Matka Boska, która objawiła się w Medyni i jej skradziony obraz

Mieszkańcy podrzeszowskiej Medyni do dzisiaj wierzą, że Matka Boska pod postacią ubranej na biało tajemniczej damy pojawiała się w ich wsi. A nawet dwukrotnie ocaliła miejscowość przed wojenną zagładą. I tym bardziej liczą, że kiedyś powróci do nich cudowny obraz, który skradziono przed laty.

Kopia skradzionego, cudownego obrazu Matki Boskiej Szkaplerznej

Kopia skradzionego, cudownego obrazu Matki Boskiej Szkaplerznej

Doliną Wisłoka od Karpat do dolnego Sanu rozciągał się pas pradawnej puszczy sandomierskiej, który stanowił naturalną granicę między Polską a Rusią. Po zajęciu tych obszarów przez Kazimierza Wielkiego w 1340 roku rozpoczęto realizować szeroko zakrojoną akcję kolonizacyjną.

Pierwsze osady

Medynia na mapie z XVIII wieku

Medynia na mapie z XVIII wieku

Pierwsi osadnicy przybyli z terenów Mazowsza wybierali tereny najbardziej przydatne do życia i rozwoju rolnictwa. Tak na północ od rzeki Wisłok powstawały pierwsze osady Pogwisłow (pod Wisłokiem) – dzisiejszy Pogwizdów i Medina prawdopodobnie nadana od opuszczonej  wsi na Mazowszu – Medyny. Charakterystyczny był kształt wsi zakładanych na nowiu po wyrębie lasu, w dolinach strumyków. Zabudowania gospodarcze ciągnęły się po obu brzegach długim sznurem. Od wsi zaś pod kątem prostym rozciągały się wąskie, równoległe łany pól, aż do samych granic wsi. Na rozstajach  poza zabudowaniami powstawały pierwsze krzyże i przydrożne kapliczki związane z wyznaczeniem granicy pomiędzy terenem zabudowanym, czyli znanym, a terenem nieznanym opanowanym przez siły pozaziemskie i siły przyrody.

Stojąc na rozdrożach i rozwidleniach, krzyże  spełniały także rolę praktyczną – były drogowskazami. Były budowane jako dziękczynienie za otrzymane łaski, jako znak pokuty lub zadośćuczynienia, w celu odwrócenia klęsk żywiołowych, symbolizowały oddanie ludzi pod opiekę Boga, upamiętniały ważne wydarzenia lub miejsca związane z miejscową legendą, często były budowane w miejscach cudownych objawień, były też związane z wiarą w błąkanie się po ziemi istot nadprzyrodzonych.

Krzyż i kapliczka

Trudno dzisiaj dokładnie stwierdzić kiedy i dlaczego na medyńskim wzgórzu wybrano  to szczególne  miejsce stawiając krzyż, który widnieje na mapach z 1763 roku. Na  późniejszych mapach z 1849 roku na tym miejscu widnieje krzyż dwuramienny usadowiony na kamieniu. Krzyże takie zwane  karawaką – inaczej krzyżem hiszpańskim, morowym  lub cholerycznym . W XVI i XVII wieku uchodziły za cudowny środek chroniący przed częstymi epidemiami i zapobiegawczy przed morowym powietrzem wznoszono je na cmentarzach epidemicznych oraz przy drogach wjazdowych do miast i wsi.

Kapliczka w Medyni

Kapliczka w Medyni

Od południowej strony kościoła na sąsiednim wzgórzu gdzie wcześniej był krzyż znajduje się drewniana kapliczka. Najstarsi mieszkańcy Medyni powtarzają opowieści swoich prababek, jakoby po pożarze kościoła w 1872 r. nie chciano na zgliszczach spalonej świątyni budować nowego kościoła. W tradycji przyjęło się, że w miejscu, gdzie wraz z kościołem spłonął Najświętszy Sakrament, nie buduje się nowego kościoła. I choć w Medyni tak się nie stało, bo z płonącej świątyni Najświętszy Sakrament wyniósł organista za cenę własnego życia, to budowę nowego kościoła na pogorzelisku uważano za złą wróżbę.

Piękna Pani

Lepszym miejscem wydawało się sąsiednie wzgórze. Niestety, gospodarze, którzy otrzymali tam pola, było to bowiem niedługo po uwłaszczeniu, nie chcieli zgodzić się na sprzedaż ziemi. Podobno uciekli się nawet do podstępu. Do wykonanych w tym miejscu dla sprawdzenia poziomu wód gruntowych wykopów nocą wozili i wlewali wodę. Wprowadzeni w ten sposób w błąd budowniczy uznali teren za podmokły i powzięli decyzję o budowie nowej świątyni na miejscu strawionej przez ogień.

Niedługo po tym w okolicy pagórka zaczęły dziać się dziwne rzeczy. Ktoś widział tam anioła, ktoś inny ubraną na biało kobiecą postać, którą nazwano Piękną Panią. Właściciele tych pól przestraszyli się, że jest to skutkiem ich podstępu, że może Matka Boska właśnie tu chciała mieć kościół i teraz upomina się o swoją własność. Postanowili więc jako wotum przebłagalne wybudować w tym miejscu kapliczkę i umieścić w niej namalowany na desce przez nieznanego malarza olejny obraz Matki Boskiej Szkaplerznej.

Od tej pory niewyjaśnione zjawiska ustąpiły – aż do I wojny światowej. Wtedy to 13 maja 1915 roku, wycofujące się z pod Tarnowa wojska rosyjskie zatrzymały się na medyńskim wzgórzu. Jak opowiadali świadkowie tych wydarzeń, z kapliczki na wzgórzu wyszła Piękna Pani, zdjęła z głowy chustę, która, trzymana wysoko, powiewała na wietrze. Przeszła tak pomiędzy wrogimi armiami i wtedy, jak opowiadał później uczestnik tych wydarzeń po stronie rosyjskiej, widniejący na horyzoncie od zachodu las przedstawił się Rosjanom jako niezliczona rzesza wojska a wystrzelane pociski armatnie spadały  lub rozrywały się obok ich pozycji.

Wobec takiego rozwoju sytuacji wycofali się aż pod Przemyśl. Tak po raz pierwszy Maryja, bo właśnie ją miejscowi widzieli w postaci Pięknej Pani, obroniła Medynię. Po raz drugi Matka Boska ukazała się tu 27 lipca 1944 r., kiedy to po zaledwie 62 latach zła wróżba, której tak obawiano się podczas budowy kościoła, ziściła się i w czasie walk Armii Czerwonej z wycofującymi się wojskami hitlerowskimi od kul niemieckich zapaliła się wieża kościelna.

Wówczas wielu mieszkańców Medyni, którzy wraz z księdzem proboszczem, zabrawszy z kościoła Najświętszy Sakrament schronili się w zaroślach nad potokiem w okolicy starego cmentarza, widziało zjawisko do dziś powtarzane z pokolenia na pokolenie. Otóż ze zgliszczy spalonego kościoła uniosła się tak dobrze wszystkim znana postać Pięknej Pani. Maryja przeszła ze strawionego pożarem kościoła do pobliskiej kapliczki, rozchylając po drodze poły swojego płaszcza i okrywając nim całą okolicę. Zrozpaczeni medynianie nabrali otuchy, teraz byli pewni, że wieś i cała parafia ocaleje z wojennej zawieruchy, bo Maryja ma ją w opiece. I tak też się stało. Jak powtarzają najstarsi, opieka ta trwa do dziś, bo Matka Boska upodobała sobie to miejsce i ochrania z niego swoje dzieci które się do niej uciekają.

Zrabowany obraz

 Tuż po wyzwoleniu Medyni 27 lipca 1944 roku większość mieszkańców parafii udało się na miejsce spalonego kościoła gdzie płacz lament mieszała się z modlitwą .Jak wspominała moja ciocia Anna Gołojuch  udała się i ona aby zobaczyć co się stało. Wracając z grupą dziewcząt zatrzymały się przy lekko pochylonej kapliczce która z zewnątrz była posiekana pociskami i odłamkami a wewnątrz spostrzegli opalone ściany i spalone  papierowe dekoracje wokół ramy obrazu. Na dole obrazu Matki Boskiej Szkaplerznej widoczne były trzy ślady po odłamkach. Jeden z nich  był wielkości dwu palców a dwa następne mniejsze.

Prawie 100-letnia kapliczka wymagała gruntownego remontu dlatego też opiekujący się nią Franciszek Jurek i Józef Wilczak postanowili ją odnowić wymieniając spróchniałe dolne belki i obijając zewnątrz deskami. Wcześniej pokryty gontem dach  pokryto blachą usuwając dwa słupki podtrzymujące więźbę dachową,  które były przed wejściem  i wstawiając dwuskrzydłowe drzwi.

Niestety zdarzyła się historia, która wstrząsnęła całą parafią – z kapliczki na wzgórzu zniknął noszący na sobie ślady niemieckich kul malowany na desce obraz Matki Boskiej Szkaplerznej. Wyłudzili go od opiekujących się kapliczką parafian dwaj oszuści z Lublina, którzy podjęli się renowacji obrazu. Tak po nich, jak i po obrazie ślad zaginął. Mimo poszukiwań i kilkakrotnych podróży do Lublina pod podany adres nie udało się odnaleźć tak cennego dla miejscowych wotum.

Niebawem puste miejsce w kapliczce zajął zakupiony przez księdza Tadeusza Goneta w Krakowie olejny obraz malowany na płótnie przedstawiający również Matkę Boską Szkaplerzną. Mimo utraty cennego obrazu moc płynąca z kapliczki wciąż promieniuje ale mają nadzieję i wierzą że ten zrabowany obraz noszący na sobie ślady wojennej zawieruchy odnajdzie się i powróci  kiedyś na swoje dawne miejsce.

Tadeusz Szymczakiewicz

Fot. archiwum

W tekście wykorzystano informacje z tekstu Lucyny Solak zamieszczonego na stronie internetowej Gminnego Ośrodka Kultury w Czarnej (www. http://gok-czarna.pl/

Tekst ukazał się w nr. 5-6/2016 „Podkarpackiej Historii”

 

Może Ci się również spodoba

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Kontynuując przeglądanie strony, wyrażasz zgodę na używanie przez nas plików cookies. więcej informacji

Aby zapewnić Tobie najwyższy poziom realizacji usługi, opcje ciasteczek na tej stronie są ustawione na "zezwalaj na pliki cookies". Kontynuując przeglądanie strony bez zmiany ustawień lub klikając przycisk "Akceptuję" zgadzasz się na ich wykorzystanie.

Zamknij