Erotyczne skandale w stalinowskich więzieniach

Przemoc seksualna, gwałty na osadzonych, tzw. czyny nieobyczajne zawsze były ponurym elementem więziennego życia. Traktowane jako tabu rzadko wychodziły na światło dzienne. Zazwyczaj przy okazji skandali, których nie dało się ukryć. Cześć z nich, z okresu po II wojnie światowej, zachowała się w starych, sądowych aktach.

kraty

Negatywne zjawiska nie omijały także więzień i aresztów Rzeszowszczyzny. Niewątpliwie niemała część funkcjonariuszy ówczesnego więziennictwa wykorzystywała swoje stanowiska służbowe. W pewnym sensie ich „uprzywilejowane” względem więźniów położenie, skłaniało przynajmniej niektórych z nich do skorzystania ze swojej zawodowej pozycji, pełnionych funkcji. Do niektórych głów uderzała „woda sodowa”, całkowity brak jakichkolwiek hamulców moralnych, przeświadczenie o swojej bezkarności robiło swoje.

Bardziej skorzy do seksualnych ekscesów pracownicy rzeszowskiego więziennictwa mając przewagę psychologiczną, przeważnie także fizyczną w sprzyjających dla siebie okolicznościach zmuszali do kontaktów intymnych pozbawione wolności kobiety. Czasem bywało jeszcze inaczej. Nawet niektórzy przebywający za kratami mężczyźni stawali się bowiem obiektem seksualnego zainteresowania ze strony… więziennych strażniczek.   W zdecydowanej jednak większości dochodziło do wykorzystywania seksualnego więźniarek.

„Dyscyplinarka” za gwałty

Pracownik przemyskiego więzienia Izydor Stark został 5 grudnia 1947 r. zwolniony dyscyplinarnie za „nadużycie władzy” oraz gwałty na więźniarkach. Wcześniej jednak ten obywatel polski, narodowości żydowskiej, pod pretekstem przeprowadzenia służbowej rozmowy wzywał do swojego pokoju kobiety pozbawione wolności. Stark przeważnie za pomocą obietnic albo szantażu przymuszał kobiety do kontaktów seksualnych.

Więzienie w Przemyślu

Więzienie w Przemyślu

Udowodniono, że wykorzystał seksualnie przynajmniej 5 więźniarek. Były to: Maria K., Julia K., Maria Z., Anna W., Stefania K. Tej ostatniej wystarał się nawet o jednomiesięczną przerwę w odbywaniu kary pozbawienia wolności. Zachodziła bowiem obawa, że kobieta jest z nim  w ciąży. Ekscesy erotyczne Starka były na tyle „głośne”, że sprawy nie udało się już zatuszować.

Wojskowy Sąd Rejonowy w Rzeszowie na sesji wyjazdowej w Przemyślu uznał pracownika przemyskiego więzienia winnym zarzucanych mu czynów i skazał go na karę łączną 6 lat pozbawienia wolności. Dodatkowo wspomnianego funkcjonariusza pozbawiono na okres 3 lat obywatelskich praw honorowych. Naczelny Sąd Wojskowy w Warszawie 14 stycznia 1948 r. postanowił zmienić zaskarżony wyrok WSR   w Rzeszowie i ostatecznie karę zmniejszono Starkowi do 4 lat więzienia.

Afera za rzeszowskim „Zamku”

Także w więzieniu „na Zamku” w Rzeszowie wybuchła afera seksualna. Jej „bohaterem”, a później obwinionym był kierownik Działu Specjalnego Bogdan Stryczewski. W lipcu 1948 r. między więźniami zaczęły krążyć pogłoski jakoby wspomniany funkcjonariusz utrzymywał „zażyłe stosunki” z więźniarką Krystyną M. Wcześniej kobieta swoim koleżankom wyznała, że Stryczewski się w niej zakochał. Dodatkowo fakt że więźniarka nie spała kilka nocy w swojej celi rozgrzewał wyobraźnię zarówno więźniów, jak i personelu. Sprawa stała się więc na tyle głośna, że także i jej nie dało się zatuszować.

Wiezienie na rzeszowskim Zamku w latach 40 XX wieku

Wiezienie na rzeszowskim Zamku w latach 40 XX wieku

Przeprowadzone dochodzenie wykazało, że w lipcu 1948 r. naczelnik więzienia por. Jan Listwoń przebywał na urlopie wypoczynkowym poza Rzeszowem. Zostawił klucze do swojego prywatnego mieszkania Stryczewskiemu, któremu zezwolił nawet spać w swoim  mieszkaniu, mieszczącym się w budynku więzienia.

22 lipca 1948 r. kierownik Działu Specjalnego powrócił z miasta około godz. 4-tej rano. Był pod wpływem alkoholu, nie przeszkodziło mu to jednak wezwać do siebie przodownika Mroza i obydwaj udali się do celi kobiecej skąd wywołali więźniarkę M. Wspomnianą kobietę Stryczewski zaprowadził do mieszkania naczelnika. Będąc już w pokoju położył ofiarę swoich „zalotów” na tapczanie i pomimo oporu więźniarki odbył z nią stosunek płciowy. Po tym zdarzeniu M. poszła spać do kuchni, gdzie po chwili wszedł za nią Stryczewski i ponownie zaciągnął ją do sypialni i uprawiał z kobietą seks. Tego dnia kierownik nie odprowadził więźniarki do więziennej celi, lecz wyszedł około godziny12-tej na miasto. Kazał kobiecie pozostać w mieszkaniu, następnie powrócił do więzienia około godziny 1-szej w nocy wraz ze strażnikiem Marcinkiem i położył się spać.

Dopiero nazajutrz, około godz. 10-tej Stryczewski odesłał kobietę do celi mieszkalnej, a dwa dni później 24 lipca 1948 r. około godziny 9-tej rano ponownie spotkał ją na korytarzu więziennym, gdy ta wynosiła śmiecie. Oddał jej wtedy klucz do lokalu zajmowanego przez naczelnika i kazał jej posprzątać mieszkanie. Około godziny 14-tej funkcjonariusze więzienia por. Stanisław Ziemba oraz chor. Józef Dawida przynieśli do mieszkania naczelnika pół litra wódki, wędliny i bułki. Molestowana wcześniej przez kierownika Działu Specjalnego więźniarka M. przygotowała kanapki. Po wypiciu alkoholu biesiadnicy się rozeszli, tylko Stryczewski po pewnym czasie powrócił do mieszkania. Wtedy mężczyzna zamknął drzwi na klucz, poczym zaprowadził więźniarkę do sypialni, tam wspólnie uprawiali seks. W tym samym dniu, około godziny 18-tej kierownik odesłał więźniarkę z powrotem do celi.

Sprawa tego „romansu” była dość powszechnie znana, bulwersowała więc mocno część personelu więziennego. Jedna ze strażniczek w napisanym przez siebie raporcie poinformowała naczelnika rzeszowskiego więzienia, że 29 lipca 1948 r. o godzinie 17-tej dowiedziała się poufnie od informatorki „X”, że więźniarka Krystyna M. trzy noce spała razem z kierownikiem Stryczewskim, co mogłyby potwierdzić więźniarki z celi nr 60. Postronnym obserwatorom wiele także do myślenia dawała pewność z jaką zachowywała się więźniarka M. W tej sytuacji sądzono, że kobieta była prawdopodobnie informatorem kierownika Stryczewskiego. Dochodziło nawet do sytuacji  w których Krystyna odgrażała się niektórym strażnikom. Świadczy o tym najlepiej zdarzenie które miało miejsce 29 lipca 1948 r. kiedy to w korytarzu obok więziennej świetlicy str. Stanisław Malec polecił Krystynie M. wykonać jakąś pracę. Wówczas więźniarka zareagowała bardzo gwałtownie: stul pysk bo nie wiesz czym ja jestem.

Całej sprawie „pikanterii” dodawało także spostrzeżenie strażniczki Stefanii Godek, która opowiedziała strażniczce Trylskiej, że podsłuchała rozmowę Bogdana Stryczewskiego z więźniarką Krystyną M. Kierownik pouczał kobietę: Krysiu ty musisz ich słuchać bo oni są twoimi przełożonymi. W tej sytuacji sprawa  więziennego „romansu” trafiła do prokuratury, a swój końcowy epilog znalazła w rzeszowskim sądzie.

Dochodzenie nabierało tempa. Przesłuchiwany w tej sprawie strażnik Michał Wolański zeznawał: Dnia 22.VII.1948 r. zauważyłem w mieszkaniu n[naczelnika]  więzienia ob[ywatela] Listwonia, że więźniarka siedziała na fotelu przy słuchaniu radia, a potem dowiedziałem się, że w/w więźniarka była to M. Krystyna. Ja oświadczyłem str[ażniczce] Godek, że mnie się to nie podoba ponieważ jak nigdy więźniarka M. Krystyna ubiera się czysto i swobodnie się porusza w więzieniu, str[ażniczka] Godkowa opowiedziała mi, że więźniarka M. Krystyna przyniosła na celę cukier, smalec i kompot i to mnie widziało się podejrzane skąd więźniarka w/w to bierze, wówczas wywnioskowałem, że między więźniarką M. Krystyną, a ob[ywatelem] Stryczewskim coś musi być ponieważ ma pewne względy. (pis.org.-D.F.)

Interesujące były zeznania samej zainteresowanej więźniarki: Po wejściu do mieszkania naczelnika zauważyłam, że Stryczewski był w stanie podchmielonym. Początkowo kazał mi posprzątać w kuchni, i gdy weszłam do kuchni on wszedł za mną, wziął mnie za rękę i pociągnął mnie do pokoju jadalnego. Ja jemu oświadczyłam ażeby on jako kierownik Działu Specjalnego zastanowił się co on robi wówczas on odpowiedział, że co jemu kto może zrobić, również gdy mu powiedziałam, że on jest pijany to on kategorycznie temu zaprzeczył. Następnie posadził mnie na tapczanie znajdującym się w pokoju jadalnym. Ja usiłowałam początkowo wydrzeć mu się z rąk, lecz widząc, że on jest silniejszy złapałam się rękoma za swoje reformy. Wówczas to Stryczewski wykręcił mi rękę do tyłu, jedną ręką przytrzymał mi moje ręce, drugą zaś zdjął ze mnie reformy i przewróciwszy mnie na tapczanie, posiadł mnie płciowo. (pis. org.-D.F.)

Ostatecznie Bogdan Stryczewski za powyższe kontakty z więźniarką Krystyną M. był najpierw sądzony przez WSR w Rzeszowie. Ostatecznie jednak NSW w Warszawie  31 maja 1949 r. postanowił częściowo uwzględnić skargę rewizyjną obrońcy skazanego. Wyrok WSR w Rzeszowie z 10 lutego 1949 r. został zmniejszony do 1 roku i 6 m-cy więzienia. Stryczewski został także zdegradowany ze stopnia st. sierżanta do stopnia szeregowego. Po odbyciu części orzeczonej kary, 31 maja 1949 r. Bogdan Stryczewski  został zwolniony            z przemyskiego  więzienia i odzyskał wolność.

Seks w areszcie UB

Także mury gmachu Aresztu Wewnętrznego Wojewódzkiego Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego w Rzeszowie, zwany popularnie „ Monopolem”, był świadkami afery o podłożu seksualnym. Najpierw jednak 17 grudnia 1950 r. strażnik Stanisław Lasota nie przyznał się     w trakcie przesłuchania do kontaktów seksualnych z więźniarką Bronisławą K.

Funkcjonariusz przesłuchiwany na powyższą okoliczność zeznał: Na zadane pytanie wyjaśniam, że ob[ywatelka] K. Bronisława została przeniesiona z celi nr 16 na celę n. 2, gdzie przebywała w towarzystwie siostry zakonnej. Jednego razu prosiła mnie K.  Bronisława aby dać jej papieru, bo jak właśnie powiedziała, że potrzebny jej ponieważ miała swój kobiecy czas, co ja też uczyniłem, czyli dałem jej starą gazetę, ale nieprawdą jest to, że ja jej dałem gazetę, w tym celu wytarcia na podłodze gdzie jakoby miały być ślady tj. mokro            z odbytego stosunku ze mną. To jest nieprawda, gdyż ja nigdy z nią nie miałem stosunków płciowych, czemu kategorycznie i ostatecznie zaprzeczam. (pis. or.-D.F.)

W trakcie konfrontacji przeprowadzonej 17 grudnia 1950 r. strażnik Lasota przyznał się jednak do kontaktów seksualnych z więźniarką Bronisławą K. Ponadto w trakcie kolejnego przesłuchania 30 grudnia 1950 r. przed oficerem śledczym WUBP w Rzeszowie Władysławem Jarym, obwiniony funkcjonariusz zeznał, że odbył  także dwa stosunki płciowe            z inną zatrzymaną kobietą, tym razem chodziło o Heleną Ch.

Wojskowa Prokuratura Rejonowa w Rzeszowie 2 stycznia 1951 r. wydała postanowienie o tymczasowym aresztowaniu Stanisława Lasoty. Sama natomiast poszkodowana Bronisława K. zeznała, że 23 listopada 1950 r. została zatrzymana przez funkcjonariuszy WUBP w Rzeszowie i osadzona w areszcie. Niemal w tym samym czasie uwięziony został także jej mąż. Kobieta przebywając w tym miejscu była narażona na propozycje seksualne składane jej przez strażnika Lasotę. Więźniarka opisywała go jako mężczyznę w wieku około 26-28 lat, średniego wzrostu blondyna. Kiedy pracowała na korytarzu aresztu strażnik kilka razy zbliżał się i zaczepiał kobietę. Pewnego razu dostał od niej nawet pięścią w twarz. Lasota nie zważając na to pewnego dnia, kiedy więźniarka zmywała naczynia po śniadaniu w korytarzu aresztu, niedaleko pieca żelaznego chwycił ją za rękę i przy użyciu przemocy podniósł sukienkę i przez nogawkę majtek odbył z kobietą stosunek płciowy. Po upływie kilku dni w podobnych okolicznościach sytuacja się powtórzyła. Trzeci raz ów strażnik uprawiał seks z więźniarką w celi nr 2. Wykorzystał fakt, że towarzyszka więziennej niedoli Bronisławy K., siostra zakonna była w tym czasie przesłuchiwana w zupełnie innym pomieszczeniu.

W sprawie strażnika Stanisława Lasoty zeznawała także przed WSR w Rzeszowie wymieniona już wcześniej więźniarka Helena Ch. Kobieta 9 marca 1951 r. w trakcie rozprawy głównej stwierdziła, że w areszcie przebywała od 15 września 1950 r. i po miesiącu odzyskała wolność. Pod koniec września kobieta poprosiła oskarżonego, aby zezwolił jej na przeczytanie gazety. Gdy czytała strażnik zaproponował więźniarce odbycie stosunku płciowego. Pomimo braku zgody mężczyzna przezwyciężył jej opór. W trakcie rozprawy była więźniarka dodała przy tym, że do oskarżonego nie czuła urazy bo nie wyrządził jej żadnej krzywdy. Za powyższe przestępstwa WSR w Rzeszowie 9 marca 1951 r. skazał Stanisław Lasotę na karę 3 lat więzienia oraz na utratę praw publicznych i obywatelskich praw honorowych na okres 1 roku.

Molestująca strażniczka

W więzieniu „na Zamku” w Rzeszowie doszło do zgoła innej sytuacji. Strażniczka Janina Kaznecka utrzymywała bliższe kontakty towarzyskie z byłym więźniem Kazimierzem K. Za tą znajomość 30 lipca 1951 r. została zwolniona dyscyplinarnie: Na zwracane jej uwagi partyjne nie przywiązuje żadnej wagi,  z więźniarkami stara się żyć w sposób łagodny, czego w latach ubiegłych podczas pracy  w tutejszym więzieniu nie notowano  była energiczną          i dobrą strażniczką, lecz od chwili zapoznania sięz w/w więźniem stała się strażniczką niezdyscyplinowaną.

Afery o podłożu seksualnym przybierały różne formy i tak na przykład, strażnik Aresztu w Nisku Michał Witrykus przyznał się do kontaktów seksualnych z żoną skazanego, Genowefą D. Wykorzystał w ten sposób swoje stanowisko służbowe, w konsekwencji takiego zachowania został ukarany 14 dniowym aresztem zwykłym oraz zwolniono go dyscyplinarnie ze służby w Straży Więziennej.

Z kolei w sanockim więzieniu strażniczka Jadwiga Kluska, również poniosła konsekwencje swoich miłosnych wyborów: Dopuściła się tego, że zakochała się w więźniu D. wypuszczała go sobie sama jak tylko miała okazję i przyprowadzała go na swoją dyżurkę gdzie mieli możliwość kręcić romans miłosny, a nawet i stosunki, bo jak wynika z naszej obserwacji to oddała się w/w więźniowi. (pis.org.-D.F.) Jadwiga Kluska za powyższe przekroczenie została ukarana 14 dniowym aresztem zwykłym, a po odbyciu kary zwolniono ją dyscyplinarnie.

Zakład karny w Sanoku po II wojnie światowej

Zakład karny w Sanoku po II wojnie światowej

24 kwietnia 1955 r. strażniczka przemyskiego więzienia Teresa Kowal powzięła wiadomość od więźniarki Stanisławy Widelskiej, jakoby kilka miesięcy wcześniej kierownik działu gospodarczego Feliks Więckowski, kierownik wychowawczy Marian Janiszewski oraz kierownik działu administracyjnego Stanisław Konkol będąc w stanie upojenia alkoholowego przebywali w mieszkaniu byłej więźniarki Zofii D. Tam właśnie w obecności innych byłych „pensjonariuszek” przemyskiego więzienia, a mianowicie Elżbiety Ch. oraz Emilii K. miało dojść do libacji alkoholowej oraz intymnych kontaktów. Ta przemyska afera o podłożu alkoholowym z wyraźnym akcentem erotycznym rozbudzała wyobraźnię załogi przemyskiego więzienia. Także i ona była źródłem wielu plotek i domysłów.

Podsumowując opisane zdarzenia nie sposób nie odnieść przekonaniania, że to tylko niektóre przykłady tego rodzaju zachowań. Kontakty intymne pomiędzy funkcjonariuszami                    i więźniami z pewnością miały miejsce. Choć oficjalnie było to zabronione, to jednak na tym tle dochodziło do przestępstw i nadużyć. W takich przypadkach liczono przede wszystkim na bezkarność. Faktycznie tylko nieliczni funkcjonariusze z tego tytułu ponosili konsekwencje. Do opinii publicznej dochodziły tylko bardzo sporadyczne na ten temat informacje. W tego rodzaju sprawach zarówno sprawcy przestępstw jak i ich ofiary na ogół zachowywały daleko posuniętą ostrożność i dyskrecję. Ofiary takich łajdackich praktyk płaciły z pewnością bardzo wysoką cenę. Nie dość, że pozbawiano je wolności, to dodatkowo narażone były na nieprawdopodobnie trudne do wyobrażenia traumatyczne przeżycia i doświadczenia.

Dariusz Fudali

Tekst ukazał się w nr. 3-4/2016 „Podkarpackiej Historii”

Fot. archiwum, sw.gov.pl

Może Ci się również spodoba

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Kontynuując przeglądanie strony, wyrażasz zgodę na używanie przez nas plików cookies. więcej informacji

Aby zapewnić Tobie najwyższy poziom realizacji usługi, opcje ciasteczek na tej stronie są ustawione na "zezwalaj na pliki cookies". Kontynuując przeglądanie strony bez zmiany ustawień lub klikając przycisk "Akceptuję" zgadzasz się na ich wykorzystanie.

Zamknij