o formujących się we Francji wojsk polskich. Pomagały im w tym naprędce organizujące się w terenie punkty kontaktowe. Doskonale zdawały sobie z tego sprawę władze okupacyjne, które wszelkimi sposobami usiłowały przeciwstawiać się temu zjawisku i likwidować kanały przerzutowe.</p><p style="text-align:justify;"><strong>Droga na Węgry</strong></p><p style="text-align:justify;">Próby przedostania się przez zieloną granicę na tereny Słowacji, wcielone do Węgier, podejmowali wojskowi z rozbitych oddziałów, którym udało się uniknąć niewoli i patriotycznie nastawiona młodzież. Niestety, zwłaszcza w pierwszym okresie przerzutów, wiele takich prób było nieudanych. Na przeszkodzie stawała nieznajomość terenu, słabo zorganizowana jeszcze sieć kurierska, nasycenie oddziałami niemieckiego wojska i policji, po części także nieprzychylna wobec uciekinierów z Generalnej Guberni postawa części miejscowej ludności, zwłaszcza Ukraińców o nacjonalistycznych poglądach.</p><p style="text-align:justify;">Chwytanych „węgierników” – jak ich określano transportowano najczęściej do więzień w Sanoku, Jaśle, Dukli. Tu czekali na swój los. W kwietniu 1940 roku w sanockim więzieniu przebywało 619 więźniów. W większości ujętych na „zielonej granicy”. Z początkiem tego roku, w ramach „AB” – likwidowania „elementów niebezpiecznych” dla okupanta, zaczęto opóźniać więzienia.</p><p style="text-align:justify;">14 czerwca 1940 roku kilkudziesięciu więźniów z Sanoka, po uprzednim przetransportowaniu ich do Tarnowa, znalazło się w pierwszym transporcie do Oświęcimia. Z kolei początkiem lipca Niemcy zdecydowali się w ramach „opróżniania” więzienia na wymordowanie części tu osadzonych.</p><p style="text-align:justify;"><strong>Na miejsce kaźni</strong></p><p style="text-align:justify;">Niedługo przed egzekucją, w sanockim więzieniu zebrał się niemiecki sąd doraźny, organizując parodię procesu więźniów. Kilkuminutowe rozprawy kończyły się jednym wyrokiem: karą śmierci. Przejmujący opis ostatnich godzin życia ponad setki patriotów zamieścił w kwietniu 1970 roku krakowski „Dziennik Polski”:</p><p style="text-align:justify;">- <i>Wszystkich 115 skazańców umieszczono w oddzielnej celi. Działy się tam straszne sceny. W przeróżny sposób żegnali się więźniowie z życiem. Jedni modlili się żarliwie. drudzy złorzeczyli Bogu za nieszczęścia, do jakich dopuszcza. Smugi świateł przesuwały się po &nbsp;twarzach to w tę to w tamtą stronę. Skazańcy siedzieli skamieniali. W oczach ich krył się obłędny strach przed tym, co nieuchronnie się zbliżało. SS-mani byli znudzeni. Źli, że tak wcześnie musieli wstać tego dnia. Chcieli to mieć jak najszybciej za sobą. by – jak po każdej egzekucji – zebrać się na przyjacielską pogwarkę, mocno zaprawianą alkoholem i innymi uciechami tego świata. Po upływie dwunastu godzin oczekiwania na wykonanie wyroku na korytarzu więziennym w Sanoku podkute gwoździami buty uderzyły o kamienną posadzkę. Każdy krok wdzierał się boleśnie w mózg. Tak jakby strzelał karabin maszynowy. Szła śmierć</i>.</p><p style="text-align:justify;">W nocy z 5 na 6 lipca 113 skazanych (w niektórych źródłach podawane są liczby o 112 do 115 osób) zapakowano na cztery policyjne samochody ciężarowe. Ostatnia podróż skazanych wiodła przez Zagórz i Tarnawę Górną.</p><p style="text-align:justify;">Miejsce egzekucji było już wcześniej przygotowane. Na polecenie Niemców wykopany został dół, teren został obstawiony przez ściągniętych z garnizonu w Rzeszowie funkcjonariuszy 45 Batalionu Policyjnego. Oni otwierali ogień do kolejnych wyładowywanych z samochodów grup więźniów.</p><p style="text-align:justify;">Rozstrzeliwania, które trwały kilka godzin, do rana 6 lipca, mimo niemieckich prób utrzymania zbrodni w tajemnicy, nie uszły uwadze miejscowej ludności. Ludzie zapamiętali miejsce kaźni zamaskowane świerkami. Według jednej z wersji do grona skazańców dołączono też kilku okolicznych chłopów, którzy nieopatrznie, zbyt blisko podeszli do miejsca egzekucji i dali się schwytać oprawcom.</p><p style="text-align:justify;">Po wycofaniu się Niemców z tych terenów zapadła decyzja o ekshumacji pomordowanych i urządzenia ofiarom godnego pochówku. Nastąpiło to w listopadzie 1947 roku. Prochy rozstrzelanych uroczyście przeniesiono na teren Cmentarza Centralnego w Sanoku i tu pochowano we wspólnej mogile.</p><p style="text-align:justify;"><strong>Ucieczka znad grobu</strong></p><p style="text-align:justify;">Śmierci na „Gruszce” cudem uniknął jeden ze skazańców, 20-letni wówczas Jan Schaller, weteran Kampanii Wrześniowej, uczestnik walk o Modlin i na południowo-wschodnich rubieżach II RP, schwytany w okolicach Cisnej na skutek zdrady przewodnika i umieszczony w sanockim więzieniu.</p><p style="text-align:justify;">Po latach wspominał, że oczekując na śmierć, wspólnie z trzema towarzyszami niedoli postanowili uciekać, a przynajmniej drogo sprzedać skórę. Z tych planów nic nie wyszło. W momencie wyczytania nazwisk przed wyprowadzeniem z celi wszyscy byli jak skamienieli. Gdy zabrano innych więźniów Schaller postanowił popełnić samobójstwo. Z podeszwy butów wyciągnął tępą żyletkę. Z całej siły przeciął żyły lewego nadgarstka. Bryzgnęła krew. Zauważyli to SS-mani, wyrywając narzędzie i wyciągając chłopaka na podwórze i wrzucając do jednego z samochodów.</p><p style="text-align:justify;">Schallera nie opuszczała myśl o ucieczce. Na którymś z zakrętów gwałtownie wsadził nogi między brezent a &nbsp;klapę i zaczął przeciskać przez szczelinę. Jeden z Niemców zauważywszy to chwycił go za marynarkę. Na szczęście przezornie odpięta, pozostała w jego rękach. &nbsp;Po chwili uciekinier był już na drodze. Samochód gwałtownie zaczął hamować. Tak później wspominał:</p><p style="text-align:justify;">&nbsp;- <i>Uciekałem między kopami siana. Była godzina trzecia nad ranem. Zupełnie ciemno. Hitlerowcy strzelali na oślep. Serie ich nie były dla mnie groźne. Rzucony granat uderzył w kopę siana. Podmuch rzucił na ziemię. przebiegłem jeszcze parę kroków i znalazłem się w zbożu. Moi towarzysze z którymi jeszcze niedawno siedziałem w celi skazańców, zostali rozstrzelani między Tarnawą a Uzelami na polanie nazywanej przez miejscową ludność „pod Gruszką</i>.</p><p style="text-align:justify;">Przez jakiś czas tułał się po lesie. Tu trafił na kobietę, która powiedziała mu, że znajduje się w okolicy Porażą. Przypomniał sobie, że w jednej celi siedział z chłopakiem z tych &nbsp;okolic Michałem Grzybem. Na wszelki wypadek więźniowie wymieniali się adresami. Ten kto przeżyje miał dać świadectwo prawdzie, powiadomić rodziny. Szczęśliwie dotarł do domu matki współtowarzysza niedoli – Agaty Grzyb. Po półtoramiesięcznym pobycie u Grzybów zdecydował się na wyjazd do Krakowa. Tu jakiś czas pracował jako motorniczy, później przeniósł się do Mszany Dolnej, gdzie walczył w partyzantce, dowodził plutonem. Po wyzwoleniu stał się ważnym świadkiem tamtego tragicznego wydarzenia.</p><p style="text-align:justify;"><strong>Historia cmentarnej rzeźby</strong></p><p style="text-align:justify;">Na mogile ofiar egzekucji z 5 lipca 1940 na Cmentarzu Centralnym w Sanoku, uwagę zwraca charakterystyczna rzeźba drapieżnego ptaka z rozpostartymi skrzydłami. Niektórym kojarzy się ona z hitlerowskim orłem, pogardliwie zwanym „gapą”, którego wizerunek był jednym z emblematów używanych przez okupanta w czasie II wojny światowej. Nic bardziej mylnego. Z rzeźbą wiąże się ciekawa historia.</p><p style="text-align:justify;">Autorem rzeźby, przedstawiającej sokoła wspierającego się na kamiennej kuli jest sanocki artysta Stanisław Jan Piątkiewicz. Jego ojciec (również Stanisław) był słynnym rzeźbiarzem, autorem m.in. pomnika Władysława Jagiełły w Mrzygłodzie. czy rzeźby Atlasa zdobiącej narożnik kamienicy przy ul. Kazimierza Wielkiego w Sanoku.</p><p style="text-align:justify;">Stanisław – junior zlecenie na wykonanie rzeźby otrzymał jeszcze przed wybuchem wojny, w lecie 1939 roku, od zarządu sanockiego gniazda Towarzystwa Gimnastycznego „Sokół”. Zgodnie z planami zleceniodawców miała ona zostać umieszczona na szczycie siedziby organizacji przy ul. Mickiewicza. Zlecenie zostało wykonane 30 sierpnia 1939 roku. Następnego dnia artysta został powołany do wojska, walczył w kampanii wrześniowej, dostał się do sowieckiej niewoli, w ramach umów między Niemcami a ZSRR przekazany hitlerowcom i wypuszczony na wolność w 1941 roku. Co w czasie okupacji działo się z rzeźbą nie wiemy. Być może uniknęła losu wielu innych prac artystycznych ze względu na swe podobieństwo do godła hitlerowskiego. Faktem jest zaś, że nigdy nie stanęła w pierwotnie zaplanowanym miejscu, zaś jej przeznaczenie okazało się zgoła inne.</p><p style="text-align:justify;">W marcu 1946 roku Stanisław Piątkiewicz przypomniał władzom reaktywowanego „Sokoła” o swoim zachowanym dziele i upomniał się o nie zapłaconą z powodu wybuchu wojny ostatnią ratę należności, którą niebawem otrzymał. Sytuacja w kraju nie sprzyjała jednak reaktywowaniu przedwojennych organizacji. Wkrótce zabroniono odtwarzania struktur „Sokoła”, który został postawiony w stan likwidacji, zaś jego majątek przejęty przez władze.</p><p style="text-align:justify;">Na szczęście rzeźba nie została zniszczona. W 1947 roku, gdy dokonywano ekshumacji ofiar mordu znów sobie o niej przypomniano Ktoś uznał, że będzie ona pasowała do mogiły rozstrzelanych na sanockim cmentarzu. W ten sposób do dzisiaj rzeźba, która pierwotnie miała zdobić gmach „Sokoła”, przypomina o tragicznym wydarzeniu sprzed&nbsp;lat.</p><p style="text-align:justify;"><strong>Szymon Jakubowski</strong></p><p style="text-align:justify;">&nbsp;</p> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[Wydarzyło się 5 lipca]]></title>
            <link>https://www.podkarpackahistoria.pl/artykul/636,wydarzylo-sie-5-lipca</link>
            <guid>https://www.podkarpackahistoria.pl/artykul/636,wydarzylo-sie-5-lipca</guid>
            <pubDate>Sun, 05 Jul 2026 00:03:00 +0200</pubDate><media:content url="https://static2.podkarpackahistoria.pl/data/articles/xga-4x3-5-lipca-1669381896.jpg" type="image/jpeg" medium="image" /><description>5.07.1832 - W Rzeszowie urodził się Ludwik Schaitter, rzeszowski kupiec, działacz niepodległościowy i społeczny, radny miejski.5.07.1850 - Urodził się Grzegorz Milan, wójt Beska, poseł na Sejm Galicyj</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p style="text-align:justify;"><strong>5.07.1832</strong> - W Rzeszowie urodził się Ludwik Schaitter, rzeszowski kupiec, działacz niepodległościowy i społeczny, radny miejski.</p><p style="text-align:justify;"><strong>5.07.1850</strong> - Urodził się Grzegorz Milan, wójt Beska, poseł na Sejm Galicyjski wybrany w wyborach w 1897 i 1901 roku.</p><p style="text-align:justify;"><strong>5.07.1909</strong> - Założono klub piłkarski JKS Jarosław.</p><p style="text-align:justify;"><strong>5.07.1916</strong> - W Trzcianie koło Rzeszowa urodził się Mieczysław Kawalec, żołnierz kampanii wrześniowej oraz ZWZ/AK, członek IV Zarządu WiN, stracony w komunistycznym więzieniu 1 marca 1951.</p><p style="text-align:justify;"><strong>5.07.1920</strong> - W Rzeszowie urodził się Ignacy Machowski, popularny aktor teatralny i filmowy.</p><p style="text-align:justify;"><strong>5.07.1940</strong> - Na górze Gruszka nieopodal Tarnawy Dolnej hitlerowcy dokonali egzekucji od 112 do 115 Polaków (źródła się różnią) przywiezionych tu z więzienia sanockiego, w większości schwytanych w czasie próby przedostania się na Węgry.</p> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[Prof. Roman Rencki. Wybitny Rzeszowianin wśród ofiar mordu profesorów lwowskich]]></title>
            <link>https://www.podkarpackahistoria.pl/artykul/1825,prof-roman-rencki-wybitny-rzeszowianin-wsrod-ofiar-mordu-profesorow-lwowskich</link>
            <guid>https://www.podkarpackahistoria.pl/artykul/1825,prof-roman-rencki-wybitny-rzeszowianin-wsrod-ofiar-mordu-profesorow-lwowskich</guid>
            <pubDate>Sat, 04 Jul 2026 10:08:00 +0200</pubDate><media:content url="https://static2.podkarpackahistoria.pl/data/articles/xga-4x3-prof-roman-rencki-wybitny-rzeszowianin-wsrod-ofiar-mordu-profesorow-lwowskich-1783153507.png" type="image/png" medium="image" /><description>Wśród polskich uczonych zamordowanych przez Niemców 4 lipca 1941 roku na Wzgórzach Wuleckich we Lwowie znalazł się prof. Roman Henryk Rencki – urodzony w Rzeszowie wybitny internista, profesor Uniwersytetu Jana Kazimierza, człowiek, który odegrał kluczową rolę w rozwoju Morszyna jako nowoczesnego uzdrowiska i jedna z najwybitniejszych postaci polskiej medycyny okresu międzywojennego.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p style="text-align:justify;">Roman Henryk Rencki urodził się 19 lipca 1867 roku w Rzeszowie. Po ukończeniu studiów medycznych związał swoje życie zawodowe ze Lwowem. Specjalizował się w chorobach wewnętrznych i szybko zdobył opinię jednego z najwybitniejszych polskich internistów swojej epoki. Od 1920 roku kierował I i II Kliniką Chorób Wewnętrznych Uniwersytetu Jana Kazimierza. Był cenionym wykładowcą, lekarzem i naukowcem, a jego dorobek obejmował kilkadziesiąt prac poświęconych m.in. chorobom nerek, przemianie materii oraz balneologii.</p><p style="text-align:justify;">Szczególne miejsce w działalności profesora zajmował Morszyn. Dostrzegł potencjał tamtejszych źródeł mineralnych i złóż borowiny, przyczyniając się do rozwoju miejscowości jako nowoczesnego uzdrowiska. Z jego inicjatywy prowadzono badania nad właściwościami leczniczymi miejscowych wód i solanek, rozwijano bazę medyczną oraz popularyzowano leczenie uzdrowiskowe. Dzięki jego zaangażowaniu Morszyn w okresie międzywojennym stał się jednym z najważniejszych uzdrowisk II Rzeczypospolitej, przyciągając kuracjuszy z całej Polski.</p><p style="text-align:justify;">Tragiczny finał jego życia nastąpił po wkroczeniu wojsk niemieckich do Lwowa. W nocy z 3 na 4 lipca 1941 roku funkcjonariusze niemieckich służb bezpieczeństwa rozpoczęli skoordynowaną akcję aresztowania profesorów lwowskich uczelni. Zatrzymywano ich w domach, często na oczach rodzin, bez przedstawienia jakichkolwiek zarzutów. Aresztowanych przewieziono na Wzgórza Wuleckie, gdzie jeszcze przed świtem dokonano egzekucji.</p><p style="text-align:justify;">Wśród ofiar znalazł się również prof. Roman Rencki. Tego dnia Niemcy rozstrzelali 40 osób. Łącznie ofiarą lipcowej zbrodni padło 45 osób – profesorów Uniwersytetu Jana Kazimierza, Politechniki Lwowskiej i Akademii Medycyny Weterynaryjnej, a także członkowie ich rodzin oraz osoby związane z uczelniami. Zbrodnia była elementem planowej polityki III Rzeszy, której celem było zniszczenie polskich elit intelektualnych na okupowanych ziemiach. Ciała zamordowanych pogrzebano początkowo w zbiorowym grobie. W 1943 roku Niemcy wydobyli je i spalili w Lesie Krzywczyckim, starając się zatrzeć ślady zbrodni. Dziś miejsce egzekucji na Wzgórzach Wuleckich jest jednym z najważniejszych miejsc pamięci poświęconych polskim uczonym zamordowanym podczas II wojny światowej.</p><p style="text-align:justify;">Z Podkarpaciem związany był również prof. Włodzimierz Jan Sieradzki, jeden z najwybitniejszych polskich lekarzy i pionierów medycyny sądowej, także zamordowany przez Niemców 4 lipca 1941 roku na Wzgórzach Wuleckich. Choć urodził się w Wieliczce, część swojej edukacji odebrał na terenie dzisiejszego województwa podkarpackiego. Uczył się w gimnazjum w Rzeszowie, a dwie ostatnie klasy ukończył w Gimnazjum im. Króla Stanisława Leszczyńskiego w Jaśle, gdzie w 1888 roku zdał egzamin dojrzałości. Później związał swoje życie zawodowe ze Lwowem, organizując tam Zakład Medycyny Sądowej i kierując nim nieprzerwanie przez 42 lata. Był również rektorem Uniwersytetu Jana Kazimierza w roku akademickim 1924/1925 i współtwórcą polskiej szkoły medycyny sądowej.</p><p style="text-align:justify;">Sprawą mordu profesorów lwowskich zajmowała się m.in. Oddziałowa Komisja Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu w Rzeszowie. Śledztwo o sygnaturze S 5/03/Zn, dotyczące zabójstwa profesorów polskich wyższych uczelni, członków ich rodzin i współmieszkańców we Lwowie w lipcu 1941 roku, zostało podjęte na nowo 25 lutego 2003 roku po ujawnieniu nowych materiałów archiwalnych. Postępowanie zakończyło się 22 czerwca 2007 roku umorzeniem z powodu niewykrycia sprawców. W uzasadnieniu wskazano, że mimo zgromadzenia obszernego materiału dowodowego nie było podstaw do przypisania odpowiedzialności konkretnym osobom za tę zbrodnię. Jednocześnie ustalono, że nie ma dowodów pozwalających uznać, iż żołnierze batalionu „Nachtigall” uczestniczyli w samej egzekucji profesorów. Część osób uznawanych za organizatorów lub uczestników niemieckiego aparatu terroru została po wojnie osądzona i skazana za inne zbrodnie wojenne, jednak nikt nie został skazany bezpośrednio za mord profesorów lwowskich.</p> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[Wydarzyło się 4 lipca]]></title>
            <link>https://www.podkarpackahistoria.pl/artykul/632,wydarzylo-sie-4-lipca</link>
            <guid>https://www.podkarpackahistoria.pl/artykul/632,wydarzylo-sie-4-lipca</guid>
            <pubDate>Sat, 04 Jul 2026 00:03:00 +0200</pubDate><media:content url="https://static2.podkarpackahistoria.pl/data/articles/xga-4x3-wydarzylo-sie-4-lipca-1720083559.jpg" type="image/jpeg" medium="image" /><description>4.07.1892 - Urodził się Julian Krzyżanowski, absolwent sanockiego Gimnazjum, wydawca, autor licznych podręczników z zakresu literatury polskiej, członek Polskiej Akademii Nauk.4.07.1893 - Na Starym Cm</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p style="text-align:justify;"><strong>4.07.1892</strong> - Urodził się Julian Krzyżanowski, absolwent sanockiego Gimnazjum, wydawca, autor licznych podręczników z zakresu literatury polskiej, członek Polskiej Akademii Nauk.</p><p style="text-align:justify;"><strong>4.07.1893</strong> - Na Starym Cmentarzu w Zagórzu pochowany został Maksymilian Łepkowski, poseł do austriackiej Rady Państwa, marszałek rady powiatu sanockiego, właściciel ziemski.</p><p style="text-align:justify;"><strong>4.07.1894</strong> - W Przeworsku urodziła się arystokratka Maria Innocenta Lubomirska Potulicka.</p><p style="text-align:justify;"><strong>4.07.1904</strong> - W Przemyślu urodził się Artur Malawski, kompozytor, dyrygent i nauczyciel.</p><p style="text-align:justify;"><strong>4.07.1906</strong> - W Kniażycach koło Przemyśla urodził się Juliusz Studnicki, malarz i rysownik.</p><p style="text-align:justify;"><strong>4.07.1909</strong> - W Różance koło Strzyżowa urodził się Józef Bełch, katolicki duchowny, publicysta, żołnierz AK.</p><p style="text-align:justify;"><strong>4.07.1941</strong> - W Lwowie, wraz z grupą polskich profesorów, zostali rozstrzelani &nbsp;urodzony w Rzeszowie prof. Roman Rencki i prof. Włodzimierz Sieradzki, uczeń gimnazjów w Rzeszowie i Jaśle, wybitny specjalista medycyny sądowej.</p><p style="text-align:justify;"><strong>4.07.1943</strong> - W katastrofie lotniczej koło Gibraltaru zginął urodzony w Tuszowie Narodowym gen. Władysław Sikorski. Wraz z nim śmierć ponieśli związani z Podkarpaciem gen. Tadeusz Klimecki i płk Andrzej Marecki.</p><p style="text-align:justify;"><strong>4.07.1947</strong> - W sowieckim obozie w Skopinie pod Riazaniem zginał pułkownik (pośmiertnie gen. brygady) Kazimierz Tumidajski, przez 10 lat mieszkaniec Sanoka, dowódca stacjonującego tu II batalionu 2 Pułku Strzelców Podhalańskich. Jego śmierć w obozie, gdzie trafił za swoja działalność w AK (był dowódcą Lubelskiego Okręgu Armii Krajowej), nastąpiła gdy był przymusowo karmiony w czasie strajku głodowego.</p> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[Czesław Śliwa - najsłynniejszy oszust PRL [film]]]></title>
            <link>https://www.podkarpackahistoria.pl/artykul/631,czeslaw-sliwa-najslynniejszy-oszust-prl-film</link>
            <guid>https://www.podkarpackahistoria.pl/artykul/631,czeslaw-sliwa-najslynniejszy-oszust-prl-film</guid>
            <pubDate>Fri, 03 Jul 2026 01:29:00 +0200</pubDate><media:content url="https://static2.podkarpackahistoria.pl/data/articles/xga-4x3-czeslaw-sliwa-najslynniejszy-oszust-prl-film-1669381882.png" type="image/png" medium="image" /><description>Urodził się w Rzeszowie 3 lipca 1935 roku, jego ojciec prowadził gorzelnię i gospodarstwo rolne w podrzeszowskiej Błażowej. Naprawdę nazywał się Jacek Silber, pod nazwiskiem Czesław Śliwa był ukrywany w czasie okupacji.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p style="text-align:justify;">Już od wczesnych młodzieńczych parał się oszustwami. Ukończył szkołę średnią, nie zdał jednak matury. Zatrudnił się w zakładzie krawieckim w Bytomiu posługując się sfałszowanym dyplomem inżyniera włókiennictwa na nazwisko Jacek Elizeusz Zilbercfaig. Później zatrudnił się w Wałbrzychu jako ekspert górniczy, także na podstawie „lewych” dokumentów. Po raz pierwszy wpadł, gdy zwrócił uwagę milicji pojawiając się na własnym ślubie w mundurze inżyniera górnika, do czego nie miał prawa. Skazany na 7 lat więzienia, wyszedł na podstawie amnestii w 1964 roku. P0 dwóch kolejnych latach znów trafił za kraty za oszustwa.</p><p style="text-align:justify;">Na wolności znalazł się w sierpniu 1969 roku i przybrał wtedy nazwisko Jacka Ben Silbersteina. Udawał Żyda, który jako dziecko został ocalony w czasie wojny i pragnie się odwdzięczyć swym wybawcom. Oferował duże sumy pieniędzy, ale wcześniej wyłudzał duże kwoty na rzekome załatwienie niezbędnych formalności. Jego ofiarami byli akurat ludzie, którzy z pomocą żydowskim dzieciom nie mieli nic wspólnego, ale w „Żydzie” widzieli szansę na niezły zarobek.</p><p style="text-align:justify;">Najsłynniejszym oszustwem Śliwy było założenie we Wrocławiu, we wrześniu 1969 roku, fikcyjnego konsulatu. Udało mu się oszukać lokalne władze i wiele osób świadczących&nbsp;mu różne usługi i pożyczające pieniądze w zamian za późniejsze zatrudnienie. Aresztowany został 28 listopada 1969 roku. Sprawa wyszła na jaw, gdy ambasada austriacka otrzymała rachunek za wynajem „biura” konsulatu w jednym z wrocławskim hoteli.</p><p style="text-align:justify;">W 1970 roku reżyser Krzysztof Gradowski nakręcił film dokumentalny „Konsul i inni”, w którym Śliwa w szczegółach opowiadał o mechanizmach swojej działalności. Dokument, dostępny na Youtube, udostępniamy również na portalu „Podkarpackiej Historii”. Słynny oszust zmarł 18 listopada 1971 w wyniku komplikacji po tzw. połyku. Postać Śliwy została spopularyzowana w 1989 roku filmem fabularnym „Konsul” Mirosława Borka z Piotrem Fronczewskim w roli głównej.</p><p style="text-align:justify;">(z)</p> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[3.07.1944. Akcja w Połomii – odbicie więźniów Gestapo]]></title>
            <link>https://www.podkarpackahistoria.pl/artykul/34,3-07-1944-akcja-w-polomii-odbicie-wiezniow-gestapo</link>
            <guid>https://www.podkarpackahistoria.pl/artykul/34,3-07-1944-akcja-w-polomii-odbicie-wiezniow-gestapo</guid>
            <pubDate>Fri, 03 Jul 2026 00:43:00 +0200</pubDate><media:content url="https://static2.podkarpackahistoria.pl/data/articles/xga-4x3-3071944-akcja-w-polomii-odbicie-wiezniow-gestapo-1669380045.jpg" type="image/jpeg" medium="image" /><description>&amp;nbsp;3 lipca 1944 roku w Połomii&amp;nbsp;k. Rzeszowa dwunastu żołnierzy AK zorganizowało ryzykowną akcję odbicia aresztowanych przez gestapo partyzantów. Dzięki brawurowemu zaatakowaniu dwóch samochodów</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p><strong>&nbsp;3 lipca 1944 roku w Połomii&nbsp;k. Rzeszowa dwunastu żołnierzy AK zorganizowało ryzykowną akcję odbicia aresztowanych przez gestapo partyzantów. Dzięki brawurowemu zaatakowaniu dwóch samochodów niemieckich przewożących więźniów do Rzeszowa, uratowano siedmiu z nich. Wielu partyzantów z okolic Strzyżowa i Rzeszowa uniknęło aresztowań, ponieważ w jednym z samochodów znajdowały się spisy ewidencyjne do dalszych zatrzymań. Dziś ciężko sobie wyobrazić, ile trzeba mieć w sobie zuchwalstwa i odwagi, by podjąć walkę z uzbrojonym po zęby przeciwnikiem. I walczyć na tyle skutecznie, by nie tylko nie ponieść strat, ale wyjść z tej potyczki zwycięsko.&nbsp;</strong></p><p style="text-align:justify;">&nbsp; &nbsp;Jak pisze dr Piotr Szopa w książce pt. „Armia Krajowa w Strzyżowskiem”, po zastrzeleniu Zygmunta Patryna „Słowika” 11 czerwca 1944 r. zaczęły się aresztowania członków AK. W nocy z 2 na 3 lipca rozpoczęły się aresztowania w Hyżnem i Niebylcu. – W Strzyżowie zginął zastępca dowódcy placówki strzyżowskiej Jan Koczela Zawalski. W Dobrzechowie został aresztowany zastępca dowódcy oddziału partyzanckiego, który działał na terenie gminy Niebylec. Następnie w Godowej został ujęty Tadeusz Moskal „Tur”. W Lutczy, w czasie rewizji u Edwarda Lenarta, zastępcy dowódcy placówki, znaleziono zeszyty ewidencyjne wszystkich żołnierzy placówki Niebylec – w sumie 645 osób. O tych aresztowaniach poinformowano poprzez łączność kolejową placówkę AK w Czudcu, skąd łącznicy pobiegli przekazać wiadomość do Połomii – tak dr Piotr Szopa mówił o wydarzeniach poprzedzających akcję odbicia więźniów podczas uroczystości upamiętniających 70. rocznicę 3 lipca.</p><p style="text-align:justify;"><strong>Strzelać? Tylko na pewniaka</strong></p><p style="text-align:justify;">&nbsp; &nbsp;Akcją w Połomii dowodził Antoni Bosek ps. „Sójka” (1911-1990), zakonspirowany w styczniu 1940 roku do Armii Krajowej; organizator tajnego ruchu oporu na terenie Niebylca, który już wcześniej miał na koncie kilka akcji sabotażowych (m.in. zdemolowanie mleczarni w Niebylcu jesienią 1943 roku; rozprowadzenie 296 metrów zboża z punktu odbioru zbóż w Niebylcu między głodującą ludność; zniszczenie 500 litrów wódki przeznaczonej przez Niemców na rozpijanie ludności polskiej czy dowodzenie akcją ubezpieczającą teren zrzutów broni na Gwoźnicy Górnej w grudniu 1943 r.).</p><p style="text-align:justify;">&nbsp; &nbsp;Powiadomiony o aresztowaniach „Sójka” miał bardzo mało czasu na zorganizowanie ataku na Niemców. Zaledwie kilkadziesiąt minut Wysłał dwóch gońców i zarządził zbiórkę. – <i>Dwunastu żołnierzy podzielił na grupy i obsadził wokół drogi, którą gestapowcy mieli jechać do Rzeszowa. Jan Brud, zięć biorącego udział w akcji Leopolda Basamona ps. „Wiewiórka”, który spisał wspomnienia uczestników akcji, podaje dokładne ustawienia partyzantów. „Najbliżej drogi są Sitek Bronisław „Rybitwa” z niemieckim pistoletem maszynowym przywiezionym z Rzeszowa przez Władysławę Szpond „Srokę”. Po drugiej stronie był Bosek Jan „Ćma” z rosyjską pepeszą. Nad nimi ukryty za dwoma grubymi drzewami obserwator Basamon Leopold „Wiewiórka” mający podawać odległość zbliżających się samochodów. Bosek Antoni „Sójka”, Bosek Błażej „Hermes”, Masłyk Michał „Gruby”, Masłyk Franciszek „Wrona”, Dudek Henryk „Mewa”, Kawalec Stanisław „Koc”, Mazur Henryk „Brylant”, Sworst Protazy „Rekord”, Domaradzki Roman „Wierzba” Z dwoma karabinami, pistoletami, granatami i strzelbami zajmują stanowiska po obu stronach drogi. Kilku bez broni kryją się w korycie rzeki Gwoźnica. Mają w odpowiednim momencie krzyczeć „Hura” robiąc wrażenie okrążania -</i>&nbsp;pisze Jan Brud.</p><p style="text-align:justify;">&nbsp; &nbsp;O godz. o 11.15 jeden z obserwatorów gwizdem dał znać o nadjeżdżających dwóch samochodach niemieckich, jadących w odległości ok. 150-200 metrów. Kiedy pierwszy dojechał na odległość 80 metrów, Bronisław Sitek „Rybitwa” otworzył ogień. Strzał był celny, samochód wylądował w rowie, a kierowca został poważnie ranny – relacjonował Piotr Szopa.</p><p style="text-align:justify;">&nbsp; &nbsp; Wywiązała się walka. Słabo uzbrojeni żołnierze AK – według żołnierza AK Romana Konieczkowskiego, wyposażonych w jeden pistolet PM, trzy kbk oraz granaty, butelki z benzyną i siekiery – oddawali pojedyncze strzały w stronę dobrze uzbrojonego przeciwnika, bo Antoni Bosek na początku zaznaczył, żeby strzelać tylko na pewniaka. – Niemcy podchodzili coraz bliżej. Na domiar złego broń jednego z partyzantów zacięła się. Wtedy Protazy Sworst ps. „Rekord” krzyknął: „Hura!”, a za nim kolejni. Ponieważ w pobliżu było wysokie zboże, Niemcy sądzili, że zaatakowała ich duża grupa żołnierzy. Porzucili broń i wycofali się do drugiego samochodu, którym odjechali w stronę Rzeszowa – mówił Piotr Szopa.</p><p style="text-align:justify;">&nbsp; &nbsp;Mimo że Niemcy mieli przewagę liczebną i byli dobrze uzbrojeni (każdy miał karabin maszynowy i broń osobistą), nie udało im się pokonać dwunastu partyzantów. Czterech Niemców zostało zabitych, dwóch rannych, ponadto partyzanci zdobyli broń i teczkę ze spisami ewidencyjnymi osób wyznaczonych do dalszych aresztowań. Niemcy stracili także jeden samochód, który został spalony. Partyzanci nie ponieśli żadnych strat; udało im się uratować siedmiu żołnierzy AK: Bolesława Indyka z Dobrzechowa, Eugeniusza Pelca ze Strzyżowa, Tadeusza Moskala z Godowej, Stanisława Wieszczka z Żyznowa, Stanisława Głowackiego z Pstrągowej, Franciszka Ziobro z Wyżnego oraz Edwarda Lenarta z Lutczy. Uwolnieni więźniowie zostali zaprowadzeni do pobliskiej kuźni, gdzie miejscowy kowal Stanisław Pałys rozciął drut kolczasty, którym mieli związane ręce. Więźniów z drugiego samochodu, niestety, nie udało się uratować.</p><p style="text-align:justify;"><strong>Likwidacja komendanta Kőhlera</strong></p><p style="text-align:justify;">&nbsp; &nbsp;Akcja odbicia więźniów miała ciąg dalszy. Jak wynika z relacji żołnierza AK Ludwika Kozimora, tego samego dnia w godzinach popołudniowych komendant żandarmerii Otto Kőhler w asyście trzech żandarmów wyjechał konno w okolice Połomii niedaleko przysiółka Gadajówka obok Sośniny, gdyż dotarł do niego meldunek o zajściach w Połomii. Nieopodal w lesie odpoczywali partyzanci po przeprowadzonej akcji. Niemcy nie spodziewając się niczego złego, zbliżyli się do lasu. Wtedy padł strzał, który śmiertelnie ranił Hauptmanna Otto Kőhlera. Postrzelony został również drugi Niemiec, pozostali szybko się oddalili. Strzelającymi byli połomscy partyzanci Roman Domaradzki i Stanisław Nowak. Ciało Kőhlera przewieziono furmanką pod dom Michała Janasia w Zaborowiu, skąd zabrano go samochodem.</p><p style="text-align:justify;">&nbsp; &nbsp;Dzień później Eugeniusz Antonik, dowódca niebyleckiego plutonu AK wydał rozkaz opanowania posterunku policji granatowej w Niebylcu, ponieważ partyzanci dowiedzieli się, że odjeżdżający z posterunku komendant żandarmerii Kopp planuje wyprawę pacyfikacyjną w odwecie za zabicie komendanta Ottona Kohlera oraz za akcję odbicia więźniów w Połomi. Grupa bojowa z Niebylca rozbroiła zaskoczonych policjantów, a po przetrzymaniu wypuściła. Oddział, który zajął posterunek, zabezpieczył również drogi dojazdowe do Niebylca. Po tych wydarzeniach Niemcy musieli uznali obszar placówki niebyleckiej i strzyżowskiej za szczególnie niebezpieczny, ponieważ na skrzyżowaniach dróg w tym rejonie zostały postawione tablice o treści „Uwaga – partyzanci – bandyci!”, o czym pisze w swojej książce Roman Konieczkowski.</p><p style="text-align:justify;"><strong>***</strong></p><p style="text-align:justify;">&nbsp; &nbsp;Wydarzenia z 3 lipca 1944 roku są bliskie mieszkańcom Połomii i okolic, bo brali w nich udział ich dziadkowie, ojcowie, wujkowie. W drugim samochodzie, tym, którego nie udało się zatrzymać, przewożony był Tadeusz Kawalec, sąsiad moich dziadków. Pamiętam, jak moja babcia Anna Drążek opowiadała mi o jego aresztowaniu. Babcia i dziadek Piotr dowiedziawszy się o aresztowaniach, błyskawicznie ostrzegli okopującego kapustę Kawalca o zbliżających się Niemcach. Otworzyli mu drzwi od stodoły i wołali, żeby się ukrył. Podobno kiedy Niemcy go aresztowali, właśnie kończył jeść obiad wyniesiony w pole przez żonę… Po latach rodzina Kawalca dowiedziała się kiedy i jak zginął. 30 lipca 1944 roku z numerem 87874 trafił do obozu Sachsenhausen. W lutym 1945 roku został przeniesiony do Mauthausen z numerem 131122, gdzie zmarł 12 marca tego samego roku. Przyczyną śmierci było ogólne wycieńczenie organizmu i niewydolność układu krążenia. Drugi z więźniów, partyzant z Baryczki o nazwisku Kiełbasa trafił do Oświęcimia. Przeżył tylko dlatego, że w kuchni, gdzie pracował, żywił się łupinami ziemniaków. Gdy wrócił do domu ważył ok. 35 kilo…</p><p style="text-align:justify;"><i>&nbsp; &nbsp;Pisząc artykuł korzystałam z następujących książek: Piotr Szopa, Armia Krajowa w Strzyżowskiej”; Roman Konieczkowski „Strzępy wspomnień”; Ludwik Kozimor, „ZWZ AK Palcówka Niebylec”; wspomnień Jana Bruda oraz informacji spisanych przez p. Lucynę Podolską.</i></p><p style="text-align:justify;"><strong>Katarzyna Grzebyk</strong></p><p style="text-align:justify;"><strong>dziennikarka VIP Biznes i Styl; autorka bloga www.booksandbabies.pl, mieszkanka Połomii</strong></p><p style="text-align:justify;"><strong>Tekst ukazał się w nr 3-4/2015 "Podkarpackiej Historii"</strong></p> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[Podkarpackie ofiary katastrofy gibraltarskiej]]></title>
            <link>https://www.podkarpackahistoria.pl/artykul/633,podkarpackie-ofiary-katastrofy-gibraltarskiej</link>
            <guid>https://www.podkarpackahistoria.pl/artykul/633,podkarpackie-ofiary-katastrofy-gibraltarskiej</guid>
            <pubDate>Fri, 03 Jul 2026 00:23:00 +0200</pubDate><media:content url="https://static2.podkarpackahistoria.pl/data/articles/xga-4x3-podkarpackie-ofiary-katastrofy-gibraltarskiej-1669381888.jpg" type="image/jpeg" medium="image" /><description>Kapitan Eduard Prchal, pierwszy pilot bombowca Liberator AL 523, jedyny ocalały z katastrofy, tak wspominał tragiczne momenty:- Start odbył się normalnie (…). Po wyrównaniu steru wysokości uczułem nag</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p style="text-align:justify;">Kapitan Eduard Prchal, pierwszy pilot bombowca Liberator AL 523, jedyny ocalały z katastrofy, tak wspominał tragiczne momenty:</p><p style="text-align:justify;"><i>- Start odbył się normalnie (…). Po wyrównaniu steru wysokości uczułem nagle silny wstrząs i stwierdziłem, że stery są całkowicie zablokowane. Zawołałem na mechanika, który doskoczył do urządzenia blokującego i stwierdził, że jest ono otwarte (…). Samolot przeszedł w lot ślizgowy, a ponieważ byliśmy wówczas na wysokości 300 stóp nie ulegało wątpliwości, że rozbić się musimy w ciągu kilku sekund. Zawołałem przez telefon pokładowy: Uwaga, kraksa (…). Równocześnie, chcąc zmniejszyć siłę uderzenia zamknąłem wszystkie 4 przepusty &nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;i zawołałem do drugiego pilota, aby wyłączył silnik, zdołałem odczytać jeszcze na zegarach, że pikujemy do wody z szybkością 150 mil na godzinę. W tej chwili uczułem silne uderzenie, słyszałem jeszcze jak samolot się rozpada i straciłem przytomność ….</i> &nbsp;</p><p style="text-align:justify;"><strong>Ostatnia podróż</strong></p><p style="text-align:justify;">Był koniec maja 1943 r. Urodzony 20 maja 1881 r. w Tuszowie Narodowym koło Mielca, Wódz Naczelny Polskich Sił Zbrojnych i premier naszego rządu na emigracji, generał broni Władysław Sikorski udał się w swą najdłuższą, jak się okazało ostatnią podróż wojenną na Bliski Wschód.</p><p style="text-align:justify;">Odbył inspekcję i wizytację stacjonujących tam oddziałów polskich oraz przewodniczył konferencjom, rozmowom dyplomatycznym i sztabowym, m.in. na temat wyłonienia z Armii Polskiej na Wschodzie związku taktycznego, który otrzymał nazwę 2. Korpusu. Bardzo zmęczony wyruszył 3 lipca w drogę powrotną. Jednak ze względu na upały &nbsp;i zmęczenie zdecydował, by zatrzymać się i odpocząć w Gibraltarze.</p><p style="text-align:justify;">&nbsp;4 lipca 1943 r., tuż po godzinie 23., w kilka minut po starcie z miejscowego lotniska samolot z generałem i towarzyszącymi mu osobami spadł do morza. W wyniku tej katastrofy oprócz członków załogi samolotu wraz z gen. Sikorskim zginęli m.in.: szef Sztabu Naczelnego Wodza - gen. bryg. Tadeusz Klimecki, szef III Oddziału Operacyjnego Sztabu Naczelnego Wodza - płk dypl. Andrzej Marecki, brytyjski oficer łącznikowy od Churchilla do Sikorskiego - płk Victor Cazalet, doradca wicekróla Indii - brig. John Percival Whiteley, oficer Pomocniczej Służby Kobiet i szyfrantka, a prywatnie córka generała - ppor. Zofia Leśniowska, adiutant Naczelnego Wodza - por. Józef Ponikiewski, sekretarz Adam Kułakowski, kurier z Warszawy, żołnierz AK Jan Gralewski-Pankowski i pasażerowie brytyjscy, cywile W.H. Lock i Mr Pinder. Ofiar mogło być więcej lecz jedyny egzemplarz listy pasażerów zaginął wraz samolotem. Wypadek przeżył z niewielkimi obrażeniami jedynie czeski pilot, Eduard Prchal.</p><p style="text-align:justify;"><strong>Wypadek czy zamach?</strong></p><p style="text-align:justify;">Ta katastrofa lotnicza jest jedną z niewyjaśnionych do dnia dzisiejszego zagadek II wojny światowej i<strong> </strong>do dziś budzi kontrowersje, emocje i wątpliwości. Według oficjalnej wersji samolot typu Consolidated LB-30B „Liberator” Mk II numer ewidencyjny AL 523B-24 należący do 511. dywizjonu brytyjskich Królewskich Sił Powietrznych, 16 sekund po starcie z gibraltarskiego lotniska wodował kilkaset metrów na wschód od końca pasa startowego. Samolot przez jakiś czas utrzymywał się na powierzchni morza i po około sześciu minutach (zegarki ofiar zatrzymały się o godz. 23.06) zatonął w płytkich wodach przybrzeżnych. &nbsp;&nbsp;&nbsp;</p><p style="text-align:justify;">Według oficjalnej wersji, przedstawionej w raporcie brytyjskiej komisji RAF badającej wypadek w 1943 r., przyczyną katastrofy było zablokowanie steru wysokości, komisja nie potrafiła wyjaśnić jak doszło do awarii.&nbsp; Raport stanowczo wykluczał możliwość sabotażu jako przyczyny wypadku, choć nie podano w nim żadnych okoliczności, które prowadziłyby do takiego wniosku. Ustalenia komisji zwierały nieścisłości. Nic dziwnego, że niejasne okoliczności śmierci generała i pozostałych osób są źródłem tworzenia hipotez spiskowych.</p><p style="text-align:justify;">&nbsp;&nbsp; Do dziś toczą się dyskusje i rozważania wokół przyczyn tej katastrofy, która nagle przerwała żmudną drogę do wolnej Polski generałowi i jego współpracownikom - uczestnikom feralnego lotu. Ciągle brak odpowiedzi na nierozstrzygnięte do dziś pytania&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp; o możliwość dokonania sabotażu, czy wręcz zamachu, którym mogły być zainteresowane zarówno wywiady: sowiecki, niemiecki, angielski, a może i … polska opozycja niechętna Sikorskiemu. Według niektórych historyków katastrofa gibraltarska była mistyfikacją mającą na celu zatuszować zamach. Ciągle jest wiele wersji dotyczących tej tragedii, pojawiają się nowe pytania. Na ostateczne wyjaśnienie okrytej nimbem tajemnicy zagadki lotu bombowca Liberator o znakach AL 523 i sprawy śmierci gen. Sikorskiego oraz jego współpracowników trzeba będzie jeszcze poczekać. Nie zostanie ona rozstrzygnięta, dopóki pozostaną utajnione materiały z rosyjskich i brytyjskich archiwów. A ich odtajnienie nastąpi nie wcześniej niż&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp; w połowie XXI w. Można zadać pytanie - dlaczego po tak długim czasie?</p><p style="text-align:justify;"><strong>Bolesna strata</strong></p><p style="text-align:justify;">Śmierć pochodzącego z Rzeszowszczyzny generała i męża stanu była wielką stratą dla sprawy, którą reprezentował on sam i jego najbliżsi współpracownicy - odzyskania przez Polskę niepodległości i zapewnienia jej sprawiedliwych granic. W ciągu krótkiego czasu, od jesieni 1939 r. potrafił on stworzyć sprawnie działający aparat państwa na obczyźnie oraz biorące aktywny udział w działaniach wojennych siły zbrojne. Zapewnił Polsce status liczącego się członka koalicji antyhitlerowskiej, m.in. prowadził trudne rozmowy ze Stalinem &nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;i Sowietami oraz składał ważne wizyty w Stanach Zjednoczonych.</p><p style="text-align:justify;">Wydobyte z morza ciało generała Sikorskiego przewieziono do Wielkiej Brytanii na pokładzie polskiego niszczyciela ORP „Orkan”. Po uroczystościach pogrzebowych w Londynie&nbsp; pochowany został na cmentarzu polskich lotników w Newark koło Nottingham. 17 września 1993 r. jego prochy spoczęły w krypcie św. Leonarda w podziemiach katedry na Wawelu.</p><p style="text-align:justify;">&nbsp;&nbsp; Wśród ofiar tragicznego lotu znaleźli się dwaj bardzo bliscy współpracownicy gen. Sikorskiego, mocno związani z Jasłem, wspomniani wcześniej gen. Klimecki i płk Marecki. Obaj byli absolwentami jasielskiego gimnazjum i mieszkańcami tego miasta.</p><p style="text-align:justify;">&nbsp;</p><p style="text-align:justify;"><strong>Generał Klimecki</strong></p><p style="text-align:justify;">Tadeusz Klimecki urodził się 23 września 1895 r. w Tarnowie. Był synem Józefa Klimeckiego, radcy sądowego i Ludwiki z domu Regec. Po ukończeniu w 1913 r. jasielskiego gimnazjum rozpoczął studia prawnicze w krakowskim Uniwersytecie Jagiellońskim. Gdy wybuchła I wojna światowa&nbsp; został powołany do wojska austro-węgierskiego. Ukończył oficerską szkołę piechoty i dowodził plutonem. W 1915 r. został awansowany na chorążego, &nbsp;&nbsp;a rok później na podporucznika. Dowodził kompanią na froncie włoskim i był trzykrotnie ranny.</p><p style="text-align:justify;">Po odzyskaniu przez Polskę niepodległości, współorganizował w Tarnowie 16. pułk piechoty. Walczył z nim później w stopniu kapitana jako dowódca batalionu w wojnie 1919-1920. W 1925 r. został awansowany na majora. Rok później rozpoczął studia w Wyższej Szkole Wojennej w Warszawie, którą ukończył po dwu latach. Został szefem sztabu 12. dywizji piechoty w Tarnopolu, a od października 1930 r. powołano go na stanowisko wykładowcy taktyki ogólnej Wyższej Szkoły Wojennej. Wówczas też podjął na kilka lat współpracę z wydawnictwem „Zadania Taktyczne”, w którym publikował swe prace &nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;z zakresu taktyki. W 1931 r. został mianowany podpułkownikiem, a w 1934 r. objął funkcję zastępcy dowódcy 18 pułku piechoty w Skierniewicach. Dwa lata później przyjął dowództwo 5. pułku strzelców podhalańskich w Przemyślu.</p><p style="text-align:justify;">Po awansie na pułkownika WP w 1938 r. powrócił do Wyższej Szkoły Wojennej. Od wiosny 1939 r. podjął współpracę z III Oddziałem Sztabu Głównego w zakresie zadań specjalnych. Tam też pełnił służbę w trakcie kampanii wrześniowej. Po jej przegranej, już &nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;w listopadzie 1939 r. przybył do Paryża, gdzie objął stanowisko szefa Oddziału III Sztabu Naczelnego Wodza. Zaangażował się tam przy odtwarzaniu Armii Polskiej we Francji.&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp; W maju 1940 r. został szefem Sztabu Naczelnego Wodza, a w lutym następnego roku podniesiono go do stopnia generała brygady. Po klęsce Francji bardzo aktywnie włączył się &nbsp;&nbsp;w odbudowę WP w Wielkiej Brytanii. Odtąd jeszcze ściślej współpracował z generałem Sikorskim.</p><p style="text-align:justify;">Był jednym z kilku najbardziej zaufanych współpracowników Naczelnego Wodza. Wykazywał duże zdolności dyplomatyczne, prowadził skuteczne negocjacje ze stroną brytyjską w kwestiach zaopatrzenia Polskich Sił Zbrojnych w sprzęt wojskowy oraz udzielania pomocy walczącej z okupantem niemieckim Armii Krajowej. Miał też swój wkład w planowanie późniejszej akcji „Burza”.</p><p style="text-align:justify;">W 1942 r., z polecenia gen. Sikorskiego, udał się ze specjalną misją na Bliski Wschód negocjować z Brytyjczykami kształt polskiej armii na Wschodzie, którą zamierzano sformować z żołnierzy, którzy z gen. Andersem wyszli ze Związku Sowieckiego. Klimecki pełnił wówczas rolę łącznika pomiędzy gen. Andersem a gen. Henrym Wilsonem, szefem brytyjskiego Dowództwa Persji i Iraku.</p><p style="text-align:justify;"><strong>Pułkownik Marecki</strong></p><p style="text-align:justify;">Andrzej Marecki urodził się 2 września 1898 r. w Grybowie. Był synem prawnika, a później prokuratora Tadeusza Mareckiego i Janiny z domu Rząca. W latach I wojny światowej, w 1916 r., ukończył jasielskie gimnazjum, a już w lutym 1917 r. został wcielony do armii austriackiej i wysłany na front włoski. W listopadzie 1918 r. wstąpił do odradzającego się Wojska Polskiego. Dowodził plutonem, a później baterią. W 1921 r. jako dowódca baterii w pociągu pancernym walczył w III powstaniu śląskim.</p><p style="text-align:justify;">&nbsp;W kolejnych latach, w stopniu porucznika artylerii, pełnił czynną służbę w WP. W 1924 r. ukończył kurs instruktorów szkół podchorążych w Toruniu i w randze kapitana rozpoczął studia w Wyższej Szkole Wojennej, którą z powodzeniem ukończył w 1926 r. W trakcie mającego miejsce w tym roku zamachu majowego walczył po stronie rządowej. Po przewrocie, jesienią 1926 r., skierowany został do pracy w Doświadczalnym Centrum Wyszkolenia w Rembertowie, a dwa lata później objął funkcję wykładowcy taktyki ogólnej &nbsp;&nbsp;w Wyższej Szkole Wojennej. W 1931 r. awansował do stopnia majora. W 1934 r. został dowódcą dywizjonu w 27. pułku artylerii lekkiej we Włodzimierzu Wołyńskim, a od lutego 1936 r. pełnił stanowisko attaché wojskowego przy polskim poselstwie w Sztokholmie.</p><p style="text-align:justify;">1 stycznia 1938 r. awansował na podpułkownika. W lutym 1939 r. powołano go do pracy w Oddziale III Sztabu Głównego, gdzie został szefem referatu operacyjnego „Zachód”, zajmującego się planem obrony przed coraz bardziej realnym atakiem ze strony Niemiec. &nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;W czasie polskiej wojny obronnej pracował w sztabie Naczelnego Wodza, a po kapitulacji Polski, przez granicę rumuńską dotarł do Francji i już w listopadzie objął funkcję szefa wydziału w Oddziale III Sztabu Naczelnego Wodza generała Sikorskiego. Zajmował się tam m.in. planowaniem i wyszkoleniem. Został też kierownikiem grupy polskich oficerów kursu wojennego Ecole Superieure de Guerre. Następnie był oficerem łącznikowym z ramienia Naczelnego Dowództwa WP do francuskiego sztabu generalnego. W maju 1940 r. objął stanowisko szefa Oddziału III Sztabu Naczelnego Wodza.</p><p style="text-align:justify;">&nbsp;&nbsp; Po przegranej kampanii francuskiej, w czerwcu 1940 r., ewakuował się wraz z całym sztabem gen. Sikorskiego do Wielkiej Brytanii. Został tam organizatorem i pierwszym komendantem Wyższej Szkoły Wojennej. Równocześnie awansowano go na pułkownika. Był też redaktorem naczelnym wojskowego pisma „Bellona”.</p><p style="text-align:justify;"><strong>Zasłużyli na pamięć i szacunek</strong></p><p style="text-align:justify;">Zarówno gen. Klimecki, jak i płk Marecki należeli do najbliższych współpracowników generała Sikorskiego. Zdecydowanie też stanęli po jego stronie w tzw. „kryzysie rządowym” w lipcu 1940 r. Płk Marecki uczestniczył także w rozmowach gen. Sikorskiego w czasie jego wizyty w Stanach Zjednoczonych w 1942 r., w trakcie której dokonano nieudanego zamachu bombowego w samolocie polskiej delegacji. Obaj byli uczestnikami&nbsp; tragicznej podróży &nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;i wizytacji na Bliski Wschód i wraz ze swoim Naczelnym Wodzem zginęli.</p><p style="text-align:justify;">Pochowani zostali na cmentarzu polskich lotników w Newark pod Lincoln w Anglii.&nbsp; W 2010 r. ich ciała ekshumowano i sprowadzono do Polski na wniosek Instytutu Pamięci Narodowej, który prowadził śledztwo w sprawie śmierci gen. Sikorskiego. Ich szczątki zostały zbadane przez specjalistów z krakowskiego Zakładu Medycyny Sądowej. Ponowne, już „polskie”, uroczystości pogrzebowe tych oficerów miały miejsce w Katedrze Polowej Wojska Polskiego. Po mszy świętej ich trumny zostały złożone w kwaterze żołnierzy Polskich Sił Zbrojnych na Zachodzie w Warszawie na Wojskowych Powązkach.</p><p style="text-align:justify;">Byli wybitnymi oficerami Wojska Polskiego II Rzeczypospolitej i należeli do elity sztabowców Polskich Sił Zbrojnych na Zachodzie w czasie II wojny światowej. Posiadali liczne odznaczenia, m.in. obaj byli kawalerami Krzyża Virtuti Militari V klasy i odznaczeń zagranicznych, gen. Klimecki otrzymał medal za wojnę 1918-1920 oraz Krzyż Walecznych, &nbsp;&nbsp;&nbsp;a płk Marecki Złoty Krzyż Górnośląski i Złoty Krzyż Zasługi.</p><p style="text-align:justify;">&nbsp; &nbsp;Dla nas niech na zawsze pozostaną w pamięci jako ważne postaci historii Polski okresu II wojny światowej oraz ludzie, w których życiorysie na trwale zapisało się Podkarpacie i miasto Jasło.</p><p style="text-align:justify;"><strong>Śledztwo IPN</strong></p><p style="text-align:justify;">&nbsp; &nbsp;&nbsp; W 2008 r., w ramach śledztwa Oddziałowej Komisji Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu Instytutu Pamięci Narodowej w Warszawie ekshumowano szczątki gen. broni Władysława Sikorskiego, gen. bryg. Tadeusza Klimeckiego, płk Andrzeja Mareckiego i por. Józefa Ponikiewskiego, które poddano szczegółowym badaniom sądowo lekarskim. Ustaliły one, że wszyscy zginęli w skutek obrażeń wielonarządowych typowych dla katastrofy lotniczej. Stwierdzone złamania powstały, kiedy ofiary żyły. Zacytujmy fragmenty dokumentu:</p><p style="text-align:justify;"><i>- Śmierć Władysława Sikorskiego nastąpiła najwcześniej w chwili uderzenia samolotu o wodę. Wyniki sekcji po ekshumacji pozwoliły zatem na kategoryczne odrzucenie innych możliwości mechanizmu śmierci, takich jak: uduszenie gwałtowne w wyniku zadławienia /ucisk rękoma w rejonie szyi/ lub zadzierzgnięcia /uduszenie pętlą/ oraz wskutek obrażeń postrzałowych, a nadto ran kłutych, ciętych lub rąbanych. Podczas sekcji szczątków przeprowadzono badania: radiologiczne, genetyczne i toksykologiczne oraz kryminalistyczne badania antropologiczne i fizykochemiczne. Badania genetyczne DNA potwierdziły, że ekshumowane szczątki ludzkie są szczątkami gen. broni Władysława Sikorskiego. (…) Zgon gen. bryg. Tadeusza Klimeckiego nastąpił w wyniku licznych obrażeń ciała doznanych wskutek urazu wielonarządowego o znacznej energii. Stwierdzone złamanie kręgosłupa szyjnego – zdaniem biegłych było obrażeniem śmiertelnym, albowiem wiązało się z rozerwaniem górnej części szyjnego odcinka rdzenia kręgowego. W odniesieniu do płk Andrzeja Mareckiego biegli analogicznie uznali, że stwierdzone podczas sekcji obrażenia ciała w obrębie czaszki, kręgosłupa i klatki piersiowej powodowały zgon na skutek urazu wielonarządowego o znacznej energii. W chwili powstania złamań Andrzej Marecki miał zachowane napięcie mięśni, a zatem był żywy.</i></p><p style="text-align:right;"><strong>Wiesław Hap</strong></p><p style="text-align:right;"><strong>tekst ukazał się w nr. 7-9/2019 "Podkarpackiej Historii"</strong></p> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[Jak Polonusi w 1969 roku zjechali na festiwal do Rzeszowa]]></title>
            <link>https://www.podkarpackahistoria.pl/artykul/76,jak-polonusi-w-1969-roku-zjechali-na-festiwal-do-rzeszowa</link>
            <guid>https://www.podkarpackahistoria.pl/artykul/76,jak-polonusi-w-1969-roku-zjechali-na-festiwal-do-rzeszowa</guid>
            <pubDate>Thu, 02 Jul 2026 00:37:00 +0200</pubDate><media:content url="https://static2.podkarpackahistoria.pl/data/articles/xga-4x3-jak-polonusi-w-1969-roku-zjechali-na-festiwal-do-rzeszowa-1669380162.jpg" type="image/jpeg" medium="image" /><description>Lipiec 1969. Siermiężny okres gomułkowskich rządów w Polsce. Na ulicach Rzeszowa pojawia się inny świat. Nawet ten zza „żelaznej kurtyny”. Widok kolorowo ubranych, w tradycyjne regionalne stroje, Polonusów budzi zaciekawienie, by nie powiedzieć sensację. Po ulicach defilują rodacy z Francji, Stanów Zjednoczonych, Belgii, Holandii, Czechosłowacji i Węgier. Rozpoczyna się I Światowy Festiwal Polonijnych Zespołów Artystycznych,</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p style="text-align:justify;">&nbsp; &nbsp; Pomysł zorganizowania w tamtym okresie swego rodzaju zlotu emigrantów w stosunkowo niewielkim Rzeszowie, sam w sobie budził emocje. Czegoś takiego, na taką skalę jeszcze nie było. O tym, że gdzieś tam, za granicami, kultywuje się polską kulturę i tradycję, zapewne wiedziano w starym kraju, ale mało kto miał okazję zapoznać się z dorobkiem polonijnych zespołów folklorystycznych. Zwłaszcza tych z krajów zachodnich. Co prawda istniało oficjalne Towarzystwo „Polonia” zajmujące się kontaktami z emigracją – zwłaszcza tą przychylniej nastawioną do aktualnego ustroju politycznego Polski, organizowano dla Polonusów rozmaite kursy, ale nikt wcześniej nie wpadł na pomysł, by ich tu nagle ściągać.</p><p style="text-align:justify;"><strong>Od pomysłu do realizacji</strong></p><p style="text-align:justify;">A&nbsp; &nbsp; &nbsp;sam pomysł to w zasadzie zasługa dwóch miejscowych entuzjastów: Czesława Świątoniowskiego – ówczesnego dyrektora Wojewódzkiego Domu Kultury w Rzeszowie oraz miejscowego dziennikarza Lubomira Radłowskiego. Poprzedziły go wcześniejsze kontakty obu panów z zespołem „Krakus” z belgijskiego Genk, który już w 1967 roku miał okazje odbywać (na zaproszenie „Polonii”) tournée po starym kraju. Trasa koncertowa przebiegała m.in. przez Rzeszowszczyznę, z której pochodził zarówno twórca zespołu Bronisław Stala jak i (co było niemniej istotne w ówczesnych realiach) sekretarz Towarzystwa „Polonia” Roman Broż.</p><p style="text-align:justify;">&nbsp; &nbsp; Koniec końców, w&nbsp; Rzeszowie latem 1967 doszło do na poły towarzyskiego spotkania na którym rzucono pomysł zorganizowania dla Polonusów czego w rodzaju wakacji w starej ojczyźnie. Idea chwyciła, a nawet otrzymała błogosławieństwo najwyższych czynników państwowych. Szczęśliwie się złożyło, że szefem Towarzystwa „Polonia” był wówczas prof. Mieczysław Klimaszewski, rektor Uniwersytetu Jagiellońskiego i – co bardzo istotne – ówczesny wiceprzewodniczący Rady Państwa. Swą akceptację wyraziła ówczesna pierwsza osoba Rzeszowszczyzny – I sekretarz Komitetu Wojewódzkiego Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej Władysław Kruczek. Można było zaczynać.</p><p style="text-align:justify;"><strong>Pierwszy festiwal</strong></p><p style="text-align:justify;">&nbsp; &nbsp; Zlot emigracyjnych grup ubrano w oficjalne szaty nadając mu nazwę Światowego Festiwalu Polonijnych Zespołów Artystycznych, datę wyznaczono na 20-22 lipca 1969. W ówczesnej rzeczywistości była ona bardzo istotna, gdyż 22 lipca – w symboliczną rocznicę zainstalowania w Polsce władzy komunistycznej – obchodzono najważniejsze święto państwowe. Nie wszystkim Polonusów – zwłaszcza tym z „Wolnego Świata” - mogło to łączenie folkloru z propagandą przypaść do gustu, niemniej jednak było zapewne jednym w warunków organizacji imprezy.</p><p style="text-align:justify;">&nbsp; &nbsp; Istotnym zadaniem organizatorów było zwerbowanie do udziału w festiwalu odpowiedniej liczby zespołów, by miał on odpowiednią rangę. Nie musiało to być – w ówczesnej sytuacji geopolitycznej wcale łatwe. Ostatecznie udało się i początkiem lipca zaczęły zjeżdżać do Rzeszowa.</p><p style="text-align:justify;">&nbsp; &nbsp; Pierwsze – na zapowiedziane przedfestiwalowe zgrupowanie – przyjechały zespoły z krajów socjalistycznych, które miały i najbliżej i najmniej problemów formalnych: „Olza” z czeskiego Cieszyna i Zespół Polsko-Węgierski imienia Józefa Bema z Budapesztu. Po kolei docierały zespoły z najliczniej reprezentowanej Francji: „Krakowiak” z Beauvois, „Łowiczanka” z Persan, „Śląsk” z Lyonu, „Sokół” z Carvin i „Liga Flandryjska” z Montigny.</p><p style="text-align:justify;"><strong>Zza oceanu</strong></p><p style="text-align:justify;">&nbsp; &nbsp; Największy entuzjazm rzeszowskiej (i nie tylko) gawiedzi wzbudzał przyjazd jedynego zespołu zza oceanu, z mitycznej Ameryki, bostońskiego „Krakowiaka”. Był to zespół z niemałymi już tradycjami, założony w 1937 roku, skupiający starą emigrację, mający w swym repertuarze polskie tańce oraz piosenki zarówno w języku przodków jak i angielskim. Bostończycy niemal na „dzień dobry” zaprezentowali się rzeszowianom specjalnym programem związanym z przypadającym 4 lipca Świętem Niepodległości USA. To było coś!</p><p style="text-align:justify;">&nbsp; &nbsp; Listę oficjalnych gości-artystów domykały czechosłowacki „Hutnik” z Trzyńca, współinicjator imprezy „Krakus” z Genk oraz przybyły też z Belgii, z miejscowości Charleroi, „Polonez” oraz holenderskie „Syrena” z Brunssum i „Mazur” z Bredy. Najstarszym zespołem z całego tego towarzystwa był „Sokół” założony w 1922 roku, zrzeszający polskich górników i kombatantów zarówno francuskiego ruchu oporu jak i Polskich Sił Zbrojnych na Zachodzie.</p><p style="text-align:justify;">&nbsp; &nbsp; Już 5 lipca zorganizowano pierwsze spotkanie przybywających (nie wszyscy jeszcze dotarli) z oficjelami, na czele z sekretarzem Kruczkiem i wiceprzewodniczącym Rady Państwa Klimaszewskim. Były wspólne toasty, przemowy, słowem pierwsza integracja w gronie ponad trzystu osób.</p><p style="text-align:justify;">&nbsp; &nbsp; &nbsp;Uczestników kwaterowano i żywiono w ówczesnym Zespole Szkół Centrali Rolniczej Spółdzielni „Samopomoc Chłopska” (dzisiaj tę rolę pełni miasteczko akademickie Politechniki rzeszowskiej). Próby odbywały się w różnych miejscach Rzeszowa, imprezy przeglądowe w Wojewódzkim Domu Kultury, zaś koncert galowy w Państwowym Teatrze imienia Wandy Siemaszkowej, natomiast ogromne plenerowe widowisko przygotowano na stadionie miejscowej „Stali” . Na cześć miłych gości i pamiątkę festiwalu park w centrum miasta nazwano imieniem „Łączności Polaków z Macierzą”.</p><p style="text-align:justify;">&nbsp; &nbsp; &nbsp;Festiwal, będący oczkiem w głowie ówczesnych władz, musiał mieć nie tylko należytą oprawę, ale i spełniać rolę propagandową. Miał pokazywać przybyłym jak bardzo i jak pozytywnie zmienia się ludowa ojczyzna. Tajemnicą poliszynela było, że ogromne zainteresowanie gośćmi, zwłaszcza z krajów zachodnich – niekoniecznie ze względów artystycznych – przejawiali funkcjonariusze Służby Bezpieczeństwa, ale to inny temat na inny materiał.</p><p style="text-align:justify;"><strong>Barwy Festiwalu</strong></p><p style="text-align:justify;">&nbsp; &nbsp; Pobyt Polonusów nie ograniczał się do samego Rzeszowa. Zaserwowano im wiele atrakcji w tzw. terenie. A więc mogli uczestniczyć w dwudniowej wyprawie w Bieszczady, goszcząc w licznych wówczas wakacyjnych stanicach Związku Harcerstwa Polskiego. Program przewidywał&nbsp; m.in. kiermasze sztuki ludowej, wybory festiwalowej Miss, naukę polskich piosenek i wiele innych atrakcji. Polonusom towarzyszyły lokalne zespoły folklorystyczne, zaś sami występowali w licznych miejscowościach całej Rzeszowszczyzny, wzbudzając zrozumiałe zainteresowanie i wręcz entuzjazm miejscowych. Wielu uczestników, już po festiwalu, korzystało z okazji i zwiedzało inne regiony Polski.</p><p style="text-align:justify;">&nbsp; &nbsp; Dla wielu przybyłych festiwal był przede wszystkim okazją do zwiedzenia stron, często związanych z ich pochodzeniem. Niejeden z tancerzy i śpiewaków miał rzeszowskie, czy też galicyjskie pochodzenie. Niemal na porządku dziennym było więc, że któryś z festiwalowiczów „urwał się” na dłuższą chwilę, by odwiedzić dawno nie widzianą rodzinę czy znajomych.</p><p style="text-align:justify;">&nbsp; &nbsp; Tamten historyczny, pierwszy festiwal okazał się ogromnym sukcesem. Także dla władzy, dzięki czemu przekonano wielu dygnitarzy-malkontentów, że warto inwestować w taką imprezę.&nbsp; Z jednej strony impreza dała rozwojowy impuls zespołom polonijnym, zwłaszcza z tych krajów, których reprezentanci przybyli.&nbsp; Jej pokłosiem był chociażby zorganizowany z ogromnym rozmachem (jak się później okazało i sporym zyskiem finansowym) Europejski Festiwal Polonijnych Zespołów Folklorystycznych w belgijskim Genk w 1971 roku.</p><p style="text-align:justify;">&nbsp; &nbsp; Przy drugim festiwalu, który odbywał się w Rzeszowie w 1972 roku organizatorzy nie mieli już „bólu głowy” i nie musieli martwić się o frekwencję. Polonijne zespoły same wręcz zabiegały o przyjazd i możliwość występu w Rzeszowie. Początkowo miało być ich 14 z pół tysiącem artystów, po czym doszło kolejnych dziewięć zespołów i kolejnych trzystu tancerzy i śpiewaków. Szczególnym zainteresowaniem ten drugi festiwal zaczął cieszyć się wśród Polonii zza oceanu. W 1972 roku, zachęceni zapewne opowieściami kolegów z Bostonu, pojawili się artyści aż z siedmiu amerykańskich zespołów: trzech z USA i czterech z Kanady.</p><p style="text-align:justify;">&nbsp; &nbsp; Przez prawie pół wieku impreza, która&nbsp; z czasem przybrała oficjalną nazwę Światowego Festiwalu Polonijnych Zespołów Folklorystycznych, przybierała różne postacie, przeżywała lepsze i gorsze momenty. Po przemianach ustrojowych zaczęli przyjeżdżać miłośnicy folkloru i artyści z krajów dawnego Związku Radzieckiego. Co trzy lata ulice Rzeszowa znów zaludniają się kolorową, różnojęzyczną masą Polonusów, którzy tu pielęgnują przywiązanie do własnych korzeni.</p><p style="text-align:justify;"><strong>Joanna Wyskiel</strong></p><p style="text-align:justify;"><strong>W przygotowaniu materiału wykorzystano informacje i fotografie pochodzące z książek „Siedem szczęśliwych festiwali” Ryszarda Dzieszyńskiego oraz „Barwy festiwalu” Józefa Ambrozowicza i Waldemara Bałdy.</strong></p> ]]></content:encoded>
            </item></channel>
</rss>
