Wiosna, lato 1942 – „ostateczne rozwiązanie kwestii żydowskiej”

zydzi-mielec 

 Wiosną i latem 1942 roku represje wobec ludności żydowskiej na okupowanych terytoriach polskich wkroczyły w nową fazę. O ile wcześniej masowe mordy też miały miejsce, ale nie miały dokładnie zaplanowanego przebiegu, miały chrakter incydentalny niż prowadzony z rozmysłem na masową skalę. Na styczniowej konferencji najważniejszych dygnitarzy hitlerowskich w Wansee zdecydowano o „ostatecznym rozwiązaniu kwestii żydowskiej”. Machina Zagłady ruszyła pełną parą. Likwidacje gett, deportacje do obozów zakładów i masowe egzekucje w setkach miejscowości. W sierpniu szaleństwo niemieckiego terroru dotknęło żydowskich mieszkańców wielu miast i miasteczek, także na Podkarpaciu.

   Wkraczając do Polski w 1939 roku Niemcy nie mieli jeszcze sprecyzowanego planu co do postępowania z liczną tu mniejszością żydowską. Wydaje się, że głównym celem było upokofrzenie Żydów, pozbycie się ich, ale – jeszcze – niekoniecznie fizycznie. Na początku dochodzi do mordów, ale (chociażby spalenie synagogi w Mielcu z kikudziestoma osobami w środku, czy pogrom w Przemyślu w drugiej połowie września, gdzie zginęło 500-600 Żydów) były to bardziej decyzje dowódców frontowych niż rozkazy „z góry”. W pierwszych dwóch latach okupacji przemoc wobec ludności żydowskiej i ludności polskiej niewiele się różniła. Można nawet przyjąć, że większy terror zastosowano wobec polskiej inteligencji i osób podejrzanych o „działania wrogie III Rzeszy) niż mniejszości żydowskiej. Na terenach wschodnich, już we wrześniu 1939 roku, jeszcze przed ostatecznym ukształtowaniem się radziecko-niemieckiej linii demarkacyjnej powszechne było wyrzucanie Żydów „za San”, rabowanie majątku. Fizyczna likwidacja – jakkolwiek zabrzmi to brutalnie – nie odbiegała od wojennych reguł obowiązujących na tych terenach od setek lat. Przez krótki czas rozpatrywano nawet pomysł stworzenia żydowskiego „państewka” w okolicach Niska. W 1940 roku dopiero zaczęto tworzyć getta, ograniczać swobody Żydów, z kolei Polacy mieli już za sobą doświadczenia Bydgoszczy, Wawra, akcji A-B, Palmir i Warzyc.
Z tysięcy ostały się dziesiątki
   W okolicach Jasła, Gorlic, Biecza doraźne egzekucje zaczęły się w momencie wkroczenia tu wojsk niemieckich. Na przełomie 1939 i 1940 roku do Biecza sprowadzono około 500 osób wysiedlonych z wcielonej do III Rzeszy Łodzi. Wówczas liczba ludności żydowskiej w tym miasteczku sięgnęła 1300. W październiku 1941 roku w Bieczu wprowadzono oficjalny zakaz opuszczania getta. Od początku następnego roku zaczęły się mordy kilku, kilkunastoosobowych grupek Żydów. W styczniu zaczęły się egzekucje w lesie Grabiny, dokonano mordu prawdopodobnie ośmiu Żydów w ich mieszkaniach w Gorlicach, Gestapo zabiło kilka osób przywiezionych z Jasła. 9 marca 1942 na masową skalę przeprowadzono deportację Żydów z Mielca.
   Największe nasilenie mordów miało miejsce w lecie 1942 roku. 7 lipca Gestapo i żandarmeria z Jasła rozstrzelali w lesie za nie istniejącą już wsią Hałbów około 1260 osób przywiezionych z getta w Nowym Żmigrodzie. Wśród pomordowanych były głównie kobiety, dzieci i starcy. Dorosłych zabijano strzałem w tył głowy, dzieci uderzeniem głową o pień drzewa, lub też wrzucano żywcem do dołu. Z nie do końca potwierdzonych informacji, wynika, że śmierć ponieśli tam również Żydzi zwiezieni z Gorlic i Biecza. W pamięci świadków zachowała się szczególnie postać granatowego policjanta Wątorowskiego, który z sadystyczną lubością zabijał Żydów.
     W sierpniu zaczęły się m.in. mordy w Rzepienniku Strzyżowskim. W lesie „Dąbry” pod Rzepiennikiem zamordowano setki osób pochodzacych m.in. z gett w Bieczu i Bobowej. W nocy z 12 na 13 sierpnia doszło do faktycznej likwidacji getta w Gorlicach. Niedołężnych i starych mordowano w lesie Garbacz w Stróżówce, pozostałych wywiseiono do obozu zagłądy w Bełżcu. Szacuje się, że w samym gorlickim getcie, szczególnie latem 1942 zgineło ok. 3500 Żydów. 14 sierpnia doszło do pacyfikacji Biecza. Dokonywano brutalnej selekcji. Według różnych szacunków zgineło na miejscu nawet kilkaset osób uznanych za nieprzydatne do pracy: dzieci, starców, niepełnosprawnych. W tych dniach dochodziło też do egzekucji pojedyńczych osób na rynkach w Bieczu i Gorlicach. Wśród zamordowanych byli również Polacy, którzy albo pomagali albo byli podejrzani o pomoc Żydom. 17 sierpnia na cmentarzu w Gorlicach rozstrzelano członków miejscowego Judenratu. Na początku 1943 roku w tym rejonie oficjalnie nie było już Żydów. Pojedyńczych ukrywających się wyłapywano niemal do końca okupacji. Z tysięcy mieszkańców wyznania mojżeszowego z tych terenów wojnę przetrwały dziesiątki. Resztki Żydów wyjechały z tych terenów na fali kampanii antysemickiej w 1968 roku.
Dzieci rozbijano o pnie drzew
    Późnią wiosną, początkiem lata zaczęto gromadzić Żydów, celem ich późniejszej eksterminacji w getcie w Jasienicy Rosielnej. Ściągnięto tu m.in. Żydów z Domaradza, na podstawie wcześniej przygotowanych list proskrypcyjnych. O tym co się później działo możemy przeczytać na stronie domaradz.pl. Cytujemy obszerny fragment:
  „Dnia 11 sierpnia 1942 roku (wtorek) około godziny 8 getto w Jasienicy otoczyła kompania gestapowców i drużyna własowców przybyłych z Krosna. Wypędzonym z domu ludziom kazano zabierać jedynie pieniądze i biżuterię. W złowrogim przeczuciu bliskiego końca (poprzedniego dnia podobna akcja miała miejsce w Brzozowie i o tragicznym jej finale wiedziano już w jasienieckim getcie) Żydzi pośpiesznie zakopywali co cenniejsze kosztowności; inni, pod wpływem rozpaczy, niszczyli je na oczach Niemców. Nastąpiła selekcja. Młodszych, zdatnych do pracy fizycznej, odtransportowano do najbliższej stacji w Iwoniczu, skąd przewieziono ich do Krakowa do obozu w Podgórzu. Starszych i dzieci ładowano na samochody ciężarowe. Zaraz po otoczeniu getta kilkunastu własowców udało się z łopatami na pobliski cmentarz żydowski, oddalony o pół kilometra od centrum zabudowań i otoczony nie istniejącymi już dziś wysokimi świerkami. W południowo-wschodnim kącie cmentarza własowcy wykopali długi na 15 i szeroki na 5 metrów dół.
Był pogodny, cichy dzień. Od południa, drogą z Domaradza podjeżdżały co pewien czas auta, a z nich wysiadali stłoczeni, popychani kolbami żandarmów starcy, dzieci, kobiety. Byli wycieńczeni długotrwałym pobytem w getcie, oniemiali z przerażenia. Niektórzy bronili się w przeczuciu bliskiej śmierci, niektórzy zupełnie nie reagowali na wrzaski konwojentów. Otoczeni kordonem gestapowców i własowców, ponaglani krzykiem, szli polną droga od szosy na cmentarz. Droga nie była daleka – około 250 metrów.
Tu widać było przemyślaną, precyzyjną robotę Niemców. Zatrzymywano Żydów w północnej części cmentarza, gdzie do dziś widnieją ślady mogił. Tu kazano im rozbierać się do naga. Odzież składano w osobnym miejscu po dokładnym zbadaniu, czy w niej nie ma kosztowności – te ostatnie gestapowiec rzucał do przygotowanego w tym celu kosza. Małych dzieci Niemcy nie rozstrzeliwali. Rozbijali je o pnie drzew, trzymając za nogi. Starszych po czworo pędzili biegiem kilkadziesiąt metrów nad świeżo wykopany dół, w poprzek którego położona była deska. Do stojących na desce strzelali z pistoletu w tył czaszki. W miarę zapełniania się dołu deskę przesuwano coraz dalej. Wśród powtarzanych w regularnych odstępach salw można było również słyszeć pojedyncze strzały rewolwerowe. Zbiorowa mogiła wypełniała się ciałami. Egzekucja trwała od godziny dziesiątej do piętnastej.
O trzeciej po południu zarządzono godzinną przerwę, którą wypełniła libacja gestapowców. Naoczni świadkowie zeznają, iż w czasie przerwy słychać było z cmentarza pijackie śpiewy, tymczasem pozostali Żydzi czekali na swój nieunikniony los. Cała akcja została zakończona o godzinie siódmej wieczorem. Ciała pomordowanych zlano wapnem i zasypano cienką warstwą ziemi. Po akcji pozostały ślady roztrzaskanych o pnie ciał, nieco naczyń, odzieży, dziecięcych zabawek. Według obliczeń zamordowanych zostało ponad 1000 osób, oprócz bowiem miejscowych spędzono do Jasienicy Żydów z Orzechówki, Domaradza, Woli Jasienickiej, Golcowej, Gwoźnicy, Wesołej i Bliznego. W kilka dni później, kiedy cienka warstwa ziemi zaczęła pęcznieć, okoliczni mieszkańcu na rozkaz sołtysa zabezpieczyli mogiłę. Otoczono ją fosą, a wykopaną ziemia przykryto miejsce kaźni.”
Zginął bo nie chciał dobić Żyda łopatą
    13 sierpnia nastąpiła eskalacja zbrodni w Tylawie, gdzie zwożono Żydów z Dukli, Jaślisk, i Rymanowa. Szacuje się, że w tym dniu zamordowano tu planowo około 500 osób. Przejmujący opis zbrodni, na podstawie zeznań świadka wydarzeń, miejscowego Łemka Jana Holuty, przedstawiła w 1998 roku „Rzeczpospolita”:
     „Latem 1942 roku Żydzi w getcie dukielskim mocno już przymierali głodem, toteż radowali się ogromnie, gdy niemieccy żandarmi kazali im siadać na ciężarówki. Przejeżdżali koło domu, machali do nas, w ołali, że na roboty do Słowacji jadą. Ale my już wiedzieli, jakie to roboty Niemcy im szykują, bo kilka dni wcześniej przywieźli junaków z hufca pracy do kopania dołu na łące za Kanasówką, gdzie ja konie pasał. Więc pobiegli my na górę — ojciec ze mną i jeszcze z wujkiem — i już w drodze słyszymy żydowski lament >>uu-uu-uu<<, aż się po górach niesie. Na szczycie Kanasówki za buk my się schowali i patrzymy: Żydów żandarmi zgonili na jedno miejsce, po dziesięciu odprowadzają, każą się rozbierać do naga, i pojedynczo wpędzają na deskę w poprzek dołu, a tam żandarm strzela w plecy. Nie doczekali my końca katowni, tak że tylko z opowiadań wiem, że na koniec żandarmi kazali junakowi dobić łopatą ruszające się jeszcze ciało, on odmówił, to jego też zastrzelili nad rowem. Dół zasypali, ale po miesiącu ziemia się w tym miejscu zapadła i na łąki wypłynęła cuchnąca ropa. Konie tamtędy nawet przejść nie chciały, rwały się z rąk gorzej niż przed wilkami. Niemcy znów przyjechali, posypali grubo jakimś proszkiem i tak już zostało.
   Jan pokazuje kołek, wbity w ziemię pod kępą tarniny. Dwóch młodych Żydów uciekło z transportu. „To byli bracia z Dukli, parę lat temu ja jeszcze nazwisko pamiętał. Chowali się w górach aż do pierwszych śniegów, kiedy żandarmi i ch złapali. Łemko furman — nazwiska już nie pamiętam — saniami później wiózł żandarmów z nimi aż tutaj i opowiadał, jak silnie się prosili, aby ich nie zabijać. Ale gdzie tam hitlerowców o co prosić! Zabili ich i zakopali obok wielkiego grobu.”
Szymon Jakubowski

Może Ci się również spodoba

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Kontynuując przeglądanie strony, wyrażasz zgodę na używanie przez nas plików cookies. więcej informacji

Aby zapewnić Tobie najwyższy poziom realizacji usługi, opcje ciasteczek na tej stronie są ustawione na "zezwalaj na pliki cookies". Kontynuując przeglądanie strony bez zmiany ustawień lub klikając przycisk "Akceptuję" zgadzasz się na ich wykorzystanie.

Zamknij